Sobotnie popołudnie na Chorten Arenie miało być świętem odrodzenia Jagiellonii Białystok. Zamiast tego, kibice Dumy Podlasia musieli przełknąć kolejną gorzką pigułkę. Porażka 1:2 z Piastem Gliwice to już piąty z rzędu ligowy mecz bez zwycięstwa żółto-czerwonych. Na pomeczowej konferencji prasowej emocje były niemal namacalne – od szczerości Adriana Siemieńca przyznającego się do błędów i słabości drużyny, po pełne szacunku wobec Jagi, ale i satysfakcji wypowiedzi Daniela Myśliwca. W sali konferencyjnej wybrzmiało jasno: mistrzowski pociąg zwalnia, a lekarstwo na kryzys musi zostać znalezione natychmiast.
Trener Adrian Siemieniec nie szukał wymówek. Choć Jagiellonia w końcówce złapała kontakt po historycznym trafieniu Jesusa Imaza, szkoleniowiec białostoczan otwarcie przyznał, że wynik odzwierciedla postawę jego zespołu.
– Przede wszystkim gratulacje dla przeciwnika za zwycięstwo i bardzo dziękuję naszym kibicom. Trzeba przyznać, że nie rozpieszczamy ich ostatnio, ale czuć ich wsparcie. Teraz trzeba jak najszybciej się im odwdzięczyć i dać im trochę radości w postaci zwycięstwa i punktów – zaczął Siemieniec, by po chwili przejść do bolesnej analizy. – Nie ma co pudrować rzeczywistości, to był słaby mecz w naszym wykonaniu. To, co mówiłem na konferencji przedmeczowej, się nie wydarzyło. Nie poprawiliśmy się i trzeba to wziąć na klatę. Tak jest w życiu i sporcie, że takie momenty się dzieją. Dzisiaj po prostu trzeba wziąć się w garść, skupić się i poszukać przełamania. Gra się nie układa, widać, że zawodnikom brakuje pewności siebie.
Reklama
Szkoleniowiec odniósł się również do zarzutów o zbyt dużą liczbę zmian w wyjściowym składzie, co mogło wpłynąć na brak rytmu w pierwszej połowie.
– Być może faktycznie było tak, że te zmiany w składzie spowodowały, że nie mieliśmy rytmu i musieliśmy go łapać. Zawodnicy trochę jakby siebie szukali na boisku. Przy wyborze składu myślę zawsze, że to będzie najlepsze dla drużyny. Szukałem rozwiązań w perspektywie ostatniego meczu. Może większa konsekwencja była lepszym rozwiązaniem i powtórzenie jedenastki z niewielkimi zmianami. Ale wiadomo – analiza wsteczna zawsze skuteczna – tłumaczył trener Jagiellonii.
Porażka z Piastem, szczególnie po serii słabszych występów, uderzyła w morale zespołu. Siemieniec zdradził, jak wyglądała sytuacja w szatni tuż po końcowym gwizdku i jakie wyzwania stoją przed nim jako liderem grupy.
– Powiedziałem w szatni, gdzie atmosfera była grobowa, że taki jest moment, taki jest sport. Każdy sportowiec przeżywa takie momenty i dzisiaj trzeba to przetrwać, szukając zwycięstwa, na którym będziemy budować dalej. Ja mogę mówić o różnych rozwiązaniach, ale to nie ma znaczenia, liczy się to, czy zespół zacznie wygrywać. Biorę odpowiedzialność i muszę szukać rozwiązania. Trenerem się jest nie tylko gdy cię chwalą, to właśnie teraz trzeba być trenerem, liderem w szatni, podnieść i odpowiednio nastawić grupę. Musimy być razem i z tego wyjść.
Reklama
W morzu pesymizmu Siemieniec znalazł jednak jeden pozytyw – debiut młodego Zachary'ego Zalewskiego.
– Liczysz trochę na szaleństwo młodego chłopaka, nieobciążonego presją za wynik i ze świeższą głową. Czułem odwagę z jego strony. Nie chował się od gry, a nie był to łatwy moment. To obiecujące, z punktu widzenia mentalnego fajnie, że taką postawę zaprezentował – ocenił szkoleniowiec.
Trener Piasta Gliwice, Daniel Myśliwiec, mimo zwycięstwa, wypowiadał się o gospodarzach z ogromnym respektem. Jego zdaniem, kryzys punktowy Jagiellonii nie oznacza braku jakości piłkarskiej. Podczas konferencji Myśliwiec kilkukrotnie podkreślał klasę rywala podkreślając tożsamość Jagi:
- Jagiellonia mimo słabszych wyników ma swoją tożsamość. Kibicuję jej, bo wciąż ma wiele do wygrania (...) Dzisiaj dwie drużyny walczyły o inicjatywę, dały dobry spektakl. W moich meczach z Jagiellonią trenera Siemieńca nigdy nudy nie było. (...) Nie trafiliśmy na słabą Jagiellonię, tylko moja drużyna bardzo mocno i jakościowo pracowała, a Jagiellonia wciąż jest bardzo dużą jakością całej ligi - mówił trener Piasta.
Szkoleniowiec Piasta przyznał, że jego zespół musiał wspiąć się na wyżyny koncentracji, by wywieźć z Białegostoku trzy punkty, a ojcem sukcesu Hugo Vallejo ogłosił Michała Chrapka, który swoją pracą umożliwił Hiszpanowi błyszczenie w ofensywie.
Czasu na rozpamiętywanie porażki nie ma. Już w najbliższy wtorek Jagiellonię czeka zaległe spotkanie, które Siemieniec określa mianem „handicapu”. To szansa na błyskawiczną rehabilitację przed przerwą na mecze reprezentacji.
– Musimy dobrze przygotować się do wtorkowego meczu, który jest dla nas w pewnym sesie handicapem. Kolejka się nie odbywa, to będą jedyne dwa zespoły, które mogą zdobyć punkty. Można tym meczem wrócić na dobrą drogę i zakończyć później udanie okres przed przerwą na kadrę. Ten okres ostatni jest bardzo długi, nie można zapomnieć, jak dobry jest pod wieloma względami. Trzeba brać pod uwagę szerszy kontekst. Załamać ręce i poddać się jest najprościej, a ja tego robić nie zamierzam.
Reklama
Czy Jagiellonia zdoła odzyskać blask w ciągu zaledwie trzech dni? Siemieniec wierzy, że tak. Podkreśla jednak, że kluczowe będzie nastawienie mentalne.
Jeśli będziemy mieli odpowiednie nastawienie, to wtedy ta drużyna po prostu odpali – zakończył trener Dumy Podlasia.
Białostoccy kibice na „odpalenie” Jagi czekają z niecierpliwością. .
Przemysław Sarosiek
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze