Oskar Pietuszewski zaliczył prawdziwe wejście smoka w debiucie w barwach Smoków z Porto. "Pieti" - jeszcze niedawno dryblujący na boiskach ekstraklasy w barwach Jagiellonii - zaliczył debiut marzeń w jednym z najsłynniejszych klubów świata. 17-latek potrzebował zaledwie kilkunastu minut, by rzucić na kolana kibiców w Porto i sprawić, że portugalskie media piszą o nim „kluczowa postać”. Wypracował rzut karny, z którego padła decydująca bramka, a po faulu na nim z boiska wyleciał gracz rywali.
Choć Oskar był już w kadrze meczowej podczas prestiżowego starcia o Superpuchar Portugalii przeciwko Benfice Lizbona to na swój faktyczny chrzest bojowy musiał poczekać do niedzielnego meczu z Vitorią Guimaraes. Ale to i tak wcześniej niż przewidywali to najwięksi optymiści. Polak wszedł na boisko przy stanie 0:0, w 73. minucie, gdy włoski szkoleniowiec Francesco Farioli postawił wszystko na jedną kartę.
Efekt? Pietuszewski wniósł do gry niespotykaną energię. Już chwilę po wejściu przeprowadził rajd lewą stroną, wpadł w pole karne i wymusił faul na Telmo Arcanjo. Choć sędzia początkowo milczał, po analizie VAR wskazał na „wapno”. Alan Varela nie pomylił się z jedenastu metrów, a Porto objęło prowadzenie. To nie był jednak koniec popisu wychowanka Jagiellonii. W doliczonym czasie gry ten sam obrońca, który faulował Oskara przy karnym, znów nie nadążył za jego dynamiczną akcją. Efekt to druga żółta kartka dla rywala i gra Porto w przewadze.
„Przyjaciele z Polski, możemy powiedzieć, że Oskar Pietuszewski miał bardzo udany debiut” – napisał oficjalny profil FC Porto w mediach społecznościowych, zwracając się do kibiców nad Wisłą w naszym ojczystym języku.
Po zakończeniu spotkania trener Porto nie szczędził pochwał pod adresem nastolatka z Polski. Podczas konferencji prasowej podkreślił, że decyzja o wpuszczeniu Pietuszewskiego w tak trudnym momencie meczu nie była przypadkowa.
– Oskar ma w sobie coś, czego szukamy u młodych piłkarzy: bezczelność w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Nie boi się dryblingu, nie boi się fizycznego kontaktu. Dzisiaj udowodnił, że potrafi odmienić losy meczu w kilka minut. To dla nas bardzo ważny sygnał przed nadchodzącymi wyzwaniami w Lidze Europy – ocenił Francesco Farioli.
Reklama
Słowa trenera potwierdzają noty w dzienniku „A Bola”, który uznał Polaka za postać meczu. Choć Oskar sam zarobił żółtą kartkę za agresywną walkę o piłkę, Portugalczycy widzą w tym pasję i determinację, która idealnie pasuje do stylu „Smoków”.
Dla białostockich kibiców, którzy śledzą losy Oskara, najbliższe tygodnie zapowiadają się ekscytująco. Już 22 stycznia FC Porto zmierzy się na wyjeździe z Viktorią Pilzno w Lidze Europy. Po takim debiucie wydaje się niemal pewne, że Pietuszewski otrzyma kolejne szanse.
Warto odnotować, że Porto staje się powoli „polską kolonią” – w kadrze meczowej regularnie pojawia się także Jan Bednarek, i Jakub Kiwior. Przed drużyną trójki Polaków intensywny koniec zimy: starcie z Gil Vicente w lidze oraz wielki mecz z Glasgow Rangers na zakończenie fazy ligowej europejskich pucharów. Jeśli Pietuszewski utrzyma taką dynamikę, o jego rajdach będzie głośno nie tylko w Porto, ale w całej Europie.
PS
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze