Reklama

Pucharowa porażka Jagiellonii po bolesnych błędach

Gorzkiej pigułki musieli przełknąć kibice przy Słonecznej, bo zderzenie z utytułowanym rywalem z Belgii okazało się wyjątkowo bolesne. Żółto-Czerwoni stoczyli zacięty bój, ale koszmarne błędy przy własnym rozegraniu i zabójcza skuteczność przyjezdnych zadecydowały o pucharowej porażce. Mimo momentów porywającej gry i wielkich emocji, trzy punkty odjechały do Brukseli, pozostawiając niedosyt i sportowy smutek w sercach białostockich fanów.

Belgijski napór i wielkie nerwy na początku meczu

Początkowe fragmenty spotkania wyraźnie pokazały, że utytułowany przeciwnik nie przyjechał do Białegostoku tylko po to, by bronić własnej połowy. Zespół z Belgii od pierwszych sekund starał się przejąć inicjatywę i groźnie atakował skrzydłami. Już na samym początku nasi obrońcy musieli mocno się napracować, by zablokować dośrodkowania i oddalić zagrożenie od własnej bramki. Napięcie na murawie rosło z każdą minutą. Podczas jednego z starć w białostockim polu karnym dotkliwie ucierpiał gracz gości, wymuszając zdecydowaną reakcję i głośne domaganie się rzutu karnego. Sędzia pozostał jednak nieugięty, a Żółto-Czerwoni próbowali odpowiedzieć własną akcją. Bliski wykreowania idealnej okazji był Kamil Jóźwiak, lecz pechowe problemy z opanowaniem futbolówki sprawiły, że czujny golkiper przyjezdnych zdążył wybić ją w ostatniej chwili na rzut rożny.

Koszmarna pomyłka w obronie i cios za cios

Miejscowa drużyna starała się budować swoje akcje od tyłu, lecz rywale doskonale wiedzieli, jak nałożyć wysoki i agresywny pressing. Naszym zawodnikom przytrafiało się zdecydowanie zbyt wiele prostych niedokładności przy wyprowadzaniu piłki z własnej strefy obronnej. Jeden z takich błędów zemścił się w najgorszy możliwy sposób. Zbyt lekkie podanie od Hampusa Finndella w obrębie własnego pola karnego powędrowało wprost pod nogi czatujących napastników rywala. Taki prezent został natychmiast wykorzystany i bramkarz Sławomir Abramowicz musiał wyciągać piłkę z siatki. Podrażniona Jagiellonia rzuciła się do odrabiania strat, w efekcie czego kibice oglądali niezwykle dynamiczne widowisko, w którym gra w mgnieniu oka przenosiła się spod jednej bramki pod drugą. Świetną, kombinacyjną akcję przeprowadził Kajetan Szmyt, jednak jego potężny i celny strzał w ostatnim momencie zablokował obrońca gości. Chwilę później po stałym fragmencie gry bramkarz z Belgii nie opanował piłki przy pierwszej próbie i mało brakowało, a białostoczanie wpakowaliby ją do siatki z najbliższej odległości.

Reklama

Ogromny zryw Żółto-Czerwonych po przerwie

Druga odsłona spotkania rozpoczęła się od bardzo odważnych i widowiskowych ataków gospodarzy, którzy wyszli z szatni z całkowicie nową energią. Bardzo nietypowym zagraniem popisał się Bernardo Vital, zwiastując natarcie na pole karne gości. Precyzyjne dośrodkowanie trafiło idealnie na głowę powracającego do gry po kontuzji Nika Prelca. Jego trudny do obrony strzał z wielkim trudem zdołał wybić golkiper z Brukseli. Miejscowi kibice podnieśli głośny śpiew, widząc, że Jagiellonia złapała właściwy rytm. Chwilę później oglądaliśmy popisową i misterną akcję, w której Ousmane Sow zagrał piętką do Andersa Klynge, lecz uderzenie z dystansu przeleciało minimalnie nad poprzeczką. Białostoczanie zdominowali ten fragment meczu, ponawiając seryjne ataki. Kajetan Szmyt ponownie urwał się kryjącym go obrońcom i wyłożył piłkę partnerom, ale celne uderzenie Klynge znów utknęło w gąszczu nóg belgijskich defensorów.

Brak zimnej krwi i bolesny finał

Niestety, piękny zryw i zepchnięcie przeciwnika do głębokiej defensywy trwały tylko przez kilkanaście minut. Beldzy przetrzymali najtrudniejszy napór, przeczekali natarcie Żółto-Czerwonych i powoli zaczęli odzyskiwać kontrolę nad wydarzeniami na murawie. W białostockich szeregach znów pojawiły się groźne luki w kryciu oraz brak koncentracji. Po błyskawicznym przejściu do ataku rywale oddali najpierw ostrzegawczy strzał tuż nad poprzeczką, a niedługo potem bezlitośnie wykorzystali kolejny błąd przy wyprowadzaniu piłki z naszej strefy obronnej. Drugi stracony gol podciął skrzydła walczącym gospodarzom, którzy mimo wprowadzanych zmian nie potrafili już odwrócić losów tego pojedynku. Na dziesięć minut przed końcem regulaminowego czasu gry przyjezdni udokumentowali swoją przewagę trzecim trafieniem, ostatecznie pieczętując wygraną. Choć arbiter doliczył do tego spotkania dodatkowe pięć minut, wynik nie uległ już zmianie, a fani musieli pogodzić się z gorzką pucharową lekcją.

Reklama

Jagiellonia Białystok – Anderlecht 0:3 (0:1). Bramki: Mihajlo Cvetkovic 22’, Marten Winkler 72’, Jayden Onia Seke 80’. Żółte kartki: Rodrigo Conceicao, Bernardo Vital, Eryk Kozłowski (Jagiellonia Białystok), Thelo Aasgaard, Enric Llansana, Jayden Onia Seke.  (Anderlecht). Sędziował: Ondrej Berka. Widzowie: 15621.

Jagiellonia Białystok: Sławomir Abramowicz – Yuki Kobayashi, Bernardo Vital, Kajetan Szmyt (65’ Aleksander Cirkovic), Hampus Finndell (46’ Ousmane Sow), Anders Klynge, Guilerhme Montoia, Rodrigo Conceicao, Kamil Jóźwiak (65’ Jeremy Agbonifo), Eryk Kozłowski, Nik Prelec.

Reklama

RSC Anderlecht: Colin Coosemans – Giulian Biancone, Oleg Reabciuk, Mihajlo Cvetkovic, Marten Winkler, Lukas Ambros (65’ Enric Llansana), Thelo Aasgaard, Leo Petrot, Mario Stroeykens, Kais Barry, Tristian Degreef (65’ Jayden Onia Seke).

Krzysztof Pietrzykowski

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo ddb24.pl




Reklama