Tę dezinformację pomagają niestety siać także stojące po polskiej stronie niektóre media i politycy związani z polską opozycją. Świadomie, czy nie, wpisują się w całości w scenariusz Aleksandra Łukaszenki. Tymczasem strona polska zaproponowała stronie białoruskiej pomoc humanitarną, aby nie zostawiać nielegalnych imigrantów kompletnie bez pomocy.
Na początek trzeba powiedzieć jedną podstawową rzecz. Media, politycy, przedstawiciele organizacji pozarządowych, ale też obserwatorzy i zwykli gapie, skupili się w jednym miejscu. Przyjeżdżają do obozowiska w miejscowości Usnarz Górny, gdzie od kilkunastu dni koczuje grupa imigrantów. Ta grupa nie jest stała. Z powrotem na Białoruś wróciły kobiety i dzieci, a także część mężczyzn. Jeszcze w minioną niedzielę białoruskie służby chciały zabrać z miejsca koczowiska przebywające tam osoby, ale na to zdecydowała się tylko część. W ich miejsce przyszli za to nowi imigranci. Z 32 osób, zostało razem z tymi, które doszły, 24 osoby.
„Po stronie białoruskiej na wysokości m. Usnarz Górny znajduje się obecnie grupa 24 os.(20 m. i 4 k.), nie ma wśród nich dzieci. Część osób została zabrana przez str. Białorusi kilka nowych dowiezionych. Straż graniczna Białorusi kilkukrotnie dostarczała dziś grupie żywność, napoje i papierosy” – poinformowała w niedzielę, 22 sierpnia, wczesnym popołudniem, Polska Straż Graniczna.
Tymczasem nasza Polska Straż Graniczna ma co robić i poza Usnarzem Górnym. Ponieważ każdego dnia granicę z Polską usiłuje przekraczać w różnych miejscach wielu innych nielegalnych imigrantów. Media za to stoją praktycznie wyłącznie w jednym miejscu pokazując cały czas obrazki, które częściowo są reżyserowane przez służby białoruskie. Te już od kilku dni podają imigrantom zbite z drewna drabiny, aby można było po nich przejść na terytorium Polski przez drut kolczasty, zaś białoruska telewizja państwowa cały czas twierdzi, że to Polacy przerzucają na terytorium Białorusi nielegalnych imigrantów. Mimo, że to polska strona odgradza się od białoruskiej drutem kolczastym.
Okoliczni mieszkańcy z terenów przygranicznych najchętniej widzieliby nie drut kolczasty na granicy, ale wysokie ogrodzenie lub płot, czy mur. Na wzór i podobieństwo, jaki już buduje Litwa na granicy z Białorusią. Tam jednak nie ma żadnych mediów czy polityków, którzy w imię walki politycznej chcą realizować plan Łukaszenki, którego celem jest destabilizacja sytuacji w państwach bałtyckich i w Unii Europejskiej. I praca idzie spokojnie. Polska strona, w wyniku nieodpowiedzialności, albo wręcz głupoty części mediów i polityków, zdecydowała się więc na inny krok.
„Mając na uwadze powagę sytuacji, strona polska jest gotowa do natychmiastowego skierowania konwoju z pomocą humanitarną. W przypadku zgody strony białoruskiej, wjazd konwoju realizowanego przez Rządową Agencję Rezerw Strategicznych na terytorium Białorusi zaplanowany zostanie przez najbliższe przejście graniczne i dotrze najkrótszą drogą do miejsca, w którym przebywają imigranci” – czytamy w oświadczeniu Ministerstwa Spraw Zagranicznych.
Takie oświadczenie powinno zamknąć usta wszystkim, którzy oskarżają polskie służby mundurowe na granicy o nieczułość i brak pomocy imigrantom. Jednak nic takiego nie miało miejsca. Można powiedzieć, że wyszło nawet gorzej. Jeszcze w minioną niedzielę wieczorem w różnych programach publicystycznych krytyka polskiego rządu, a przede wszystkim polskich mundurowych, którzy pilnują polskich granic i jednocześnie granic Unii Europejskiej, trwała w najlepsze. Szczytem chamstwa wykazał się gość stacji TVN24 Władysław Frasyniuk, który nazwał żołnierzy wojska polskiego „psami” oraz „śmieciami”. Dziennikarz prowadzący program kompletnie na to nie zareagował. Dopiero po 3 godzinach stacja wydała oświadczenie, w którym ubolewała nad tym co się stało.
Można byłoby zrozumieć to ubolewanie, gdyby program prowadził mało doświadczony dziennikarz, ale tak nie było. Prowadzącym był wieloletni i bardzo doświadczony dziennikarz Grzegorz Kajdanowicz. W każdym razie w związku ze skandaliczną wypowiedzią Władysława Frasyniuka Minister Obrony Narodowej Mariusz Błaszczak zdecydował się na zawiadomienie w tej sprawie Prokuratury.
„Szkoda słów i komentarzy na prostacką wypowiedź jednego z najważniejszych autorytetów TVN24. Takie zachowania trzeba konsekwentnie zwalczać. Kieruję zawiadomienie do prokuratury ws. znieważenia żołnierzy Wojska Polskiego” – poinformował w niedzielny wieczór minister Mariusz Błaszczak na swoim profilu na Twitterze.
Szkoda słów i komentarzy na prostacką wypowiedź jednego z najważniejszych autorytetów TVN24. Takie zachowania trzeba konsekwentnie zwalczać. Kieruję zawiadomienie do prokuratury ws. znieważenia żołnierzy Wojska Polskiego.
— Mariusz Błaszczak (@mblaszczak) August 22, 2021
„Język naszej debaty publicznej od dawna pozostawia wiele do życzenia. Opozycja i wspierające ją organizacje wprowadziła do życia publicznego i do mediów złe słowa i poniżające inwektywy. Do tej pory uznawałem, że to świadczy wyłącznie o nich i ich kulturze, a wyborcy w swoim czasie to ocenią. Dzisiaj jednak padły słowa, które muszą się spotkać z potępieniem. Zaangażowany w działania opozycji Władysław Frasyniuk w sposób wyjątkowo podły obrażał żołnierzy Wojska Polskiego na antenie telewizji TVN24. Dodajmy, że prowadzący rozmowę dziennikarz w żaden sposób nie zareagował na te słowa. Żołnierze wykonujący trudne misje i chroniący naszych granic, zawsze otrzymają nasze wsparcie. Zawsze mogą liczyć na wsparcie każdego przyzwoitego Polaka” – a to już słowa premiera Mateusza Morawieckiego.
W każdym razie, takie sytuacje, są bardzo śledzone przez stronę białoruską, która ma darmowe paliwo do narracji przygotowanej i uskutecznianej przez reżim Łukaszenki. Ten sam reżim, który jest całkowicie odpowiedzialny za sytuację na polsko – białoruskiej granicy. Służby białoruskie, ale także białoruska telewizja państwowa nie ma żadnych problemów w wykorzystywaniu głupoty i braku odpowiedzialności części środowisk opozycyjnych i ich mediów stojących od kilku dni w Usnarzu Górnym.
Nie do końca nawet zdaje egzamin odgrodzenie koczujących imigrantów od mediów i wszystkich tych, którzy przyjeżdżają do Usnarza Górnego. Do imigrantów przebywających po stronie białoruskiej, starając się nawiązać kontakt, próbuje przez megafon krzyczeć tłumaczka. Jak to wyglądało w niedzielę, opisał portal isokolka.eu.
„Na łące stoi namiot aktywistów z Fundacji Ocalenie. Obok rozstawiła się ekipa telewizji TVN. Nagle tłumaczka bierze mikrofon i krzyczy coś przez głośniki. Kilka chwil później imigranci wychylają się zza krzaków. Trzymają w rękach tyczki z napisami po angielsku: „Chcemy międzynarodowej ochrony", „Jesteśmy chorzy, potrzebujemy jedzenia i picia, prosimy", „Ratujcie nasze życie". – Mamy to – mówi mężczyzna w żółtej koszulce. Ekipa wszystko nagrywa” – czytamy na portalu isokolka.eu.
Te ujęcia, a więc tabliczki, napisy na nich, pojawiły się w materiałach telewizyjnych w Polsce i tak samo na Białorusi. Tylko z nieco innym przekazem. Niestety, w tym czasie, po stronie polskiej niektórzy w ogóle nie zastanawiają się chyba, skąd nagle imigranci mieli tabliczki i kije do ich zamocowania, jak też narzędzia do tego mocowania. Co pokazuje kolejny raz brak odpowiedzialności, na czym korzysta wyłącznie reżim Łukaszenki. Dezinformacja w tym względzie, uprawiana przez polityków opozycyjnych, jak też sprzyjających im mediów, nie służy ani Polsce, ani Unii Europejskiej, bo służy wyłącznie Łukaszence i Putinowi. Jakim cudem oni tego nie wiedzą? Chyba, że dokładnie wiedzą…
(Agnieszka Siewiereniuk – Maciorowska/ Foto: Straż Graniczna)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze