To już trzecie podejście do rozegrania zaległego spotkania 16. kolejki Ekstraklasy między Jagiellonią Białystok a GKS-em Katowice. We wtorek, 17 marca o godzinie 19:00, Chorten Arena stanie się świadkiem meczu, który dla gospodarzy ma być nowym otwarciem, a dla gości potwierdzeniem doskonałej formy w 2026 roku. Stawka dla Jagiellonii jest ogromna: przełamanie kryzysu i pozostanie w grupie ekip walczących o najwyższe trofea lub kolejne symboliczne gaszenie światła w szatni.
Jagiellonia Białystok znajduje się obecnie w najtrudniejszym momencie sezonu 2025/26. Zespół, który jeszcze niedawno pewnie kroczył na czele ekstraklasy, gwałtownie wyhamował. Pięć ligowych spotkań bez zwycięstwa to seria, której kibice w stolicy Podlasia nie widzieli od dawna. Po porażkach z Lechią Gdańsk i Piastem Gliwice, Duma Podlasia spadła na trzecie miejsce, ustępując pola rywalom. Presja rośnie, bo Jagiellonia przyzwyczaiła siebie, kibiców i całą piłkarską Polskę do sukcesów. Dodatkowo żółto-czerwoni, którzy w ostatnich latach też miewali kryzysy, potrafili je spektakularnie przezwyciężać i wychodzić obronną ręką z opresji. Poza tym widzimy pewien paradoks: zespół, który gra już tylko na jednym froncie prezentuje widoczne zmęczenie fizyczne i psychiczne. Zagadka?
Analizując statystyki, aby odnaleźć podobny kryzys formy Jagi trzeba cofać się aż do sezonu 2022/23, kiedy żółto-czerwoni mieli takie problemy z punktowaniem. Wtedy to Duma Podlasia grając jeszcze pod wodzą trenera Macieja Stolarczyka zanotowała serię ośmiu meczów bez wygranej. Są jednak istotne różnice: wtedy zespół drżał o ligowy byt i był w dużym kryzysie finansowym i organizacyjnym. Teraz sytuacja jest jednak zupełnie inna: Jaga nadal walczy o najwyższe cele chociaż jej gra przestała cieszyć oko i powoli osuwa się w tabeli. Białostoczanie seryjnie tracą punkty z zespołami z dołu tabeli, a defensywa przecieka jak sito. W dziewięciu z jedenastu domowych meczów tego sezonu Jaga nie zdołała zachować czystego konta.
Przyczyn problemu jest zapewne wiele. Wśród spiskowych teorii snutych przez tradycyjne loże internetowych "znawców" są: zmiana w sztabie szkoleniowym (jesiennie odejście Rafała Grzyba), mentalna wyprowadzka z Jagi Adriana Siemieńca (z końcem sezonu kończy mu się kontrakt), brak chemii w szatni (animozje wśród zawodników) i niska jakość transferów przeprowadzonych zimą. O ile wcześniejsze przyczyny wyglądają na małoe, to akurat zimowe wzmocnienia Jagi faktycznie nie rzucają na kolana. Kajetan Szmyt, Samed Bazdar czy Mathias Nahuel na razie nie stali się liderami, na jakich liczyli kibice. Gdy Jesus Imaz i Afimico Pululu mają słabszy dzień, w zespole brakuje zawodników gwarantujących „liczby”. Bezproduktywność Kamila Jóźwiaka czy odejście kilku kreatywnych graczy sprawiły, że pole manewru trenera Siemieńca drastycznie się skurczyło.
Jest też kwestia mentalnych blokad u części zawodników: Siemieniec i Masłowski dążąc do maksymalizacji wyniku poszerzyli kadrę na tyle, że obecnie Jagiellonia ma dwie drużyny. Szkoleniowiec mówił o tym na jednej z konferencji wskazując, że musi prowadzić dwie grupy graczy: tą grającą regularnie i tą drugą - głównie zaliczającą siedzenie na ławce. W tej drugiej jest część zawodników, którzy mieli całkiem inne wyobrażenia o swojej roli u żółto-czerwonych, ale nie potrafiących przekonać trenera do wstawienia ich na stałe do jedenastki. Próby wymian prowadzą do zadziwiających efektów takich jak w meczu z Piastem Gliwice, kiedy wprowadzenie kilku nowych twarzy sprawiło, że Jagiellonia zamiast grać zaczęła się uczyć gry ze sobą.
W samym centrum tego kryzysu stoi postać legendarna dla Jagiellonii – Jesus Imaz. Hiszpan w poprzedniej kolejce wyrównał rekord Flavio Paixão w klasyfikacji najskuteczniejszych obcokrajowców w historii Ekstraklasy (108 goli). Każde kolejne trafienie uczyni go samodzielnym liderem tej prestiżowej listy. Imaz, mimo 35 lat na karku, wciąż jest motorem napędowym Jagi (17 goli i 10 asyst w tym sezonie we wszystkich rozgrywkach), ale sam zawodnik przyznaje, że klucz do przełamania leży w psychice. Rzecz w tym, że pomimo zdobywanych goli i on może mieć sobie sporo do zarzucenia jeżeli chodzi o żółto-czerwony kryzys. Nie da się ukryć, że Hiszpan stał się mniej kreatywny i przebojowy niż jeszcze kilka miesięcy temu i jest trochę cieniem z jesiennych gier.
— Musimy po prostu oczyścić głowy. Nie czytać nawet mediów społecznościowych, bo w piłce zawsze jest tak samo – kiedy wygrywasz, jesteś najlepszy, a kiedy przegrywasz, jesteś najgorszy. Wiemy jednak, jaką jesteśmy drużyną. Jesteśmy silnym zespołem i mamy dobrych zawodników. Musimy iść do przodu i oczyścić głowę. Potrzebujemy tylko jednego zwycięstwa. Jestem pewien, że jeśli wygramy w tygodniu, wszystko się zmieni. Musimy w to wierzyć – w naszych trenerów i w naszych zawodników — apeluje lider żółto-czerwonych.
Reklama
Dla Adriana Siemieńca ostatnie starcie z Piastem Gliwice było meczem numer 100 na ławce trenerskiej w Ekstraklasie. Jubileusz wypadł jednak blado, a szkoleniowiec nie ukrywał zmartwienia postawą swoich podopiecznych. Siemieniec, który za swojej kadencji potrafił już wyciągać Jagę z ogromnych opresji, teraz musi zmierzyć się z nowym wyzwaniem – zarządzaniem drużyną, która jest zmęczona mentalnie.
— Musimy zdać sobie sprawę, że część drużyny, która ma w nogach prawie, albo ponad trzy tysiące minut, czyli są już po sezonie. Wiele osób mówiło, że: „Siemieniec znalazł sposób na granie co trzy dni”, a ja dalej mogę powiedzieć, że jestem zdecydowanie mądrzejszy, ale czy wiem wszystko? Na pewno nie. Wbrew pozorom trudniejsze jest przygotowanie głowy niż mięśni. Liderzy, jak Imaz, Pululu, Abramowicz i Romanczuk ciągną tę drużynę w trzecim sezonie z rzędu. Dzisiaj warto zdać sobie sprawę, że i oni mogą mieć słabszy moment, więc inni muszą wziąć odpowiedzialność za same wyniki — mówił szczerze trener Jagiellonii.
Reklama
Jeśli Jagiellonia szukała meczu „na przełamanie”, to terminarz nie mógł być bardziej złośliwy. Do Białegostoku przyjeżdża bowiem GKS Katowice – absolutny król 2026 roku. Gieksa to najlepiej punktujący zespół Ekstraklasy w nowym roku kalendarzowym (16 punktów w 7 meczach). Dla porównania, Jagiellonia w tym samym czasie uzbierała zaledwie 9 „oczek”.
Katowiczanie przeszli niesamowitą drogę – od strefy spadkowej zimą, do realnej walki o europejskie puchary. Ich siłą jest żelazna defensywa (tylko 3 stracone gole w tym roku) oraz świetna dyspozycja Bartosza Nowaka, który w grudniowym meczu pucharowym wbił Jadze dwa gole i zanotował asystę. Statystyki są dla białostoczan bezlitosne: Gieksa w każdym z siedmiu meczów tego roku strzelała gola już w pierwszej połowie.
Wtorkowy mecz to starcie dwóch różnych światów. Z jednej strony mamy Jagiellonię – mistrza, który stracił rytm, zmaga się z urazami (brak Jóźwiaka i Stojinovicia) i szuka dawnej jakości. Z drugiej strony GKS Katowice – rozpędzonego beniaminka, który gra bez kompleksów i czuje szansę na przeskoczenie Jagi w tabeli.
Białostoczanie mają przed sobą serię trzech domowych meczów (GKS Katowice, Wisła Płock, Lech Poznań), co w teorii jest idealną okazją do wyjścia z dołka. Jednak Chorten Arena, do niedawna twierdza nie do zdobycia,, ostatnio stała się miejscem radosnej twórczości napastników drużyn przyjezdnych. Czy Adrian Siemieniec zdoła „zregenerować ośrodkowy układ nerwowy” swoich piłkarzy na tyle, by przeciwstawić się taktycznej dyscyplinie Rafała Góraka? Odpowiedź poznamy już we wtorek wieczorem.
Mecz rozpocznie się we wtorek (17 marca) o godzinie 19.00 na białostockiej Chorten Arenie. Kto nie może tego dnia trafić na stadion przy ulicy Słonecznej powinien włączyć Canal+ Sport 3, gdzie będzie można obejrzeć transmisję tego spotkania.
Przemysław Sarosiek
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze