Kiedy już od ponad tygodnia oczy większości polityków, mediów czy obserwatorów zwrócone są na Usnarz Górny, gdzie koczuje grupa imigrantów, na innych odcinkach granicy wielokrotnie w ciągu dnia i nocy dochodzi do prób jej nielegalnego przekraczania. Tylko wczoraj polscy pogranicznicy odnotowali aż 71 takich prób.
Wygląda na to, że na nic zdają się prośby i apele o nieutrudnianie pracy polskim mundurowym stacjonującym na granicy Polski z Białorusią. Jeszcze w minioną środę znów zjechali tam politycy, przyjechała też liderka Strajku Kobiet Marta Lempart, a dziś pojawił się ksiądz Lemański znany z kontrowersyjnych wypowiedzi i w oczach wielu ludzi, coraz mniej mający wspólnego z posługą duszpasterską. Taka obecność nie poprawia sytuacji pod granicą, ponieważ utrudnia pracę polskich służb, kiedy te muszą zająć się zupełnie innymi sprawami.
Przede wszystkim Straż Graniczna cały czas zaangażowana jest w ochronę granicy i nie dopuszczania do jej nielegalnego przekraczania. Każdego dnia i nocy takich prób jest podejmowanych kilkadziesiąt. Niektórym udaje się dostać na terytorium Polski, co także wymaga później pracy od pograniczników, którzy muszą wszystkie osoby rejestrować, przeprowadzić czynności prawno – administracyjne i odwieźć następnie do jednego ze strzeżonych ośrodków dla cudzoziemców. A trzeba wiedzieć, że próby nielegalnego przekraczania granicy, mimo jej uszczelnienia, obecnie zwiększyły się znacząco w stosunku do maja czy czerwca tego roku. Wówczas to było niespełna tysiąc prób w ciągu miesiąca. Aktualnie jest takich prób ponad trzykrotnie więcej.
„Od początku sierpnia funkcjonariusze SG odnotowali ponad 3 tys. prób nielegalnego przekroczenia granicy z Białorusi do Polski! Wczoraj tj. 25.08 takich prób było 71, zatrzymaliśmy 20 cudzoziemców. Działamy! Dziękujemy wszystkim za słowa wsparcia” – poinformowała Straż Graniczna na swoim profilu na Twitterze.
Tym, którzy martwią się o stan cudzoziemców koczujących na terytorium Białorusi przekazujemy, że nie ma powodów do paniki czy niepokoju. Ci ludzie nie są tymi samymi ludźmi, którzy przybyli w to miejsce kilkanaście dni temu. Służby białoruskie odbierają część osób i w to miejsce przywożą inne. Ponadto ludzie na miejscu mają namioty, śpiwory, a także jedzenie i leki. Wszystkie te rzeczy dowożą na miejsce koczowiska funkcjonariusze białoruskiej straży granicznej oraz innych służb tamtego kraju. W sieci pojawiły się nawet zdjęcia, które to potwierdzają.
„Jak widać migranci na obozowisku jednak nie głodują. Są regularnie dokarmiani a puszki z napisami cyrylicą raczej w Polsce się nie zdarzają” – napisał na Twitterze dziennikarz Cezary Gmyz.
Jak widać migranci na obozowisku jednak nie głodują. Są regularnie dokarmiani a puszki z napisami cyrylicą raczej w Polsce się nie zdarzają pic.twitter.com/MpiFF0OMDD
— Cezary „Trotyl” Gmyz (@cezarygmyz) August 26, 2021
Jak już informowaliśmy na naszych łamach, od wczoraj żołnierze Wojska Polskiego rozpoczęli budowę płotu, który ma utrudnić nielegalne przekraczanie polskiej granicy. Dobrze byłoby, aby osoby postronne i obserwatorzy nie utrudniali pracy i nie angażowali swoją obecnością mundurowych, którzy wykonują obowiązki nałożone na nich przez polskie prawo.
(Agnieszka Siewiereniuk – Maciorowska/ Foto: MSWiA)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze