Reklama

28 minut to za mało na Spójnię. Żubry Białystok uległy faworytowi ze Stargardu

To nie był wieczór, w którym białostoccy kibice mogli cieszyć się z punktów, choć przez długi czas nadzieja tliła się w hali przy ul. Świerkowej. Żubry Abakus Okna Białystok przegrały z PGE Spójnią Stargard, a o losach spotkania zadecydował jeden, fatalny przestój w trzeciej kwarcie. Mimo ambitnej postawy, podlaski zespół musiał uznać wyższość fizycznie i jakościowo silniejszego rywala, który tego dnia był bezlitosny na dystansie.

Fatalne dwie minuty zmazały dobrą grę

Spotkanie ze Spójnią od początku zapowiadało się na jedno z trudniejszych wyzwań w kalendarzu. Goście ze Stargardu przyjechali do Białegostoku z jasnym celem: wygrać. I bagażem wyników poniżej oczekiwań sprzed sezonu. Choć wynik końcowy może sugerować jednostronne widowisko, to analiza przedstawicieli Żubrów pokazuje, że plan na ten mecz przez blisko pół godziny był z grubsza realizowany.

W obozie Żubrów po meczu panowało zrozumiałe rozczarowanie. Koszykarz białostockiej ekipy, Bartosz Proczek, zwrócił uwagę na to, jak niewiele zabrakło, by mecz potoczył się zupełnie inaczej. Podkreślał, że zespół był „w grze” przez ponad dwie kwarty, ale ostatecznie nie udało się powstrzymać strzelców gości.

Reklama

— Uważam, że graliśmy dobrze przez 2,5 kwarty, byliśmy w meczu. Niestety nie udało nam się wykonać naszego planu i wynik nie do końca oddaje taki, jaki był ten mecz. Ostatnie dwie minuty trzeciej kwarty i wszystko się posypało.  Wiedzieliśmy, jakich strzelców mamy bronić. Chodziliśmy do nich na zasłonach, niestety i tak rzucali na dobrej skuteczności. To zaważyło na naszej porażce - powiedział Proczek. 

Rzeczywiście, Spójnia potrafiła ukarać każdy, nawet najmniejszy błąd w rotacji obronnej Żubrów. Skuteczność rywali zza łuku była tego dnia zaporowa, co przyznał również Wojciech Czerlonko ze Stargardu, ciesząc się z pełnej kontroli nad widowiskiem.

Reklama

Brak zimnej krwi w kluczowym momencie

Trener Żubrów, Kamil Piechucki, w swojej pomeczowej analizie był jeszcze bardziej precyzyjny. Wskazał on konkretny moment meczu, w którym białostoczanie mogli realnie zagrozić faworyzowanej Spójni. Kluczowa okazała się 28. minuta spotkania.

— Dzisiaj ta seria wyrównanych końcówek się skończyła. Przy stanie minus 10 czy 12 mieliśmy trzy niecelne rzuty spod samego kosza. Gdyby wpadły, przewaga stopniałaby do 6 punktów. Lepiej wchodzi się wtedy w czwartą kwartę. Rywale zrobili run i zamiast minus 6, zrobiło się minus 20. Ciężko być bajkopisarzem i opowiadać, że 20 punktów w 10 minut się łatwo odrobi. To był ten moment, który zdecydował, że mecz przez ostatnie 10 minut już się tylko dogrywał - tłumaczył trener. 

Reklama

Przepaść w jakości i fizyczności

Piechucki z dużą dozą realizmu odniósł się do różnicy klas dzielącej oba zespoły. Spójnia, mająca aspiracje do gry w Ekstraklasie, dysponuje zawodnikami o innych parametrach fizycznych i doświadczeniu. Trener porównał m.in. postawę Jakuba Karolaka do swoich podopiecznych, zaznaczając, że pewnych rzeczy nie da się przeskoczyć w tydzień.

— Trzeba powiedzieć jasno: zespoły silniejsze fizycznie, takie jak Stargard, mogą nam zmniejszyć skuteczność rzutów. Jakość zawodników ma znaczenie – w fizyczności, rozumieniu gry i byciu po prostu lepszym indywidualnie. Fizyczności się nie naprawi, jest się tak fizycznym, jak się jest przygotowanym do sezonu — przyznał bez owijania w bawełnę Kamil Piechucki.

Reklama

Mimo to, trener chwalił zespół za zaangażowanie przez pierwsze 28 minut, zaznaczając, że nikt nie zamierza spuszczać głów z powodu jednej porażki z tak silnym rywalem.

Misja Kołobrzeg – wyzwanie na trudnym terenie

Czasu na rozpamiętywanie porażki ze Spójnią nie ma, bo Żubry już myślą o kolejnym wyjeździe. Tym razem kierunek to Kołobrzeg i starcie z tamtejszą Kotwicą. Rywal jest wymagający, silny na własnym parkiecie i dodatkowo wzmocniony uznanymi nazwiskami, takimi jak Paweł Leończyk.

— Każdy mecz przy bilansie 0-10 i presji jest dla nas walką o wyrwanie zwycięstwa i lepsze samopoczucie. Kotwica gra fizycznie na granicy faulu. Nie zbudujemy fizyczności w 7 dni, ale możemy być na to lepiej przygotowani mentalnie. Oczekuję, że zawodnicy po tych słabych ostatnich 12 minutach przyjdą z dobrą energią na treningi — zapowiedział trener Piechucki.

Reklama

Choć Spójnia okazała się za silna, Żubry pokazują, że potrafią walczyć z każdym. Jeśli białostoczanie wyciągną wnioski z „przeklętej” trzeciej kwarty i poprawią skuteczność spod samego kosza, w Kołobrzegu może dojść do niespodzianki. A jeżeli białostoczanie realnie myślą o pozostaniu w lidze tu muszą sprawiać niespodzianki. Skoro nie da się ich organizować u siebie trzeba to robić na wyjazdach. 

Przemysław Sarosiek

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 16/02/2026 17:58
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama
Reklama