Reklama

Adrian Siemieniec: Póki piłka w grze, wszystko jest możliwe! Jagiellonia po horrorze w Katowicach nie traci wiary (WIDEO)

Dramatyczne spotkanie na Górnym Śląsku, rozgrywane w strugach rzęsistego deszczu zakończyło się remisem 2:2. Pozostawiło ono u obu ekip spory niedosyt, ale też nadzieję na udany finisz sezonu. Zarówno GKS Katowice, jak i Jagiellonia Białystok miały w tym meczu swoje momenty, by przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę. Po zakończeniu widowiska bohaterowie przedstawili sporo głębokich analiz, szczerych emocji oraz personalnych wyznań. Trenerzy Adrian Siemieniec i Rafał Górak, a także zawodnicy powiedzieli czego spodziewają się przed decydującym akordem rozgrywek Ekstraklasy, który nastąpi za tydzień.

 

Szalona końcówka i świadome ryzyko w Katowicach

W końcowych fragmentach spotkania na stadionie GKS-u Katowice działy się rzeczy niesamowite. Podlascy piłkarze, świadomi, że tylko komplet punktów pozwoli im zachować pełną niezależność w walce o tytuł wicemistrzowski, rzucili do ataku wszystkie siły. Trener Adrian Siemieniec zdecydował się na rzadko spotykane, niezwykle odważne roszady taktyczne, które miały zaskoczyć defensywę gospodarzy. Na boisku pozostali kluczowi gracze ofensywni, a system gry uległ całkowitej przebudowie, co szkoleniowiec szczegółowo wyjaśnił dziennikarzom.

Wiedzieliśmy, że musimy wygrać, by zależeć tylko od siebie. Zazwyczaj zmieniam Jesusa na Nahuela, ale Jesi został dzisiaj, bo chcieliśmy strzelić gola. Wtedy nie trzeba go ściągać, bo czasem wystarczy mu do tego jedno dotknięcie czy uderzenie. Wpuściłem Nahuela na ósemkę, mieliśmy w ofensywie de facto dwie dziesiątki i napastnika. To było świadome ryzyko, by dać szansę zespołowi na zwycięstwo - mówił trener Siemienuec. 

Reklama

Mimo wykreowania kilku dogodnych okazji w doliczonym czasie gry, w tym groźnego strzału z rzutu wolnego, wynik nie uległ już zmianie. Piłkarze z Białegostoku musieli pogodzić się z podziałem punktów, który mocno komplikuje ich sytuację w tabeli.

Adrian Siemieniec: Póki piłka w grze, wszystko jest możliwe

Głównym motywem wypowiedzi trenera Dumy Podlasia był brak stuprocentowej skuteczności pod bramką rywali oraz proste błędy w tyłach, które kosztowały utratę cennych punktów. Jagiellonia potrafiła zdominować przeciwnika i oddać aż siedem celnych strzałów, jednak końcowy rezultat pozostawia ogromne poczucie niedosytu. Siemieniec bez owijania w bawełnę skomentował postawę swoich podopiecznych:

Reklama

Mecz generalnie kończy się remisem, ale moje odczucie po spotkaniu jest takie, że zrobiliśmy dużo, by wygrać. Myślę, że dzisiaj nie problemem była liczba stwarzanych sytuacji, bo było ich sporo, ale to, że mogliśmy być bardziej skuteczni. Dwa gole na wyjeździe nie są jednak złe, choć sytuacji było więcej. Straciliśmy też dwie bramki w prosty sposób, a tego powinniśmy uniknąć. Zawsze chciałoby się strzelać po 4-5 bramek, ale dwie na wyjeździe powinny wystarczać, by myśleć o zwycięstwie na trudnym terenie, z bardzo dobrą drużyną i w takim momencie sezonu - podsumował Siemieniec. 

Szkoleniowiec odniósł się również bezpośrednio do faktu, że Jagiellonia nie kontroluje już w pełni swojej pozycji na finiszu ligi. Teraz białostoczanie muszą oglądać się na potknięcia bezpośrednich rywali:

Reklama

Może gdybyśmy byli na innym etapie i zremisowali, to czulibyśmy to inaczej, ale teraz zdajemy sobie sprawę, że może nie jest tak, że ten remis nic nie daje, to wiemy, jaka jest sytuacja w tabeli i że nie wystarczy nam zwycięstwo nad Zagłębiem do wicemistrzostwa. Musimy liczyć na pomoc Radomiaka w Zabrzu. Nie chcieliśmy do tego doprowadzić, że nie wszystko zależy od nas. Myślę, że mimo takiego uczucia trzeba się nastawić, że finał sezonu jest przed nami - ocenił trener.

Mimo trudnego położenia, trener Jagiellonii apeluje do całego środowiska oraz kibiców o zachowanie pełnej wiary i maksymalną mobilizację przed ostatnią kolejką:

Reklama

Stworzyliśmy zagrożenie, mieliśmy sytuacje, ale nie wyszło. Szkoda, ale trzeba wierzyć do końca. Musimy zrobić swoją robotę w ostatnim meczu, a potem będziemy patrzeć, co się dzieje na innych obiektach. Póki piłka w grze, wszystko jest możliwe - podsumował Siemieniec.

Młoda krew zdaje egzamin w walce o najwyższe cele

Wobec absencji pauzującego za żółte kartki kapitana Tarasa Romanczuka, sztab szkoleniowy Jagiellonii musiał podjąć personalne ryzyko. Adrian Siemieniec bez wahania postawił na młodego Eryka Kozłowskiego, a w trakcie meczu szansę otrzymał także Bartosz Mazurek. Obaj zebrali bardzo dobre recenzje, co niezwykle ucieszyło opiekuna białostockiego zespołu.

Reklama

Siemieniec podkreślił, że stawianie na młodzież w momentach o tak gigantycznej stawce to świadoma polityka klubu, która przynosi długofalowe korzyści. Młodzi zawodnicy nie dostają jednak minut za zasługi czy wiek, ale wygrywają czystą, sportową rywalizację na treningach. Obecność takich graczy jak Sergio Lozano czy Alex Pozo zmusza młodych wychowanków do ciągłego podnoszenia poprzeczki i dawania drużynie wymiernych konkretów, co idealnie funkcjonuje w obecnej strukturze Jagiellonii.

Śląski charakter i trudny teren dla trenera Jagiellonii

Konferencja przyniosła też bardzo ciekawy, osobisty akcent związany z pochodzeniem trenera Siemieńca. Szkoleniowiec z uśmiechem odniósł się do trudności, jakie zawsze napotyka podczas rywalizacji na stadionie w Katowicach, łącząc to ze specyfiką regionu oraz swoją tożsamością:

Reklama

Może to nie chodzi o samo zwycięstwo, a o mnie. Jestem z Czeladzi, Gorol a nie Hanys, więc trudno, żeby miał tu łatwo. Trudno mi się gra na GKS, można to podpiąć pod moje pochodzenie. Tu się zawsze będzie grało trudno, bo choć mówi się potocznie o „ślunskim charakterze”, to tu on faktycznie jest - żartował trener Jagiellonii.

Siemieniec dodał również, że doskonale zna tutejszych ludzi, ponieważ studiował i pracował na Śląsku, i doskonale wie, jak wielką pasją, determinacją oraz charakterem wykazują się tutejsze zespoły. Dodatkowo Siemieniec pogratulował trenerowi Rafałowi Górakowi i zadeklarował, że w ostatniej rundzie będzie mocno kibicował GKS-owi w jego walce o europejskie puchary w Szczecinie, widząc w tym wspólny interes obu klubów.

Reklama

Rafał Górak docenia jakość ofensywną Jagiellonii

Z drugiej strony barykady szkoleniowiec GKS-u Katowice, Rafał Górak, nie szczędził komplementów pod adresem drużyny z Białegostoku. Przyznał, że Jagiellonia postawiła poprzeczkę niezwykle wysoko, a jej jakość w ataku i niesamowite tempo gry stworzyły gospodarzom mnóstwo problemów. Górak zauważył, że przewaga gości w pewnych momentach była widoczna, a Jaga oddała więcej uderzeń, co zmusiło jego defensywę do maksymalnego wysiłku.

Trener GKS-u był jednak dumny z faktu, że jego zespół zdołał odpowiedzieć dwiema pięknymi bramkami po składnych akcjach. Miał jednak spore zastrzeżenia do utraconych goli, które padły po stałych fragmentach gry – w tym po rzucie karnym, który określił mianem „miękkiego”. Ostatecznie uznał dwa remisy w ostatnich dwóch spotkaniach za niezwykle cenną zdobycz, która pozwala Katowicom utrzymać się na fali wznoszącej i realnie marzyć o awansie do europejskich pucharów podczas ostatniego meczu z Pogonią Szczecin.

Reklama

Walka o wicemistrzostwo do samego końca. Co na to szatnia Jagi?

W podobnym tonie do swojego trenera wypowiadali się kluczowi piłkarze Dumy Podlasia. Strzelec bramki na 1:1, Portugalczyk Bernardo Vital, podkreślił, że drużyna mocno pracowała nad stałymi fragmentami gry, co przyniosło efekty w postaci goli, jednak w tym momencie najważniejsza jest chłodna głowa. Piłkarz zaznaczył, że nie czas teraz na całościowe analizy sezonu. Choć fakt utraty pełnej kontroli nad własnym losem jest negatywną wiadomością, to zespół musi po prostu wygrać domowe spotkanie z Zagłębiem i mocno wierzyć, że szczęście uśmiechnie się do nich na innych stadionach.

Swoje zdanie dołożył również bramkarz Sławomir Abramowicz, który kapitalnie podsumował sytuację Jagiellonii: trzecie miejsce na podium wciąż zależy wyłącznie od nich, natomiast do zdobycia upragnionego wicemistrzostwa potrzebne będzie zwycięstwo nad ekipą z Lubina oraz potknięcie rywali w Zabrzu, gdzie liczą na solidną postawę Radomiaka. Gol na 2:2 autorstwa Galana był nie do obrony, jednak Abramowicz wierzy, że limit pecha i trudnych warunków atmosferycznych na zalanym boisku został wyczerpany i to właśnie Jagiellonia w najbliższy weekend postawi radosną kropkę nad „i”.

Reklama

Przemysław Sarosiek

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości