To wiadomość, na którą wielu Polaków czekało od marca 2021 roku. Andrzej Poczobut, niezłomny dziennikarz i działacz Związku Polaków na Białorusi, odzyskał wolność. Choć radość z jego powrotu jest bezgraniczna, kulisy operacji oraz polityczne napięcia, jakie wywołała ona w kraju, pokazują, że walka z reżimem Aleksandra Łukaszenki to gra o najwyższą stawkę, w której nie ma miejsca na czysty humanizm. Lider opozycji białoruskiej Paweł Łatuszka w wywiadzie dla RMF FM ostrzega jednak przed wyciąganiem optymistycznych wniosków. Jego zdaniem Białoruś jest zbrojnie gotowa do konfliktu jak nigdy przedtem.
Lider białoruskiej opozycji, Paweł Łatuszka, studzi entuzjazm tych, którzy w działaniach Mińska widzą odwilż. Zdaniem wiceprzewodniczącego Zjednoczonego Gabinetu Przejściowego, Łukaszenka został „przyciśnięty do muru” przez sankcje i katastrofalną sytuację ekonomiczną.
– Łukaszenka został zmuszony do tej wymiany z powodu ogromnych problemów gospodarczych: spadku PKB, przemysłu i rolnictwa. Sankcje działają jeszcze mocniej – podkreśla Łatuszka.
Według niego dyktator chce wykorzystać Amerykanów jako lobbystów, którzy wymuszą na Brukseli zdjęcie restrykcji. Opozycyjny lider ostrzega też przed „karuzelą więzienną” – gdy jedni wychodzą na wolność, reżim natychmiast aresztuje kolejne osoby, by mieć towar na kolejną wymianę.
Mimo dyplomatycznego sukcesu, obraz Białorusi nakreślony przez wywiad jest mroczny. Paweł Łatuszka alarmuje, że kraj ten nigdy nie był tak zbrojnie przygotowany do konfliktu jak obecnie. Reżim drastycznie zreformował system mobilizacji – rezerwy liczą już 289 tysięcy ludzi, a obrona terytorialna kolejne 150 tysięcy.
Zmodernizowane uzbrojenie i utworzenie południowego okręgu wojskowego sprawiają, że bezpieczeństwo Polski i Europy Środkowej jest realnie zagrożone. Łukaszenka, zdaniem Łatuszki, nie jest już suwerennym przywódcą, lecz „satraπą i zbrodniarzem”, który w pełni wykonuje polecenia Kremla, czyniąc z Białorusi poligon dla rosyjskiej agresji.
Uwolnienie Andrzeja Poczobuta nie było aktem łaski dyktatora, lecz wynikiem skomplikowanych, wielomiesięcznych negocjacji, w których kluczową rolę odegrały Stany Zjednoczone. Jak potwierdził John Coale, wysłannik USA ds. Białorusi, operacja pozwoliła na powrót do domów trzech Polaków i dwóch Mołdawian. Cena za wolność Poczobuta była jednak wysoka – Polska wydała osoby podejrzewane o współpracę z rosyjskimi i białoruskimi służbami.
Wśród nich znalazł się Aleksander Butiagin, rosyjski archeolog powiązany z Muzeum Ermitaż, oskarżany przez Ukrainę o niszczenie dziedzictwa kulturowego na Krymie (straty wyceniono na 17 mln zł). Drugim wymienionym był Alexandru Balan, były wiceszef mołdawskiego wywiadu. Cała operacja była kontrolowana przez rosyjskie FSB, które pełniło rolę „bezpiecznika” transakcji. Były ambasador Mariusz Maszkiewicz zauważa jednak, że Polska mogła uderzyć mocniej:
– Mieliśmy silne atuty zamknięcia przejść granicznych i ograniczenia eksportu. Rozmowy reżimu dotyczą tylko kwestii finansowych.
Radość z powrotu Poczobuta niemal natychmiast została przyćmiona przez brutalny spór na polskiej scenie politycznej. Jacek Sasin, poseł PiS, w ostrych słowach skomentował postawę rządu. Polityk opozycji zarzucił premierowi Donaldowi Tuskowi, że ten próbuje przypisać sukces wyłącznie sobie, celowo pomijając kluczową rolę prezydenta Karola Nawrockiego.
– Trochę żenujące było to, że Donald Tusk próbował przypisać wszystko tylko sobie, pomijając dużą rolę prezydenta Nawrockiego. Próbują systemowo deprecjonować jego rolę, wmówić Polakom, że właściwie prezydenta w Polsce nie ma – mówił Sasin na antenie RMF FM.
Jednocześnie środowiska związane z PiS podkreślają, że sukces ten można było osiągnąć wcześniej, gdyby rząd wykazał się większą determinacją w blokowaniu białoruskiego eksportu. W dniu wymiany Poczobuta zdjęciami z uwolnionym dziennikarzem chwalił się premier Donald Tusk, którą opublikował triumfalnie na swoich mediach społecznościowych. Podchwycili to niemal wszyscy politycy Koalicji Obywatelskiej, a poseł Krzysztof Truskolaski, lider regionalnej KO przerwał posiedzenie sejmowej komisji, aby ogłosić uwolnienie Poczobuta i wygłaszał laudację pod adresem szefa rządu. Zdjęcie dziennikarza z premierem opublikowało na mediach społecznościowych stowarzyszenie Wspólnota Polska, która co miesiąc organizowała w centrum Białegostoku manifestacja na rzecz uwolnienia Poczobuta.
Andrzej Poczobut jest już bezpieczny, ale jego powrót to tylko jeden z frontów trwającej wojny nerwów. Jak pokazują relacje byłych więźniów, takich jak Irena Biernacka, warunki w białoruskich łagrach to „psychiczne tortury”, a walka o pozostałych więźniów politycznych będzie wymagała jeszcze wielu bolesnych kompromisów.
Czy Waszym zdaniem Polska powinna całkowicie zamknąć granice z Białorusią, by wymusić uwolnienie pozostałych więźniów politycznych, nawet kosztem strat ekonomicznych? Czy faktycznie nasz wschodni sąsiad militarnie zagraża Polsce?
Przemysław Sarosiek
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze