Reklama

Białostockie drzewa umierają od soli? Mieszkańcy alarmują, urzędnicy rozkładają ręce

Zima to dla miejskiej zieleni nie tylko czas spoczynku i zamierania, ale także walka o przetrwanie. Na kilku osiedlach w centrum Białegostoku mieszkańcy skarżą się, że składowany z całego centrum zasolony śnieg zabija drzewa. Zarzucają, że pługi spółdzielni Rodzina Kolejowa spychają zlodowacony i zasolony śnieg bezpośrednio pod pnie drzew. Mieszkańcy ostrzegają, że to, co dziś ułatwia przejście chodnikiem, wiosną zamieni się w wyrok śmierci dla osiedlowych kasztanowców i lip. Poza tym uważają, że podczas akcji zimowej stosowane jest zbyt wiele soli szkodliwej dla miejskiej zieleni.

Mieszkańcy są zdenerwowani

– To gruba przesada co się tutaj wyprawia. Pługi spychają zasolone bryły śniegu pod drzewa i w efekcie będą one umierały od nadmiaru soli. Kiedy wraz ze znajomymi chcieliśmy sami odkopać zasypane pnie następnego dnia pługi napchały tam go jeszcze więcej. Czy nie ma innego miejsca, gdzie można ten śnieg wywieźć i składować? - takie kwestie poruszyli mieszkańcy w rozmowie z naszą redakcją. 

Urzędnicy podkreślają, że priorytetem w trudnych zimowych warunkach jest zadbanie o bezpieczeństwo osób korzystających z chodników oraz jezdni. W tym celu trzeba likwidować śliskość, lód i stosowanie mieszanek z udziałem soli jest tu optymalnym rozwiązaniem.  

Reklama

Spółdzielnia: Priorytetem jest bezpieczeństwo

Administrujący jedną z dzielnic, gdzie zgłoszono nam problem, Zarząd Spółdzielni Mieszkaniowej Rodzina Kolejowa” zapewnił, że monitoruje sytuację. Ekipy odśnieżające są instruowane, by działać z poszanowaniem środowiska, ale przypominają, że ich podstawowym obowiązkiem  jest skuteczna walka z śliskimi chodnikami i usuwanie śniegu z jezdni i chodników. Przy intensywnych opadach i gołoledzi, która jeszcze niedawno była zmorą białostockich ulic to solenie to jedyna dostępna metoda. 

„Priorytetem pozostaje zapewnienie bezpieczeństwa pieszych i użytkowników dróg wewnętrznych” – napisały do nas władze spółdzielni.

Reklama

Do walki ze śliskością używana jest mieszanka piasku z solą. Z kolei miejsce na wyznaczonych przez miasto placach do składowania śniegu jest za mało. Mieszkańcy twierdzą, że spółdzielnia posiada wolne place, które mogłyby posłużyć za tymczasowe składowiska, zamiast poświęcać trawniki i drzewa. Tyle, że pozostają one niewykorzystane. Podobnie wygląda sytuacja na drogach, gdzie za odśnieżanie i usuwanie lodu odpowiada magistrat. Tam również mieszkańcy zwracają uwagę na zagrożenia dla drzew, a urzędnicy rozkładają tylko ręce. 

Prawo nie zakazuje sypania śniegu pod drzewa

Co ciekawe: z punktu widzenia przepisów, sypanie zasolonego lodu pod rośliny nie jest wykroczeniem.

Reklama

– Prawo nie zawiera normy zakazującej składowania zasolonego śniegu pod drzewami. Zakaz nie m też w regulaminie utrzymania czystości i porządku obowiązującego na terenie gminy – wyjaśniła Anna Kowalska z białostockiego magistratu.

Urzędnicy dodają, że śnieg z odśnieżania dróg nie jest traktowany jako odpad. Z kolei potencjalna szkodliwość soli dla roślin nie daje podstaw do mandatu.

Cicha katastrofa czyli susza fizjologiczna

Dendrolodzy i ekolodzy nie mają wątpliwości: sól to najgroźniejszy wróg miejskich drzew, gorszy nawet niż spaliny i przyznają rację mieszkańcom, zauważając, że nadmiar chlorku sodu prowadzi do tzw. suszy fizjologicznej. Zjawisko to polega na tym, że choć w glebie jest woda, wysokie stężenie soli sprawia, że korzenie nie są w stanie jej pobrać. Drzewa „umierają z pragnienia”, stojąc w kałużach roztopowej solanki. Skutki widoczne są dopiero wiosną i latem. Drzewa z nadmiarem soli w ziemi wokół korzeni reagują chorobą, która objawia się przez: 

Reklama
  • Spóźnione listnienie lub wyrastanie małych, zdeformowanych liści.

  • Brzeżna nekroza – charakterystyczne brązowienie i usychanie brzegów liści.

  • Zaburzenie fotosyntezy i obumieranie całych konarów.

Miasto wyznaczyło co prawda specjalne działki na Krywlanach i Pieczurkach, gdzie można składować śnieg, ale wiąże się to z kosztami transportu. A spółdzielnie próbując oszczędzać często nie mogą sobie na to pozwolić.

Zabójcza solanka w glebie i rzekach

Dlaczego w ogóle stosowana jest sól podczas zimy? Polska jest jednym z nielicznych krajów Europy, gdzie sól stosowana jest na tak dużą skalę w walce ze skutkami zimy. Mechanizm jest prosty: sól obniża temperaturę topnienia śniegu, tworząc błotnistą maź. Niestety, ta mieszanka nie znika – wraz z roztopami wsiąka w glebę, osiągając stężenia wyższe niż w wodach Bałtyku. Dla drzew oznacza to wyrok. Dochodzi do tzw. suszy fizjologicznej: rośliny, choć stoją w wodzie, nie mogą jej pobrać przez zasolenie i usychają.

Reklama

Sól to jednak nie tylko problem przyrodniczy. Chlorek sodu drastycznie przyspiesza korozję podwozi naszych aut, niszczy asfalt, ogrodzenia i znaki drogowe. Co gorsza, wraz z wodami opadowymi trafia do lokalnych rzek i jezior, zagrażając ekosystemom wodnym, a docelowo także ujęciom wody pitnej, z których korzystamy wszyscy.

Czy istnieje realna alternatywa?

Dlaczego wciąż sypiemy sól, skoro znamy jej wady? Odpowiedź jest krótka: ekonomia. Chlorek wapnia czy pochodne kwasów octowych są znacznie mniej korozyjne i bezpieczniejsze dla roślin, ale ich cena jest kilkanaście razy wyższa. Z kolei piasek i żwir, choć ekologiczne, nie roztapiają lodu, a jedynie poprawiają przyczepność, co przy pośpiechu współczesnych kierowców budzi obawy o bezpieczeństwo.

Reklama

Na całkowitą rezygnację z soli na drogach ekspresowych na razie nie ma co liczyć, ale na chodnikach i osiedlowych uliczkach piasek powinien stać się standardem. Ograniczenie „solenia” do niezbędnego minimum to jedyna droga, by za kilka lat nasze ulice nie stały się betonowymi pustyniami bez ani jednego drzewa.

Przemysław Sarosiek

 

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo ddb24.pl




Reklama