No i narobiliśmy bałaganu. Ledwo wspomnieliśmy tydzień temu o rozbabranej fontannie na Plantach albo uroczystym wciąganiu flagi unijnej na maszt, a tu… Sam wiceprezydent gęsto się z tej fontanny tłumaczy w mediach, a flagę wciągnęli jeszcze raz, ale lepiej. Ciekawe, jakie skutki przyniosą nasze doniesienia w tym odcinku Podlaskiej Kroniki Towarzyskiej? Ale po kolei.
9 maja udało się ponownie wciągnąć flagę Unii Europejskiej na maszt. To kolejny sukces władz miasta i województwa po tym, jak tę samą flagę dzielni strażnicy miejscy w liczbie trzech wciągnęli 1 maja – w rocznicę wejścia Polski do UE. Wówczas - o czym już donosiliśmy tydzień temu - nikt z Białostoczan nie pofatygował się na tę piękną i podniosłą uroczystość. Tym razem też nikt nie przyszedł, ale było trochę spacerowiczów, którym z zaskoczenia miastowy fotograf zrobił zdjęcie. No i byli oficjele w liczbie dwóch. Taki już los niechcianych świąt...
Jest dobra informacja. Dostaliśmy pieniądze na zbrojenia. To znaczy nie dostaliśmy, ale pożyczyliśmy i nie wiemy dokładnie na co, bo lista zakupów jest tajna. Nie wiemy też na jaki procent, ale przecież banki są w porządku i nigdy nas nie oszwabią. "Oszwabią" w sensie "oszukają", a nie że Niemcy i w ogóle. Bardzo nam się to podoba i teraz wiemy, jak się czuje nałogowy hazardzista, który przegrał wszystkie pieniądze, ale litościwe kasyno pożyczyło mu kasę i ten może znowu usiąść do stołu. Tylko zapomniał w tej euforii zapytać, ile będzie musiał oddać. A jakby co, to połamią mu nogi w ramach mechanizmu warunkowości.
Bobry z Ignatek doniosły nam, że podlascy pracodawcy i pracownicy się jednoczą i chcą zmian. Nie możemy się pozbierać po tym, co usłyszeliśmy... Jakich zmian? Przecież jest super! A już zupełnie nie rozumiemy postulatu budowy parkingów w centrum Białegostoku. Przecież nie przypadkiem od kilkunastu lat nie powstał ani jeden. Taka jest polityka miasta i morda w kubeł! No chyba że mówimy o parkingu na Waszyngtona, gdzie rodzice zawożący swoje chore dzieci do DSK muszą płacić dwa razy więcej niż normalnie.
Przyczepili się do rozbabranej fontanny na Plantach, o której niechcący wspomnieliśmy tydzień temu. Nawet wiceprezydent Klim musiał się publicznie tłumaczyć i zrzucać winę na niesolidnego wykonawcę. Czy on niesolidny, to wypowie się sąd, pewnie za kilka ładnych lat, bo nadal okrutni ziobryści rządzą bezmiarem sprawiedliwości a niezłomni sędziowie siedzą w więzieniach! A nie, czekaj... To teraz chyba odwrotnie jest... Nieważne, grunt to jakoś przykryć ten rów na Plantach. Jest pomysł! Może by przykryć tak taką unijną flagą. Będzie estetycznie, europejsko, salonowo, no i tego syfu nie będzie widać.
Są zarzuty do naszej rubryki, że nie wychylamy nosa poza Białystok. Trochę prawda, ale przecież to stolica, elita (do której aspirujemy) i wszystko co najlepsze. Ale postanowiliśmy jednak zerknąć w stronę Łomży i Suwałk i oto, co ujrzeliśmy. Łomża czeka na kolej. Pytacie nas, Białostoczan, jak to jest mieć kolej? Odpowiadamy: fajnie. Suwałki natomiast już nie czekają na kolej. Okazało się, bowiem, że Rail Baltica powstanie z 10-letnim opóźnieniem. Ejże, skąd to narzekanie? Cóż to jest 10 lat? A wiecie. ile my czekamy na halę widowiskowo-sportową, aquapark, lotnisko, że o parkingach w centrum miasta nie wspomnimy? Wy też na coś możecie poczekać.
Trwają matury. W epoce minister Nowackiej nikt by się tym faktem zbytnio nie przejmował, gdyby nie pewien przybysz z dalekiej Portugalii, który przyjechał do Białegostoku w celu jej napisania. Mowa to oczywiście o Oskarze Pietuszewskim – ulubieńcu białostockich, a teraz również portugalskich kibiców FC Porto. Oskar przykrył przecieki, tematy, ściągi, maskotki, kasztany i całą tę otoczkę. A poważnie to Oskarowi życzymy wszystkiego najlepszego, bo maturę na pewno zda. Już go tam w Porto mama dopilnowała.
Trwają usilne poszukiwania kandydata na prezydenta, który obaliłby panujących w Białymstoku Burbonów. Niekoniecznie od razu za pomocą gilotyny jak Ludwika XVI, bo my nie Francuzi, my lud cywilizowany, ale hasło "Zmiana" po cichu snuje się po Lipowej. Co się z tego wysnuje, będziemy donosić uprzejmie.
Mamy pewien problem z naszym modowym kącikiem. Zaczynamy nie nadążać za kreacjami naszej dyktatorki z Rynku Kościuszki. Mieszają nam się te kolory, marynarki, spodnie, kwiatki, kółka... Codziennie nowa kreacja. Ciekawe, czy w weekendy też obowiązuje ta zasada. Jeśli tak, to mnożąc przez 30 orientacyjny koszt kreacji - minimum 1000 złotych polskich - wychodzi nam 30 tysięcy! Elita jednak kosztuje.
KAT
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze