Historia 14-letniego Maxima z Holandii, o którym mówi już cała Polska, zyskała w niedzielę kolejny, zadziwiający rozdział. Jeżeli wydawało się, że po odnalezieniu chłopca na przystanku pod Białymstokiem to koniec jego perypetii to nastolatek napisał nowy rozdział tej historii. Kto wie czy na pewno ostatni? W niedzielę po raz kolejny postanowił wziąć sprawy w swoje ręce, stawiając na nogi podlaskie służby.
W niedzielę, 10 maja, około godziny 14.00, policjanci z Komendy Miejskiej Policji w Białymstoku otrzymali alarmujące zgłoszenie. Wynikało z niego, że Maxim, po odebraniu go z placówki, zdołał uciec z samochodu. Do zdarzenia doszło w okolicach ul. Ciołkowskiego, co natychmiast wywołało szeroko zakrojoną akcję poszukiwawczą.
W działaniach wzięła udział m.in. policjantka z psem tropiącym, która skrupulatnie przeszukiwała kompleks leśny przylegający do tej części miasta. Sytuacja była napięta, jednak po pewnym czasie nadeszła dobra wiadomość – nastolatek sam wrócił do placówki opiekuńczej, w której przebywał wcześniej.
O historii Maxima pisaliśmy TUTAJ. Dla czternastolatka z Niderlandów była to druga ucieczka w ciągu ostatnich kilkudziesięciu godzin, kiedy to Maxim stał się bohaterem policyjnych meldunków. Wszystko kilka tygodni temu, kiedy nastolatek zniknął ze swojego miejsca zamieszkania w Holandii. Kolejny etap tej historii zdarzył się w nocy z piątku na sobotę (8–9 maja), tuż przed północą. Wtedy to funkcjonariusze z białostockiej komendy otrzymali informację o osobie leżącej na przystanku autobusowym w jednej z miejscowości pod miastem.
Na miejscu policjanci znaleźli chłopca śpiącego pod kocem. Podczas legitymowania wyszło na jaw, że jest to właśnie 14-letni Maxim z Holandii – nastolatek, którego od tygodni poszukiwała policja w całej Europie. Choć sytuacja wyglądała groźnie, młody podróżnik był cały i zdrowy.
Ucieczka Maxima rozpoczęła się w połowie kwietnia w miejscowości Apeldoorn w Holandii. Chłopiec opuścił dom rodzinny na rowerze, nie informując nikogo o swoich planach. Holenderskie służby podejrzewały, że może on kierować się na wschód – przez Niemcy do Polski, a być może nawet dalej.
Determinacja 14-latka była zdumiewająca. Samotnie pokonał trasę liczącą ponad tysiąc kilometrów, korzystając z roweru i prawdopodobnie innych środków transportu, zanim ostatecznie dotarł na Podlasie. Przez niemal miesiąc nikt z bliskich nie miał z nim kontaktu.
Po pierwszej interwencji nastolatek trafił pod opiekę opieki społecznej w Białymstoku, a informacja o jego odnalezieniu natychmiast trafiła do strony holenderskiej. Maxim spędził w placówce kilkanaście godzin, czekając na formalności związane z powrotem do ojczyzny.
Mimo odnalezienia chłopca i jego krótkiej niedzielnej ucieczki, motywy tej niezwykłej eskapady wciąż pozostają tajemnicą. Służby nadal starają się wyjaśnić, co skłoniło 14-latka do tak ryzykownej podróży przez pół kontynentu, która poruszyła opinię publiczną zarówno w Polsce, jak i w Holandii.
PS
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze