Reklama

Adrian Siemieniec przed Rakowem: Nie chodzi o to, by wziąć szablę i lecieć z uśmiechem

Adrian Siemieniec tuż przed wyjazdem do Częstochowy znalazł czas na spotkanie z dziennikarzami i krótki breefing. Powiedział sporo interesujących rzeczy koncentrując się głównie na środowej grze z Rakowem. Skomentował też postawę Jagiellonii mówiąc, że w ostatnich meczach żółto-czerwoni grali naprawdę dobrą piłkę porównując ich z Tottenhamem. Skomentował również nominacje jagiellończyków na Galę Ekstraklasy oraz zdradził kilka tajemnic z nastawienia na decydującą część sezonu.

Przed nami ostatnia prosta sezonu. I jak to w przypadku Jagiellonii, no nudę narzekać nie możemy. Tak jak dwa lata temu walka o mistrzostwo toczyła się do samego końca, rok temu walka o trzecie miejsce i puchary toczyła się do samego końca. Tak samo wszystko on to wskazuje, że i w tym sezonie walka o puchary i medal będzie toczyła się do samego końca.

Adrian Siemieniec:  No tak, i faktycznie intensywne te końcówki, emocjonalne bardzo. No, ale to trzeba się cieszyć z tego. Nie można ukrywać, że to dużo dla nas znaczy, że trzeci sezon z rzędu jesteśmy w grze o najwyższe cele do samego końca. I myślę, że to zwycięstwo w ostatnim meczu spowodowało, że niezależnie od tego jak potoczą się najbliższe dwa mecze wyjazdowe, to będziemy w grze do samego końca europejskie puchary. No, ale na pewno te dwa mecze wyjazdowe, które są przed nami zdecydują o tym, czy będziemy do samego końca w grze o strefę medalową. Tak bym to powiedział.  Oczywiście są jeszcze mecze, które równolegle rozgrywają nasi przeciwnicy, układ tak jakby gier, ich punktowanie, ale już mówię o tym, o naszej samej zdobyczy i wiemy jak układają się już teraz mecze między tymi zespołami, kto z kim gra, gdzie gra, kto ile może jeszcze zdobyć punktów, jak to punktowo wygląda. No i dzisiaj trudno nie patrzeć na to też bardziej strategicznie, bo już wiadomo, że gra się toczy o dużą stawkę, to nie tylko prestiż, ale też pieniądze, wpływy i tak dalej, i tak dalej, kolejna europejska przygoda. Więc takie cele jak dzisiaj, Jagiellonia ma, no myślę, że jeszcze parę dobrych klubów, tak bym to powiedział i każdy myśli o tym w ten sam sposób. Zobaczymy jak na końcu się ułoży ta tabela, kto z tej batalii wyjdzie zwycięsko. Dla mnie najważniejsze jest to i z tego się bardzo cieszę, że mimo to, że ta runda, która się nie kończy na końcu kwietnia, tylko się kończy prawie na końcu maja i żeby ją ocenić, to trzeba poczekać jeszcze do tego, jak ta zdobycz punktowa się ułoży do końca tego sezonu, bo jakbyśmy oceniali ją w marcu czy w kwietniu, jak powiedzieliśmy, że słaba wiosna, jak ocenimy ją na koniec sezonu, przy dobrym punktowaniu na koniec, to się okaże, że może być dobra albo bardzo dobra, więc z tymi ocenami po prostu poczekał, gdzie to finalnie nas zaprowadzi. Tak czy siak, z czego się bardzo cieszę, to to, że dalej jesteśmy w grze, wygrywamy taki mecz bardzo podobny jak w Gdyni, kiedy to był taki mecz kluczowy, który albo utrzymuje nas w czołówce, albo spycha nas gdzieś środek tabeli. Znowu zespół to dźwignął, wygramy w takiej okolicznościach kluczowe spotkanie, co powoduje, że do ostatniej kolejki, kiedy wejdziemy w grze europejskie puchary, to jest świetne.

Reklama


Wspomniał trener o tym zwycięstwie. Ja zapytam może bardziej o sam styl tego zwycięstwa, w zasadzie tego, że zespół w pierwszej połowie, no wiadomo, prowadził, powinien był prowadzić przy lepszej skuteczności, zdecydowanie wyżej. W drugiej połowie Pogoń doprowadza do wyrównania i wtedy Jagiellonia trochę może, jak feniks z popiołów się odradza i wyrywa te trzy punkty. Na ile takie zwycięstwo w zasadzie, tak jak po wygranej domowej z Widzewem, kiedy zaczęła się ta nasza wspaniała seria meczów bez porażki. Czy trener widzi pewnego rodzaju podobieństwa między tymi meczami patrząc na szatnię i na reakcję zawodników?

Adrian Siemieniec: Na pewno takie zwycięstwo mentalnie podnosi zespoły, buduje, bo to są inne emocje wywołuje niż wtedy. Wiadomo, że każdy chciał wygrać 3:0 i spokojnie doczekać końca meczu, ale inaczej się przyjmuje takie zwycięstwo, a inaczej się przyjmuje w takich okolicznościach jak ostatnio. Patrząc na to z perspektywy końcówki, to wiesz, że tylko taki scenariusz może nam pomóc, że nie poddaliśmy się, że wróciliśmy do tego spotkania, strzeliliśmy kluczowego gola, ale o tym zwycięstwie i generalnie o tych ostatnich meczach, które rozgrywamy od jakiegoś czasu, powiedziałbym, że od meczu z Lechem, może z wyjątkiem trochę Korony, to ja przez chwilę uważam, że my bardzo dobrze gramy w piłkę, powiedziałbym nawet momentami kapitalnie i oczywiście może wyniki jeszcze tak tego nie oddają, bo te punktujemy trochę w kratkę, te mecze mają różne scenariusze, ale naprawdę w tym momentami gramy bardzo dobrze w piłkę i tworzymy sobie dużo sytuacji, w ostatnim meczu bardzo dużo sytuacji, mam takie czasami wrażenie, jakby zamienić nas koszulkami na przykład z Tottenhamem, a na przykład by był Roberto De Zerbi, a nie Adrian Siemieniec na przykład. Albo zamienić nas koszulkami na Bodo Glimt i na przykład by był to trener Kjetil Knutsen, a nie Adrian Siemieniec, to niektóre akcje byłyby wiralem w internecie i byłoby powtarzane jak to jak to my gramy i że gramy kapitalnie w piłkę. A tak to trochę taka narracja jest przyjęta, opanowana poprzez rozczarowanie tym, że jeszcze nie mamy mistrzostwa Polski od marca i 15 punktów przewagi nad Lechem Poznań. I to dominuje że Jagiellonia jest słaba i generalnie wszystko jest słabe i tak dalej, i tak dalej. A tak do końca nie jest. Po prostu na pewne rzeczy trzeba spojrzeć szerzej. Jestem bardzo zadowolony z tego jak w tym meczu graliśmy, ale nie jestem zadowolony z tego, że nie potrafiliśmy w pierwszej połowie wykreować lepszego wyniku. To jest największym problemem, że schodziliśmy do szatni z 2:1 i gdy z tylu sytuacji i możesz strzelić tylko dwa gole. Na pewno nie jestem zadowolony z tego w jaki sposób tracimy bramki ostatnio, bo tracimy je za łatwo. Tak naprawdę przeciwnik nie tworzy pod naszą bramką żadnych sytuacji. W zasadzie z połowy sytuacji strzela gola i to są rzeczy, o których warto dyskutować i które na pewno rzutują potem na emocjonalną ocenę, że jest słabo. Moja ocena jest na trzeźwo, oparta na faktach. Jest taka, że po prostu od kilku meczów gramy bardzo dobrze w piłkę i to, że wygraliśmy to spotkanie z Pogonią w ten sposób w niczym nie zmienia mojej oceny. Na pewno martwi mnie to, że w ostatnich meczach tracimy w bardzo prosty sposób bramki, które nie powinny nam się przydarzać, bo one kosztują nas punkty.

Reklama

Przed nami teraz dwa bardzo trudne wyjazdy. Teraz czeka nas Częstochowa, w której udało nam się przełamać w ubiegłym sezonie po bardzo trudnym meczu. Raków wygrał jesienią w Białymstoku, też po meczu gdzie Jagiellonia miała sporo sytuacji. Raków po tym przegranym finale Pucharu Polski ostatnio w dobrym stylu się odrodził i zgłosił swoje aspiracje do walki o podium.

Adrian Siemieniec: No tak, mówimy o świetnej drużynie, no drużynie, która zakończyła jesień w Lidze Konferencji na czołowym miejscu. W ekstraklasie po jesieni też była bardzo wysoko. Oczywiście wiosna pewnie nie taka jakiej oczekiwali - nie chcę powiedzieć, że była słaba, bo to nie mnie oceniać - ale pewnie nie taka jak oczekiwano od tej drużyny i stąd pewnie były pewnie roszady. Ale to nie zmienia perspektywy, że to jest bardzo dobra drużyna z bardzo dobrymi piłkarzami, w której jest bardzo dużo jakości. Zresztą przed sezonem ich aktywność na rynku transferowym i kwoty, które zostały zainwestowane, świadczą o tym, że po prostu mówimy dzisiaj o czołowej polskiej drużynie, która od paru lat jest w ścisłej czołówce ekstraklasy i to nie jest przypadek. Po prostu zmierzamy się z bardzo dobrym zespołem. Myślę, że generalnie dla ekstraklasy ta środa jest takim dniem kluczowym, bo będą dwa mecze zespołów, które mają po 49 punktów, czyli my i Raków. Z kolei Górnik gra na Arce, która myśli bardzo poważnie o tym, żeby włączyć do gry o utrzymanie. Te dwa środowe mecze mogą  bardzo dużo wyjaśnić w górze tabeli, ale też sytuacja może nabrać dynamiki na dole tabli, jeżeli chodzi o ligę, więc na pewno to jest dosyć ciekawe z perspektywy kibiców. Dla nas na pewno bardzo emocjonujący moment, ale tak jak powiedziałem, z perspektywy tych trzech spotkań trzeba patrzeć trochę szerzej na wyniki, które będziemy osiągać. Teraz już wszystko będzie miało wpływ na końcowy wynik: kto i gdzie pogubi punkty. Czasami możesz zyskać trzy. A czasami możesz zyskać jeden, bo wyniki tak się poukładają, że ten jeden punkt będzie znaczył. Czasami nie wygrasz, ale to nie oznacza tylko, że nie masz punktów bo przegrałeś, ale dodatkowo przeciwnik ci odskoczył. Teraz jest tak mało kolejek do końca, że już nie ma gdzie odrabiać straty. Będą decydować kadry, kto będzie pauzował za kartki i teraz na wszystko musimy patrzeć. Najmniejszy błąd możecie kosztować punkty i - co za tym idzie grę - w europejskich pucharach w przyszłym sezonie. Więc musimy być skupieni, skoncentrowani i patrzeć na to strategicznie, kontrolować emocje. W ostatnim meczu ten rzut rożny, po którym strzeliliśmy gola był ważny, ale była i akcja poprzedzająca ten rzut rożny, czyli zgranie na Sameda. To była nasza akcja modelowa, gdzie byliśmy do końca cierpliwi, konsekwentni. W takich emocjach jakie mieliśmy nie jest łatwe zrobić. Życie nam to oddało. To nie tylko błąd bramkarza i przytomne zachowanie Bernardo, że wygraliśmy to spotkanie, ale po prostu nasza bardzo dobra gra i konsekwencja do samego końca.

Reklama

Jeżeli chodzi o żółte kartki to Afimiko, Pululu i Taras są teraz tymi zagrożonymi pauzą. Czy będzie jakoś trener zwracał im uwagę na to, żeby może nie tyle odstawiali nogę, bo to nie o to chodzi, ale po prostu, żeby się pilnowali na boisku z zachowaniem? Wiadomo, że kartka może oznaczać wykluczenie na bardzo ważny mecz z GKS-em, czy w dalszej perspektywie z Zagłębiem. A wszyscy wiemy, że i GKS i Zagłębie i Raków to bezpośredni rywale w walce o miejsca pucharowe.

Adrian Siemieniec: No tak, biorę to pod uwagę plus jeszcze zagrożenie trzema żółtymi kartkami innych zawodników, bo też i takie są w zespole. To kolejna rzecz do zarządzenia. Teraz nie chcę zdradzać jak sobie z tym poradzić, bo trzeba zabezpieczyć interes drużyny, klubu, swój no i trochę zawodników. Ale mam na to pomysł, ale nie powiem żeby też nie podpowiadać przeciwnikom i nie wartościować spotkań. Dla nas każde spotkanie jest tak samo ważne, ale mniej więcej wiem jako trener, do czego muszę doprowadzić i na pewno będę chciał podejmować takie decyzje personalne w ostatnich meczach, żeby ten scenariusz, który mam w głowie przeprowadzić. Wiem czego muszę uniknąć i myślimy o tym jak to zrobić. To nie chodzi o to, żeby wziąć szable i lecieć z przeciwnikiem z uśmiechem na twarzy, zwłaszcza te różnice między zespołami są tak minimalne i mecze są na styku. Tutaj detal może decydować, kto na końcu się wywróci, a kto dojedzie do mety szczęśliwie.

Reklama

Jakiego meczu się Pan spodziewa? To będzie spotkanie, w którym niekoniecznie musicie grać w tak jak lubicie. W końcu Raków lubi posiadać piłkę i kontrolować grę - tak jak i Wy. 

Adrian Siemieniec: No tak, ale też jest i tak, że w Rakowie trener się zmienił. A każdy trener przychodzi ze swoją tożsamością i mentalnością. Oczywiście znamy profile piłkarzy, którzy tam są i także tożsamość, która jest budowana w Rakowie od lat. Ona jest bardzo podobna i się nie zmienia, ale też każdy trener - mimo wszystko - ma trochę inne spojrzenie na profile zawodników, na fazy gry i delikatnie modyfikuje to po swojemu. Przygotowując się do meczu analizujemy wiele rzeczy: nie tylko styl Rakowa i zawodników, ale też kto dzisiaj jest ich trenerem i w jaki sposób grają zespoły trenera Kroczka. Dużo rzeczy bierzemy pod uwagę, bo na wszystkie scenariusze musimy być przygotowani. Jakiego meczu się spodziewam? Spodziewamy się meczu, w którym dwa zespoły będą chciały wygrać. Spodziewamy się meczu, gdzie zależności od tego jak będzie on przebiegał, dwa zespoły będą się w jego trakcie zastanawiać jaki wynik jest dla nich dobry. Myślę, że perspektywa wyjścia na boisko zarówno nas jak i Rakowa będzie taka: wygrać spotkanie, bo kto wygra w tym spotkaniu naprawdę ustawia się w znakomitej pozycji na końcówkę na te dwie ostatnie kolejki. No, ale wiadomo, kiedy spotykają się dwa silne zespoły to mecz może się różnie ułożyć i w trakcie meczu trzeba będzie się zastanowić, jaki wynik dzisiaj jest dla nas korzystny i o co grać. Myślę, że podobnie myślą nasi przeciwnicy.

Reklama

Na kogo trener nie może liczyć w tym meczu - poza Kamilem Jóźwiakiem, o którym wiemy, że pauzuje za żółte kartki. Czy są jakieś informacja dotycząca zdrowia Afimico?

Adrian Siemieniec: Zastanawiam się czy powiedzieć jak jest, czy trochę powiedzieć, że nie wiem jak jest. Generalnie na wtorek rano nie zapowiada się, żeby jego występ był zagrożony, jeżeli chodzi o Pulu. Oczywiście mamy jeszcze trening, a do meczu jest więcej niż 24 godziny. To jest piłka nożna, tak więc na 100% pewności nigdy nie ma, bo różne rzeczy się dzieją. Na dzisiaj ta sytuacja wygląda dobrze i optymistycznie. No Andy Pelmard jest kontuzjowany i nie będzie do mojej dyspozycji. Także i Kamil Jóźwiak pauzuje za kartki - to Pan wspomniał. Próbowaliśmy szukać tutaj możliwości reakcji na to zawieszenie ze strony klubu, żeby coś wskórać,, bo ta kartka była dla nas taka trochę wątpliwa. Nawet w samego odczuciu Kamila miał wątpliwości, ale nie ma żadnego nagrania z Ekstraklasy, z live parku. Z żadnej kamery nie ma nic co mogłoby pokazać tą sytuację z takiej strony, żebyśmy mogli się odwołać od decyzji sędziego. I nawet jakbyśmy chcieli to zrobić - a uważam, że w tym momencie to jest bardzo ważne, żeby wszyscy byli do dyspozycji, bo każda zmiana może decydować o wyniki i to istotne, abym jako trener miał jak największy wybór - to nie ma takiej możliwości. Na podstawie słowa przeciwko słowu żadna komisja nie cofnie decyzji z boiska. Nie byliśmy w stanie w żaden sposób udowodnić i pokazać, że ta kartka była błędna. Nagrania po prostu nie ma. Trochę nad tym ubolewam i jest dla mnie to dosyć dziwną sytuacją: przy takiej technologii jak dzisiaj,  ilości kamer na boisku i rozwoju technologii nie ma śladu po tym zdarzeniu. No nic z tym nie zrobię, musimy po prostu to zaakceptować i poradzić sobie w tym meczu bez Kamila.

Reklama


Gdy Pan jest na konferencji z takim spokojnym wyrazem twarzy jakby pokerface, to przeważnie Pan coś knuje niemiłego dla rywala. Co teraz knuje Adrian Siemieniec przed Rakowem?

A, że dzisiaj mam taką twarz? No mam nadzieję, że same dobre rzeczy. Zobaczymy. To skupienie bardziej, bo wiadomo, że bezpośrednio po meczu była duża euforia. Zesztą moja ekspresja też pokazywała po zdobytym golu... Zdawałem sobie sprawę jaki jest ciężar tego meczu i do czego bym mogła doprowadzić ta sytuacja, jakbyśmy tego spotkania nie wygrali. A dzisiaj to już jest tylko skupienie, bo zostało nam dwa tygodnie pracy i no musimy zrobić wszystko, żeby no dojechać szczęśliwie do mety. Z mojej perspektywy, awans do eliminacji europejskich pucharów to będzie ogromny sukces tego klubu i tej drużyny. Możemy to zrobić trzeci raz z rzędu i to mimo tego, że między sezonami mówiliśmy, że to będzie sezon przejściowy. Biorąc pod uwagę i inne okoliczności to myślę, że to będzie ogromny sukces dla nas i kapitalna sprawa kolejny raz dla drużyny, dla klubu, gdy to osiągniemy. A bycie w strefie medalowej na końce sezonu uważam, że to już wykracza poza skalę oczekiwań. Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że im więcej pokazujemy, im lepiej gramy, im dłużej jesteśmy tacy powtarzalni w wynikach, to jest też coraz większe oczekiwanie wobec nas. Ja też czuję to jako trenerze, że dzisiaj wobec mnie są coraz większe oczekiwania i coś innego jest dziś traktowane jako sukces, a co innego jest traktowane jako rozczarowanie. I trzeba to zaakceptować. Bo jeżeli pokazujesz, że możesz, że potrafisz to robić, no to ludzie wymagają coraz więcej i więcej. Rosną oczekiwania, chociaż kierunek, idea, pomysły i narzędzia do realizacji celów się nie zmieniają, tak? Oczekiwania rosną, ale tak jest w sporcie. Po prostu trzeba to akceptować. Ja też czuję taką osobistą presję na sobie, że ja jako trener muszą osiągnąć sukces. Wobec mnie są już inne niż niedawno i to w jaki sposób zakończę ten sezon jest ważne. Mówię o ocenie środowiska zewnętrznego, bo ja sam, gdy analizuję swoją pracę to staram się być najbardziej refleksyjny w stosunku do siebie. Potrafię pewne rzeczy ocenić bardzo chłodno i posługuję się faktami. Oczywiście marzę o tym, żeby dowieść temat podium i pucharów kolejny raz, aczkolwiek uważam, że ta końcówka będzie bardzo trudna. Przede wszystkim przez to, że gramy bezpośrednio z zespołami, które mają dokładnie taki sam cel jak my. Determinacja po dwóch stronach będzie ogromna i musimy zrobić wszystko, żeby jak najwięcej w tych meczach zapunktować.

Reklama

Lech ma kilka punktów przewagi, a Wy macie teraz w Rakowie handicap dodatkowego meczu. Czy jest jeszcze w Was nadzieja na to, że jeszcze powalczymy o to mistrzostwo w tym sezonie?

Adrian Siemieniec: Nie patrzę na to przez pryzmat nadziei. My wychodząc na boisko i zawsze chcemy wygrać wszystkie mecze. A jeżeli wygrasz wszystkie mecze, to zawsze będziesz mistrzem w danej lidze. Zdajemy sobie też sprawę z kim się mierzymy. Ja powiedziałem ostatnio, że jeżeli chodzi o Lecha Poznań to to, co się dzieje w ostatnich dwóch sezonach to jest pewnego rodzaju normalność jeżeli brać pod uwagę o możliwości Lecha, ich siłę kadrową, wielkość klubu, struktury, doświadczenie, markę i tak dalej, i tak dalej. I to co się działo w naszym mistrzowskim sezonie, to było pewne odejście od normy i coś, co nie jest normalne. Uważam, że w ostatnich dwóch sezonach Lech sportowo się ustabilizował i po prostu jest bardzo silny jako organizacja, jako klub, ale też ma bardzo silny zespół. I dzisiaj prawda jest taka, że oczywiście wiele zespołów goni Lecha i będą go goniły do końca, ale dzisiaj nie wystarczy już wygrać wszystko. Jeszcze Lech musi nie zrobić swojej roboty na boisku... I to nie jest tak, że wszystko zależy w tym momencie od nas. Na pewnym etapie sezonu było, ale dzisiaj już nie jest. Trzeba tę sytuację zaakceptować i iść dalej. Będziemy grali o zdobycie 9 punktów i to jest dla mnie dzisiaj kluczowe. A potem będziemy się zastanawiali, co nam te 9 punktów daje w ogólnym rozrachunku. Ja już powiedziałem, z czego jako trener będę dumny i z czego się będę cieszył. Jeżeli dowieziemy europejskie puchary będę uważał, że to jest ogromny nasz sukces. Jeżeli zostaniemy w strefie medalowej, to jak to powiedział dyrektor Masłowski w jednym z wywiadów przed sezonem oznaczać będzie, że przeszliśmy tę grę kolejny raz i tak to trzeba będzie traktować, że będzie to trzeci sen z rzędu.

Reklama

Ekstraklasa doceniła Jagiellonię. Po raz kolejny został Pan nominowany do grupy najlepszych trenerów w polskiej lidze w tym sezonie. Oprócz Pana znalazło się tu jeszcze dwóch zawodników: Afimico Pululu i Jesus Imaz. To oznacza docenienie klasy Jagiellonii, wbrew temu, co się mówi, że jest słabsza w tym niż rok temu, a sezon jest przejściowy.

Adrian Siemieniec: Myślę, że wiele faktów u nas świadczy. Taka ocena nas, która krąży jest generalnie taka bardziej emocjonalna i oparta na opiniach a nie na faktach. Jakby się trochę zagłębić w realia i przeanalizować wiele rzeczy, to faktycznie jako trener widzę to tak: trzy lata temu przejmowałem zespół jako trener z rezerw, który bronił się z zespołem przed spadkiem. Bez żadnego doświadczenia na poziomie Ekstraklasy, praktycznie w pierwszej takiej poważnej samodzielnej pracy. Wiadomo, że praca w drugim zespole jest trochę inaczej oceniana i ma trochę inne cele - nie tylko te wynikowe. Dzisiaj jestem trenere,m już trzy lata kalendarzowe i w czwartym sezonie, który zbliża się do końca. Trzeci sezon z rzędu będę na nominowany na Gali Ekstraklasy do nagrody trenera sezonu. A biorąc pod uwagę obecność Jesusa Imaza, który jest cztery razy z rzędu na gali, A Pululu chyba drugi raz, czy trzeci raz - teraz dokładnie tego nie pamiętam - to myślę, że to pokazuje to, co w sporcie jest najtrudniejsze: dyscyplinę i konsekwencję. Bo dzisiaj, jakbyśmy prześledzili te nominacje przez lata to widać, że różnie się okładają losy trenerów, zawodników, klubów. A my tam będziemy kolejny rok. Oczywiście, może nie będziemy tymi, o których się będzie mówić najwięcej nawet przy wymarzonej końcówce. Pewnie nie będziemy tymi, którzy będą stawać do wszystkich zdjęć, no ale tam będziemy, a to świadczy o ciągłości pracy, o konsekwencji procesu i o prawdziwej jakości. Dla mnie najbardziej jakościowe jest to, co jest powtarzalne w dłuższej perspektywie czasu. Dzisiaj ta kapituła to doceniła i te nominacje o tym świadczą. Bardzo serdecznie dziękuję za to im w imieniu swoim i moich zawodników, bo to dla nas bardzo dużo znaczy. Dla mnie osobiście to także bardzo dużo znaczy, bo jakby zobaczyć te nazwiska, które się przewijają, to można zobaczyć, kto po prostu tam jest często w gronie nominowanych. Dla mnie też niesamowita rzecz to fenomen trenera Papszuna. Oczywiście nasze zespoły grają w inny sposób - tego się nie da ukryć - i może patrzymy inaczej na piłkę, ale to jest trener absolutnie klasowy w ostatnich latach w polskiej piłce, który po prostu wie, jak wygrywać mecze i który je wygrywa. I to są fakty. I kolejny raz trener jest nominowany a ja z tego miejsca mu gratuluję, tak jak i pozostałym trenerom, którzy zostali też nominowani. Ale gratuluję także i tym, którzy nie zostali nominowani, bo konkurencja w tym roku była bardzo duża. Nawet kapituła to podkreślała, że trudno było wytypować tych pięciu, którzy zasługują, żeby tam być. A to świadczy też o tym, że liga się rozwija, trenerzy są coraz lepsi. Ta konkurencja ciągle rośnie, a to dla nas dobrze. Bardzo się z cieszymy z nominacji i dobrze by było, żebyśmy tam w dobrych humorach pojechali.

Reklama

Jak trener skomentuje ten fakt, że dwa sezony z rzędu Jagiellonia grała w europejskich pucharach przeciwko finaliście tych rozgrywek. Sezon temu był to Betis Sewilla, a w tym sezonie Rayo Vallecano. 

Adrian Siemieniec: To super z perspektywy tego, że faktycznie wierzyliśmy się na poziomie tej Ligi Konferencji mierzymy się z zespołami najlepszymi. Myślę, że te dwa ostatnie sezony pokazują też pewną tendencję, nad którą można byłoby się pochylić, jeżeli chodzi o sam system rozgrywek. No bo jednak dwa razy z rzędu w finale mamy zespoły z Premier League i z Premier Division to uważam, że pokazuje to różnice w skali wyzwania. Jeżeli w Lidze Konferencji pojawiają się drużyny z TOP5 i z najsilniejszych europejskich lig to patrząc jakie nakłady finansowe są w tych ligach, o których mówimy, i jakie są różnice w tych nakładach finansowych są między Ligą Konferencji a Ligą Europy, już nie wspomnę o Lidze Mistrzów, to pewna regularność rywalizowania z drużynami z poziomu TOP5 lig europejskich jest ważna. To wielka szansa dla klubów spoza TOP5 ta Liga Konferencji zarówno z perspektywy zdobywania punktów do rankingu z perspektywy budowania tej swojej pozycji i walki o te miejsca w tych rozgrywkach. Potem pozwala to bezpośrednio dostać się to tych lepszych rozgrywek europejskich. Jest też kwestia finansowanie i wpływów, jakie są z tamtych rozgrywek. Nie ma co tego ukrywać. Worek pieniędzy gola wprawdzie nie strzeli, ale wejście na najwyższy poziom europejski bez pieniędzy jest niemożliwe. Tożsamość, pomysł, konsekwencja, to jest absolutnie kluczowy element procesu, który doprowadza cię do pewnego poziomu, ale bez odpowiedniego finansowania trudno jest zrobić ten decydujący krok dalej. I nie chodzi tylko o to, żeby podjąć decyzję o finansowaniu tylko trzeba mieć na to środki. A te środki są w tych ligach topowych, w Lidze Europy i Lidze Mistrzów są po prostu tak duże, że trudno w bezpośrednim pojedynku to nadrobić z zespołami takimi jak Fiorentina, Betis, Chelsea, Crystal Pass, czy Rayo. Mówię o tych zespołach, z którymi mieliśmy styczność, bądź graliśmy w jednej edycji Ligi Konferencji i one finalnie docierały do finałów rozgrywek.

Reklama

Przemysław Sarosiek
 

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości