Sędziowanie piłki nożnej w polskiej ekstraklasie zaczyna przypominać magię lub praktyki szamańskie. Oceniając zdarzenia tylko z ostatniej kolejki trudno nie dojść do wniosku, że bóstwo arbitrów piłkarskich jest ślepe jak bogini sprawiedliwości. Niestety, na tym podobieństwo się kończy, bo Temida jest jeszcze sprawiedliwa, a sędziowskie bóstwo jedynie niewidome. A motywem do tego felietonu jest sytuacja z meczu Cracovia - Jagiellonia, gdzie żółto-czerwoni powinni mieć rzut karny. Tak przynajmniej twierdzi Adam Lyczmański, były sędzia międzynarodowy i ekspert Canal+. Mimo wszystko to nie jest tak proste, że Lasyk i jego koledzy są ślepi. Dlaczego? Przeczytaj. A jeżeli szkoda ci czasu to nie miej pretensji, że nie rozumiesz! Postaram się w miarę prosto wyjaśnić. Byłem trenerem, sędzią, kibicem. Jestem dziennikarzem. Widzę to z wielu stron.
Bezbramkowy remis Jagiellonii na stadionie Cracovii to teoretycznie nie jest zły wynik dla Jagiellonii. Jednak po ostatnim gwizdku Piotra Lasyka w Białymstoku nie mówi się o taktyce czy formie zawodników, lecz o kolejnej sędziowskiej kompromitacji. W 31 minucie Jagiellonii należał się rzut karny. Opisaliśmy to tak:
"Po dośrodkowaniu Nahuela Leivy z rzutu wolnego, Bernardo Vital zgrał piłkę głową na szósty metr. Tam futbolówka ewidentnie trafiła w rękę Gustava Henrikssona. Powtórki pokazały, że ręka Szweda nienaturalnie powiększyła obrys ciała (odsunięta od ciała uniemożliwiła piłce przejście za tego gracza). Wydawało się, że rzut karny jest formalnością, jednak sędzia Piotr Lasyk oraz wóz VAR (duet Szczech – Kaliszewski) uznali, że „jedenastki” nie będzie."
Reklama
Cała relacja z tego meczu TUTAJ.
Jaga nie dostała karnego nie dlatego, że cała Polska widziała, a sędziowie nie. Sędziowie (ci z VAR) widzieli, ale nie byli pewni. A sędzia główny Piotr Lasyk (chyba?) nie widział i nie odgwizdał.
Kilkanaście godzin później na Canal+ usłyszeliśmy ocenę Adama Lyczmańskiego, byłego sędziego międzynarodowego i obserwatora piłkarskiego.
- Nie wiem, dlaczego nie podyktował jedenastki. To jest ta sama sytuacja co z Kunem. Zawodnik widział piłkę. Mało tego, ona skozłowała przed nim. Jest to ręka. To przykład na to, kiedy karne powinno się dyktować. VAR powinien był interweniować – skomentował bez ogródek Lyczmański.
Reklama
Sytuacja z Kunem zdarzenie z meczu z Płocka, gdzie sędzia Patryk Gryckiewicz (ten sam dżentelmen sędziował mecz Jaga - Motor) nie chciał gwizdnąć karnego, ale wezwali go VAR-owcy przed monitor. Obejrzał sytuacje, gdzie był kontakt piłki z ręką u gracza gospodarzy. Gryckiewicz uznał, że powinien być karny, co inny ekspert (też były międzynarodowy) Rafał Rostkowski ocenił jako "kompromitację".
Dlaczego? Bo w meczu Wisła Płock - Widzew Łódź piłka z bardzo bliska trafiła w rękę obrońcy, którą miał w dość naturalnej pozycji. Ale karny był! Dlaczego? Zdaniem ekspertów (Rostkowski i Lyczmański) młody sędzia z Torunia został zmobbingowany przez kolegów z VAR. Dlaczego to się nie zdarzyło w Krakowie? Lasyk nie dał się zmobingować, sędziowie na VAR oślepli czy kamera się zepsuła? Może wezwany przed monitor Lasyk dostrzegłby to co oczywiste? Nie wiemy i się nie dowiemy. Zostają domysły.
Czy Jadze należał się rzut karny? Cytowany Lyczmański nie ma wątpliwości: TAK. Zadałem to pytanie kilku sędziom i obserwatorom pracującym na meczach w ekstraklasie i pierwszej lidze. Odpowiedzi mnie zdumiały. Najpierw uważali, że prezentowana stopklatka nie przesądza o kontakcie piłka-ręka. Dodawali, że "stopklatka nie jest dowodem". Po obejrzeniu nagrania dalej dociskani przyznawali, że jeżeli był tam kontakt ręki i piłki (nadal mieli wątpliwości) to karny jest jak drut. Wkurzony zapytałem czy mają wadę wzroku, bo kontakt piłki i ręki jest oczywisty.
- VAR musi mieć absolutną pewność pomyłki, żeby wezwać sędziego do monitora - usłyszałem od jednego z nich.
Reklama
Kiedy dopytałem po co zatem do "pewnych sytuacji" ma biec sędzia oglądać usłyszałem, że on też musi być pewny, że piłka dotknęła ręki i sędzia "musi to zobaczyć na własne oczy".
I wtedy przypomniały się słowa świętej pamięci trenera Ryszarda Kuleszy. Legendarny trener, po którejś sędziowskiej komedii pomyłek w ubiegłym wieku (wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, że to była zorganizowana korupcja sportowa) zapytał na zjeździe PZPN:
"Cała Polska widziała, a wy nie?".
Od razu dla jasności dodaję: nie rzucam oskarżeń o korupcję. Ale błąd, braki w wyszkoleniu lub asekuranctwo - zdecydowanie zarzucam. I zastanawia mnie: dlaczego Kolegium Sędziów nie wyjaśnia tych - dość oczywistych - wątpliwości?
Dlatego mam apel!
Halo federacja! Byłoby jednak miło, gdyby ktoś od Was powiedział czy te decyzje były prawidłowe czy też nie. Piłkarze, trenerzy, kibice (a pewnie i wielu sędziów również) chcieliby wiedzieć coś więcej o zasadach tej gry. Bo po tym cyrku przestaliśmy rozumieć w co się tutaj gra!
Czy rzut karny za rękę Gustava Henrikssona zmieniłby losy meczu? Dałby Jagiellonii wygraną? Nie wiem. Ale tłumaczenia, że to był tylko jeden rzut karny i, że błędy sędziowskie to część meczu, a remis jest zasłużony uważam za absurdalne. Dlaczego?
Po pierwsze - gole z karnych padają i często są na wagę zwycięstwa. Nikt nie uważa, że taka wygrana jest mniej cenna czy niehonorowa. To część piłki nożnej.
Po drugie - po to jest VAR, żeby błędy sędziego nie wpływały na wynik meczu i nie były obowiązkowym elementem meczu. A skoro jest to trzeba z niego korzystać nawet gdy są uzasadnione wątpliwości.
A jeżeli przepisy (zalecenia) są takie, żeby sędziego wzywać przed ekran gdy "VAR MA PEWNOŚĆ" to uważam je za głupie. I albo trzeba je zmienić albo nauczyć się prawidłowej ich interpretacji, która przywróci sens stosowania VAR. Nikt nie wzywa sędziów przed monitor do oglądania wątpliwości z autami, rożnymi czy faulami na boisku. Ale w polu karnym? W takiej sytuacji? To po co ten VAR i po co tam sędziowie?
Dla kibiców Jagiellonii nazwisko Piotr Lasyk chyba kojarzy się z absurdami sędziowania. Ten arbiter rok temu w przegranym 1:3 meczu Pucharu Polski z Legią Warszawa - tym razem z udziałem VAR - nie podyktował dwóch jedenastek dla białostoczan. Historia się powtórzyła, ale sytuacja z Krakowa jest jednak bardziej czytelna. Na tyle, że mam problem, żeby brak karnego (to akurat dzieło zbiorowe Lasyka i VAR-owców) nazwać „kontrowersją”. Moim zdaniem to dość oczywisty błąd w sztuce. Zwłaszcza w epoce VAR-u. Nauka z Warszawy (Turcji) poszła w Las(yk)?
Tureckie szkolenia sędziów
Dlaczego piszę z Turcji? Bo tam przed rundą szkolili się najlepsi polscy sędziowie. Nie wiem co konkretnie robili w Turcji i jak przebiegały ich szkolenia (w tym te z VAR). No, ale jeśli takie są efekty szkolenia jak w jakość ich pracy ostatniej kolejce (co najmniej 6 poważnych błędów) to o kant dupy je potłuc. I kompletnie mnie nie interesuje kto się za tą ocenę obrazi.
Arbitrzy w Turcji spędzili dwa tygodnie na zgrupowaniu, które miało ujednolicić linię orzeczniczą i wyeliminować „babole”. Efekt? Po trzech kolejkach nastroje wokół sędziów są wręcz fatalne. Nie napiszę najgorsze, bo już jesienią opinie na ich temat były bardzo złe. Dodatkowo eksperci (jak Lyczmański i Rostkowski) często prezentują skrajnie różne opinie o tych samych zdarzeniach, a to wszystko pogłębia chaos w głowach kibiców i piłkarzy. Może być gorzej?
A sędziowie zaczynają akcję "szacunek dla sędziego". Piękna akcja. Ale złośliwie zapytam: może jednak najpierw okulary? I przypominam: szacunek to coś na co trzeba zasłużyć.
Niską jakość pracy sędziów punktują trenerzy, którzy mówią, że kiedy to oni popełniają błędy to tracą pieniądze. (tak samo jak piłkarze - za premie). A w skrajnych przypadkach tracą pracę. A sędziowie? Pieniędzy i pracy nie tracą, ale w oczach części futbolowego środowiska tracą twarz, szacunek i wiarygodność. A to wszystko jest niezbędne, aby być sędziami.
Może to już pora na transparentne zasady awansów i spadków sędziów? Może to czas na jawne oceny pracy sędziego i krótką informację: co było dobrą, a co złą decyzją. Choćby po to, aby - jak napisałem - kibic, zawodnik i trener wiedział, że to nadal piłka nożna, a nie futbol kwantowy. Na portalu Interia.pl jeden z trenerów ekstraklasy anonimowo powiedział:
- Po trzech kolejkach wiosny mogę chyba śmiało powiedzieć, że nie ma już ławki, na której sędziowie na ten szacunek by zasługiwali.
Smutne. Bolesne. Prawdziwe.
Z rozmów z sędziami i obserwatorami wynika, że problem nie tylko w słabym szkoleniu. Same przepisy są absurdalnie komplikowane przez IFAB (organ, które je stanowi) i FIFA/UEFA (przygotowują interpretacje). Jeżeli jest w tym element złego szkolenia krajowego, niejasne kryteria promocji sędziów i nieustające odmładzanie to mamy pełen obraz przyczyn kryzysu.
Niestety zamiast logiki i „ducha gry” arbitrzy zmuszani są do analizowania sytuacji niczym fizycy kwantowi. Skomplikowane analizy przyczyn w chwili oceny, brak automatyzacji decyzji na treningach sędziowskich (zawodnicy setki razy czasem doskonalą jedno zagranie lub akcję) i nieustające komplikacje i zmiany zasad oceniania sędziów zabijają ducha sędziowania. A najlepsi sędziowie świata kierują się właśnie nim. Rozkładanie każdego ruchu na czynniki pierwsze doprowadza do hiperpoprawności, która ostatecznie owocuje błędami. Sędziowie na murawie - pod presją tłumu i czasu - gubią się w gąszczu wytycznych UEFA i FIFA, które często wzajemnie się wykluczają. A jeżeli jeszcze w to miesza się dodatkowo PZPN (co podobno ma miejsce) to analizy sędziowskie choćby z pomocą ujęć z dziesiątków kamer mogą doprowadzić do absurdów jak te z tego weekendu.
VAR miał naprawiać oczywiste błędy. W Polsce stał się jednak kolejnym narzędziem ucieczki przed odpowiedzialnością. Sędziowie na boisku często nie podejmują decyzji tylko czekają na to co powiedzą koledzy zza kamer. A kiedy ci nie mówią nic (bo np. nie mają pewności) to na boisku wychodzą lecą wielbłądy. Pomysł (ponoć zapowiedział to Marcin Szulc, szef Kolegium Sędziów), aby sędziowie i VAR po meczu wyjaśniali swoje decyzje i od razu mówili czy były one poprawne byłby krokiem w dobrą stronę. Musieliby je wreszcie podejmować. Tyle, że tego rozwiązania brak.
A co jest? Powszechne odczucie, że sędziowie są poza zasięgiem konsekwencji swoich błędów - jako jedyni w środowisku. I nawet nikt w PZPN nie próbuje tego dementować. Może pora to powiedzieć głośno: aby mieć szacunek środowisko sędziowskie musi poradzić sobie z palącym problemem: jak przywrócić wiarę w to, że o wynikach na polskich boiskach decydują piłkarze, a nie błędne interpretacje wozów VAR i sędziów.
Tej wiary w tej chwili brak. A przy wyniosłym milczeniu Polskiego Związku Piłki Nożnej rośnie agresja i frustracja wylewana w sieci (i niestety nie tylko w sieci). Napiszę to jednoznacznie: ta agresja to zło. Ale żeby je usunąć trzeba poprawić komunikację z kibicami, piłkarzami i trenerami, upraszczać przepisy i wprowadzać transparentność wśród sędziów zamiast nawracać kibiców na wyrozumiałość i tolerancję, a piłkarzom kazać nadstawiać drugi policzek po błędach. Przepraszam po meczu nie wystarcza. Trzeba poprawy!
Przypominam, że to zawodnicy, trenerzy i kibice powinni rozumieć zasady sędziowania. Dlaczego? Bo te dwie pierwsze grupy z tego żyją, a ta trzecia jest źródłem finansów dla całego futbolu. Bez kibiców futbol umrze i tyle! A jeżeli zasady gry w piłkę nożną (sędziowania) nadal będą tak niezrozumiałe jak teraz to przy arogancji środowiska sędziowskiego agresja nie tylko nie zniknie, ale będzie rosła. I żadna akcja jej nie powstrzyma.
Analizując to co znalazłem w sieci i z rozmów z zainteresowanymi przygotowałem trzy postulaty na początek:
1. Powrót do „ducha gry” zamiast „fizyki kwantowej”
Sędziowie na wozie VAR analizują sytuację w skrajnym spowolnieniu, co sprawia, że każde dotknięcie ręki wygląda na celowe lub nienaturalne. Kluby domagają się, by kluczowym kryterium znów była logika ruchu zawodnika. Jeśli ręka znajduje się w miejscu, w którym naturalnie powinna być przy danej fazie biegu czy wyskoku, nie powinna być gwizdana – nawet jeśli piłka w nią trafi. Określcie jasno te kryteria, nagrajcie prosty film o tym i upublicznijcie.
2. Koniec z „interpretacyjną partyzantką” – jeden standard dla wszystkich.
Największy błąd to brak powtarzalności decyzji sędziów. Niestety wynika ze słabości sędziów więc trzeba eliminować takie osoby z najwyższych lig na czas dłuższy niż jedna kolejka jednocześnie intensywnie ich szkoląc. A jeśli winna jest zła jakość nagrania to pokażmy to. Będzie presja na PZPN, żeby to poprawił. Ma na to pieniądze, ma środki.
3. Wyjaśnienie po meczu co jest przewinieniem (lub nie) w najważniejszych sytuacjach i dlaczego. Zajmie to minuty, zapobiegnie godzinom gwizdów i oskarżeń. Sytuacja z meczu Cracovii (brak karnego dla Jagi) i Widzewa (karny za przypadkowe trafienie) z tej samej kolejki pokazuje, że wytyczne są niejasne. Środowisko domaga się sztywnego katalogu sytuacji, który wykluczy „widzimisię” arbitra.
4. Jawność i mikrofony dla sędziów (model z NFL). Brak interwencji VAR w tak oczywistych sytuacjach jak ta z Krakowa tylko budzi domysły. Rozwiązaniem, które uspokoiłoby nastroje, jest publiczne odtwarzanie zapisu rozmów sędziego z wozem VAR lub krótkie wyjaśnienie decyzji przez arbitra przez stadionowe nagłośnienie. Przejrzystość procesu decyzyjnego to najszybsza droga do odzyskania szacunku, o który tak apelują władze ligi.
Przemysław Sarosiek
P.S. Wszystkim, którzy uważają postulaty za naiwne lub niewystarczające serdecznie radzę: zaproponujcie alternatywę. Każda droga zaczyna się od pierwszego kroku. Brak reakcji lub sam hejt nie zmienią niczego.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze