Wtorkowa sesja sejmiku województwa podlaskiego przejdzie do historii jako ta, na której podjęto jedną z najbardziej kontrowersyjnych i absurdalnych decyzji. Pod pretekstem walki o dotację dla Opery i Filharmonii Podlaskiej, radni koalicji rządzącej (KO, PSL, Polska 2050) uchylili stanowisko wyrażające sprzeciw wobec paktu migracyjnego. Czy bezpieczeństwo regionu zostało „sprzedane” za 43 miliony złotych? Przyglądamy się kulisom tej decyzji, w której absurd goni absurd, a urzędnicy z Warszawy zdają się być „świętsi” od samej Komisji Europejskiej.
Cała sprawa wybuchła nagle, gdy Jacek Piorunek, łomżyński lider Koalicji Obywatelskiej i członek zarządu województwa, zgłosił konieczność zmiany porządku obrad. Powód? Pieniądze dla Opery i modernizację sceny. Wniosek został jednak odrzucony przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Filharmonii Podlaskiej. Jednostka starała się o 43 miliony złotych z unijnego programu „Feniks” na ” na modernizację sceny. Wniosek został jednak odrzucony przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego.
Uzasadnienie resortu brzmi zadziwiająco: samorząd województwa rzekomo „hołduje dyskryminacji i narusza Kartę Praw Podstawowych”. Wszystko przez podjęte w czerwcu 2025 roku stanowisko, w którym sejmik sprzeciwił się paktowi migracyjnemu i przymusowej relokacji nielegalnych imigrantów. Aby odzyskać szansę na fundusze, radni musieli ugiąć się przed ultimatum kilku urzędników z Ministerstwa Kultury i wycofać swój sprzeciw. To czysty szantaż: albo pieniądze na kulturę, albo twarde stanowisko w sprawie granic. Rządząca większość w Sejmiku: radni Koalicji Obywatelskiej, Polskiego Stronnictwa Ludowego, Polski 2050 oraz dwójka wicemarszałków, którzy za stanowiska w zarządzie odeszli z PiS poparli wniosek.
W tej historii uderza potężna dawka nielogiczności. Z jednej strony urzędnicy polskiego Ministerstwa Kultury orzekają o „dyskryminacji” i odrzucają wniosek opery. Z drugiej strony mamy samą Komisję Europejską, która jest przecież najwyższym interpretatorem unijnego prawa.
No to przypomnijmy: Zaledwie kilka tygodni temu (4 marca 2026 roku) Komisja Europejska wydała pozytywną decyzję dotyczącą programu Fundusze Europejskie dla Podlaskiego (FEdP) na lata 2021-2027. Potwierdziła tym samym, że Zarząd Województwa Podlaskiego przestrzega zasad niedyskryminacji i Karty Praw Podstawowych. Co więcej, KE pozwoliła tej samej instytucji – rzekomo „dyskryminującej” – zarządzać i wydatkować w imieniu Unii gigantyczną kwotę 1,3 miliarda EURO! Jak to możliwe, że Bruksela nie widzi problemu, a urzędnicy minister kultury „znaleźli haka” na stanowisko Sejmiku? Wygląda na to, że resort kultury próbuje być bardziej unijny niż sama Unia, byle tylko zdyscyplinować niepokorny samorząd. Stanowisko sejmiku w sprawie paktu nie mogło nie być znane oceniającym wydatkowanie funduszy UE.
Marszałek Prokorym i członek zarządu Piorunek przekonują, że w stanowisku sejmiku z 2025 roku nie było przejawów dyskryminacji. A jednak... zagłosowali za jego uchyleniem. To niebezpieczny precedens. Jeśli ktoś twierdzi, że nie złamał prawa, a mimo to wycofuje swoje oświadczenie pod naciskiem finansowym, to de facto przyznaje rację oskarżycielowi.
Radny Rafał Supiński celnie zauważył, że albo ma się zasady, albo nie. Trudno nie odnieść wrażenia, że Zarząd Województwa, dążąc do uchylenia stanowiska, „kupił” narrację ministerstwa. No bo na logikę: jeśli urzędnik stwierdzi, że jesteś mężczyzną, a Ty wiesz, że jesteś kobietą, to nie zmieniasz oświadczenia dla 40 milionów złotych. Po prostu tak nie można. W głosowaniu radnych zwyciężył pragmatyzm podszyty strachem o budżet, co radni opozycji nazwali wprost „sprzedaniem się”.
Dostrzegam tu jednak drugie dno - dodatkowe pieniądze, które województwo może dostać. Tyle, że do tego rządząca województwem koalicja przyznać się nie może, bo gwałtownie straci poparcie mieszkańców regionu, którzy gremialnie są przeciw nielegalnym migrantom. Region od kilku lat doświadcza skutków wojny hybrydowej i presji na granicę polsko-białoruską i mieszkańcy wiedzą czym może zakończyć się ulokowanie w województwie ośrodka relokacyjnego w ramach paktu migracyjnego, który - przypomnijmy - Polskę wyłączył z jego realizacji tylko na rok.
Najbardziej niepokojąca jest hipoteza o „czyszczeniu pola” pod nadchodzącą politykę rządu Donalda Tuska. Istnieje uzasadnione podejrzenie, że uchylenie stanowiska sejmiku to nie tylko sprawa opery, ale wstęp do szerszych działań. Bo przed nami jest uruchomienie takich instrumentów jak „Pakt na rzecz wschodnich regionów przygranicznych” czy program „SAFE”.
W kuluarach mówi się, że te środki – m.in. z Paktu na Rzecz Wschodnich Regionów – mają zostać wykorzystane na „zagospodarowanie migracji” w województwie. Zarząd, będąc związany wcześniejszym stanowiskiem sejmiku o sprzeciwie wobec relokacji, miałby związane ręce. Usunięcie tego „bezpiecznika” pod pretekstem modernizacji sceny w operze to idealny wybieg taktyczny. Wykorzystano nieobecność dwóch radnych (Derehajły i Dębskiego), by szybko przepchnąć uchwałę, która otwiera drzwi dla przymusowej relokacji imigrantów na Podlasie.
Decyzja 16 radnych KO, PSL i Polski 2050 i dwójki odstępców z PiS zmienia sytuację województwa. Zarząd województwa mając aktualne stanowisko Sejmiku łamałby prawo przystając na jakiekolwiek negocjacje w sprawie ewentualnych działań na rzecz relokacji. Ba! Nie mógłby nawet podjąć dyskusji w tej materii i część środków SAFE na ten cel ominęłaby region. Tymczasem od wtorku województwo podlaskie nie ma już oficjalnego dokumentu, który chroniłby region przed unijnymi mechanizmami przymusowego osiedlania przybyszów z innych kontynentów. Zapisy w programie FEdP o zakazie dyskryminacji i Karcie Praw Podstawowych będą teraz prawdopodobnie interpretowane tak, jak zażyczy sobie tego ministerstwo w Warszawie.
Pozostaje pytanie: co jest ważniejsze – nowoczesna scena w operze, dodatkowe pieniądze z SAFE na budowę ośrodków i innych działań na ten cel czy bezpieczeństwo i tożsamość regionu? Dla obecnej większości w sejmiku odpowiedź wydaje się jasna. Dla mieszkańców, którzy codziennie obserwują sytuację na granicy, ten „handel zasadami” może mieć jednak bardzo gorzki posmak. Czy 43 miliony złotych to wystarczająca cena za otwarcie Podlasia na pakt migracyjny? Przekonamy się szybciej, niż nam się wydaje.
Przemysław Sarosiek
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze