Dłużej nie mogliśmy odwlekać tej decyzji. Presja na nasze wątłe, choć liczne barki zespołu Dzień Dobry Podlaskie była zbyt silna, by ją ignorować. Oto, namówieni przez obywatelskie społeczeństwo Białegostoku i okolic ruszamy z Podlaską Kroniką Towarzyską, czyli miejscem jedynie prawdziwych wieści z życia białostockich, a czasem też podlaskich elit. Sami do nich nie należymy (niestety), ale przynajmniej sobie czasami na nich użyjemy. Oczywiście z zazdrości, no bo z czego innego.
Głównym poletkiem uprawy naszej winnicy będzie rzecz jasna Białystok, bo to wielkie, europejskie i dynamicznie się rozwijające miasto. Wzór dla całej Polski, a i części mniej postępowej Europy! I właśnie to będziemy się starali pokazać w każdy poniedziałek.
Dziś pierwszy odcinek naszej kroniki towarzyskiej. Prosimy o wyrozumiałość, a krytyczne uwagi możecie sobie zachować.
Hala sportowa powstanie w Białymstoku z opóźnieniem. No dobra, a teraz poważnie: już nikt nie wierzy, że powstanie kiedykolwiek, tylko miłościwie nam panująca władza nie jest w stanie z siebie tego wydobyć. Jest też pozytywna strona tego niepowstania. Nasze zespoły ligowe w sportach halowych nie muszą się bać awansu do wyższej klasy rozgrywek i obciachu, jaki niosłoby goszczenie drużyn z reszty Polski w salach gimnastycznych białostockich szkół. No chyba że grać w Suwałkach, bo te jakoś halę zbudować potrafiły, ale szanujmy się - w Suwałkach…?
Co prawda hali nie będzie, ale nie będzie też rowerów. Niby wszystko było dopięte – przetarg, ten sam oferent od lat, a tu nagle pojawia się konkurencja. I to nie firma pana Waldka z Księżyna, ale duży koncern, który przegrał, ale już po raz trzeci odwołał się od wyniku przetargu. A rowerów jak nie było, tak nie ma. Pochwalamy to, bo nic nas tak nie wkurzało jak przemykający przed maską naszego Passata rowerzyści. Potem takiego potrącisz i przez lata musisz cierpieć jak Włodzimierz Cimoszewicz. Na szczęście sądy nie dały skrzywdzić naszego kochanego pana premiera. Dziwne tylko, że ta staruszka, która wtargnęła na pasy, gdy WC przejeżdżał, nie poniesie kary.
Okazało się, że Białystok jest turystyczną mekką. Tak przynajmniej twierdzą nasze władze, które postanowiły zainaugurować sezon turystyczny. Widomym znakiem tego ruszenia będzie stary jelcz, zwany niegdyś ogórkiem, który będzie jeździł po mieście. Władza prawdopodobnie uznała, że to atrakcja turystyczna. Ochotnicy z naszego zespołu będą sprawdzać, czy tak jak w peerelu będzie śmierdział, podskakiwał na wybojach, drzwi nie będą się domykały, no i czy się nie zepsuje. No i będzie jak zwykle diabelski młyn. Trzy dychy za 10 minut.
Skoro jesteśmy w centrum, to trudno nie wspomnieć, iż miasto nasze nie będzie już drastyczne. Inaczej: władza nie pozwoli zakłócać konsumpcji elitom zgromadzonym w ogródkach na Rynku Kościuszki żadnym działaczom pro life i tym podobnym drastycznym szubrawcom. I bardzo dobrze! Jak już wspomnieliśmy, my do elit niestety nie należymy, bo nie stać nas na sojowe latte na Beton Placu, ale eliminację drastyczności popieramy. Tylko nie bardzo wiemy, co jest, a co nie jest drastyczne. Bo na przykład występ Maryli Rodowicz z sierpnia ubiegłego roku połowa naszej redakcji uznała za drastyczny.
Wśród podlaskich pisowców trwa wyłapywanie Rozwojowców od Morawieckiego. Na razie nie złapali żadnego, bo nikogo z naszego regionu na liście nie ma. Jednak zaprzyjaźnione z nami bobry z Ignatek szepczą, że mogą się w pewnym momencie objawić. Ten moment to układanie list wyborczych, bo wszak każda frakcja musi dostać dobre miejsce, znaczy biorące, a już Mateusz o swoich zadba.
A raczej choroba. Chcielibyśmy się trochę pośmiać z sytuacji w polskiej ochronie (?) zdrowia, ale tu trzeba by popłakać. Mamy tylko dziwne odczucie, że wkrótce się okaże, że wszystkiemu winni są lekarze. Fakt, szpitale bez lekarzy kosztowałyby dużo mniej. A może by tak zlikwidować szpitale? Kuszące… Ale jest sposób na ominięcie wszelkich kolejek! Trzeba mówić, że się ma wrastający paznokieć. W Aleksandrowie Kujawski zadziałało, to i nas zadziała.
Bukmacherzy przestali przyjmować zakłady na rozstrzygnięcie konkursów na dyrektorów teatru i opery. Nie rozumiemy dlaczego, ale zaprzyjaźnione bobry z Ignatek twierdzą, że z tymi konkursami jest tak jak z ostatnią kolejką w ekstraklasie za czasów Fryzjera: wszystko już ustalone. My też jesteśmy za takimi konkursami. Sami nawet taki zorganizowaliśmy, w której nagrodą był bilet na diabelski młyn. Wygrał nasz redaktor naczelny i wszyscy byli zadowoleni.
W tym tygodniu dominowały kolory mięty, lekkiego różu, kremowego z brązową spódnicą w grochy oraz białego. Piękniejsza część naszego zespołu kreatorki białostockiego haute couture nienawidzi, co tylko potwierdza fakt jej niezaprzeczalnych zdolności w budowaniu swego wizerunku i lśnieniu na podlaskich salonach, nie tylko oświatowych. Będziemy się starali nadążać za tym wzorem stylu, klasy i piękna, o czym poinformujemy już za tydzień w kolejnej Podlaskiej Kronice Towarzyskiej.
KAT
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze