Reklama

Ceny paliw mocno w górę. W regionie za diesla płacimy coraz więcej. Mieszkańcy liczą straty

Kierowcy w województwie podlaskim przecierają oczy ze zdumienia. Poranny objazd stacji paliw 4 marca przyniósł brutalną rzeczywistość: ceny paliw wystrzeliły w tempie, jakiego nie widzieliśmy od wybuchu wojny na Ukrainie. Największy cios otrzymali właściciele aut z silnikami diesla, ale to dopiero początek kłopotów, które uderzą w portfele wszystkich mieszkańców regionu. Kto od kilku dni nie tankował swojego pojazdu tego czeka niemiłe rozczarowanie: trzeba sięgnąć głębiej do portfela. Ceny - zwłaszcza diesla - poszybowały w górę!

Szokujący poranek na podlaskich pylonach

Jeszcze kilka dni temu ceny oleju napędowego w naszym regionie oscylowały w granicach 6 złotych. Dziś to już przeszłość. Na stacjach wylotowych z Białegostoku w stronę Warszawy oraz na trasie Via Baltica, olej napędowy (ON) kosztuje już średnio od 6,40 do nawet 6,62 zł za litr. Benzyna 95 również zdrożała, przekraczając barierę 6,20 zł, jednak to diesel stał się „królem drożyzny”. 

Dla mieszkańców Podlaskiego, gdzie odległości między miastami są duże, a transport publiczny w wielu powiatach wciąż kuleje, samochód jest narzędziem przetrwania. Podwyżka o kilkadziesiąt groszy na litrze w ciągu jednej doby to dla wielu rodzin budżetowa katastrofa. Jeżeli nie mamy aut też odczujemy to w kieszeni: podrożeją wszystkie towary i usługi, w których znaczenie ma transport, a więc niemal wszystkie.

Reklama

- Będzie drożej, dużo drożej! Ceny w sklepach, restauracjach i zakładach usługowych wzrosną od kilkunastu do kilkudziesięciu procent - ostrzegają eksperci.   

Dlaczego płacimy więcej? Bliski Wschód i sparaliżowany transport

Za drastycznymi wzrostami stoi sytuacja na drugim końcu świata. Atak USA i Izraela na Iran wywołał natychmiastową reakcję Teheranu – zablokowano Cieśninę Ormuz. To „wąskie gardło” światowego handlu, przez które przepływa nawet jedna trzecia morskiego transportu ropy. Ponad 150 tankowców utknęło w martwym punkcie, a firmy ubezpieczeniowe drastycznie podniosły stawki, co sprawiło, że transport paliw stał się wręcz nieopłacalny. Jednocześnie brak surowców dostarczanych drogą morską sprawił, że cena dostępnego paliwa natychmiast wzrosła. 

Reklama

Dodatkowym ciosem był atak dronów na gigantyczną rafinerię Ras Tanura w Arabii Saudyjskiej. To właśnie tam produkowano ogromne ilości diesla trafiającego na rynki europejskie. Wypadnięcie tak dużego gracza z rynku sprawiło, że olej napędowy drożeje znacznie szybciej niż sama ropa naftowa.

Diesel droższy od benzyny – dlaczego tak się dzieje?

Auta z silnikiem diesla to ciągle w regionie znaczący procent wszystkich pojazdów. Podlascy kierowcy pytają: dlaczego akurat ten rodzaj paliwa drożeje bardziej? Odpowiedź tkwi w mocach przerobowych rafinerii. O ile ropę jako surowiec można sprowadzić z USA, Libii czy Nigerii, o tyle gotowe produkty, takie jak olej napędowy, wymagają przetworzenia. Europa ma deficyt mocy rafineryjnych, a zniszczenie saudyjskich zakładów drastycznie ograniczyło podaż gotowego paliwa. W efekcie hurtowe ceny diesla w Orlenie skoczyły o ponad 40 groszy na litrze w zaledwie jeden dzień – to największy skok od marca 2022 roku.

Reklama

Prognozy analityków: To jeszcze nie koniec drożyzny

Eksperci rynku paliw nie zostawiają złudzeń. Obecne ceny na pylonach to jedynie reakcja na pierwsze godziny kryzysu. Analitycy przewidują, że jeśli blokada Cieśniny Ormuz potrwa dłużej, w najbliższych dniach czeka nas kolejna fala podwyżek, która może dorzucić do ceny litra kolejne 40–50 groszy.

W pesymistycznych scenariuszach, jeśli konflikt się rozleje, cena baryłki ropy może osiągnąć astronomiczne poziomy, co w Polsce oznaczałoby powrót do cen paliw znacznie przekraczających 7 czy nawet 8 złotych. Na ten moment rynek jest w stanie paniki, a każda informacja o nowych atakach na infrastrukturę naftową dolewa oliwy do ognia. Polsce nie grozi paraliż paliwowy i braki w stacjach benzynowych. Nasze krajowe magazyny są wypełnione, a i firmy zajmujące się sprzedażą paliw mają jeszcze spore zapasy.  Niestety zmniejszona ilość następnych dostaw i znacząco wyższa ich cena spowodowała natychmiastowe podniesienie cen paliw, które już są w obrocie. 

Reklama

Drogie paliwo to droższy chleb i usługi w regionie

Podwyżki na stacjach to czubek góry lodowej. Województwo podlaskie opiera się na rolnictwie i transporcie. Wyższe ceny diesla uderzą rykoszetem w rolników przygotowujących się do prac wiosennych, co niechybnie przełoży się na ceny żywności w lokalnych sklepach. 

Firmy transportowe z regionu, obsługujące trasy międzynarodowe i krajowe, już teraz zapowiadają korekty stawek frachtowych. Oznacza to, że za każdy produkt dowieziony do sklepu – od materiałów budowlanych po artykuły higieniczne – zapłacimy więcej. Podlaskie firmy kurierskie również mogą wkrótce wprowadzić „korekty paliwowe”, co odczują wszyscy zamawiający zakupy przez internet.

Reklama

- Nie ma wyjścia, trzeba będzie podnieść cenę. Część towarów sprowadzam spoza województwa podlaskiego, a za dowóz będę musiał więcej zapłacić. Na razie o około 10-15 procent, bo o tyle podrożało paliwo, ale nie mam złudzeń, że to nie koniec - mówi pan Jan, który sprzedaje warzywa i produkty rolne na giełdzie rolno-spożywczej na Andera. 

Innego rozwiązania niż podwyższenie cen nie widzi też pan Paweł, który prowadzi niewielką firmę transportową i współpracuje z kilkoma firmami spożywczymi zajmującymi się dowozem nabiału i pieczywa na terenie powiatów białostockiego i bielskiego. 

Reklama

- Już zapłaciłem za paliwo o kilkadziesiąt złotych więcej na jednym tankowaniu. Miesięcznie oznacza to wzrost wydatków nawet o kilka tysięcy. To się odbije na cenie transportu, a więc ostatecznie na cenie towarów, za które zostaną one sprzedane w sklepie. Mój znajomy pracuje w branży budowlanej. Oni też mają transport i maszyny, które zżerają dużo paliwa i już zaczął rozmawiać z inwestorami o renegocjacji cen - mówi nam przedsiębiorca.   

Bezpieczeństwo energetyczne i zapasy Polski

Mimo groźnej sytuacji, przedstawiciele rządu i eksperci uspokajają w jednej kwestii: paliwa nam nie zabraknie. Polska posiada zapasy gotowych produktów na około 90 dni. Co więcej, nasz kraj ma przetestowane alternatywne szlaki dostaw wypracowane po wybuchu wojny na Ukrainie.

Reklama

Niestety, bezpieczeństwo dostaw nie oznacza niskiej ceny. Polska musi teraz konkurować o ładunki paliw ze Stanów Zjednoczonych z krajami Europy Zachodniej. Jak zauważają eksperci, statki płynące przez Bałtyk do naszych portów to dodatkowe dni nawigacji, co w warunkach ogromnego popytu zmusza nas do oferowania wyższych stawek niż te w Rotterdamie czy Hamburgu. Dla mieszkańców naszego regionu oznacza to jedno – przed nami czas zaciskania pasa i uważnego śledzenia cen na stacjach. 

Przemysław Sarosiek

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo ddb24.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości