Kierowcy z Podlasia z niepokojem spoglądają na ceny paliw, które wyświetlają się na stacjach. Analitycy z e-petrol.pl i biura Reflex ogłosili na swoich mediach społecznościowych: od wtorku, 19 maja, wchodzi w życie nowa, droższa rzeczywistość. Orlen podnosi stawki hurtowe – benzyna 95 wzrosła o 43 zł, odmiana 98 o 38 zł, a olej napędowy o 29 zł za metr sześcienny. Przełoży się to na ceny detaliczne. Strach przed powrotem do dawnych stawek, gdy benzyna zbliżała się do 8 zł, a diesel do 9 zł za litr, znów zagląda w oczy kierowcom. Rząd ceny na niższe paliwo utrzyma tylko do końca maja, bo na więcej nie zgadza się Unia Europejska. Czy to znaczy, że ceny znowu zwariują tak jak było to w lutym i marcu?
Zgodnie z obwieszczeniem ministra energii już od wtorku odczujemy pierwsze podwyżki. W poniedziałek maksymalna cena benzyny 95 wynosiła 6,37 zł/l, benzyny 98 – 6,93 zł/l, a oleju napędowego – 6,82 zł/l. Od wtorku limity idą w górę. Litr Pb95 ma kosztować do 6,42 zł, Pb98 do 6,97 zł, a diesla do 6,85 zł. Eksperci Reflex przewidują, że paliwa zdrożeją o około 5-6 groszy na litrze. Jedynym światełkiem pozostaje LPG, który może potanieć do przedziału 3,63-3,72 zł za litr.
Wzrost cen to nie jedyny problem w regionie. Krajowa Administracja Skarbowa przeprowadziła ponad 7,7 tys. kontroli stacji od początku programu „Ceny Paliw Niżej”. Wyniki są zatrważające. Sprzedaż paliw powyżej cen maksymalnych wykazano na 439 stacjach w kraju, a najwięcej przypadków odnotowano w województwach: mazowieckim, dolnośląskim i podlaskim. Nasz region znalazł się w czołówce łamiących prawo. Za ignorowanie limitów grożą kary do 1 mln zł. Piotr Juszczyk z firmy inFakt zauważa, że długie procedury opóźniają nakładanie kar, a to oznacza że między odkryciem nieprawidłowości, a faktycznym ukaraniem mogą upłynąć nie miesiące a lata. Taka sytuacja nie działa odstraszająco na sprzedawców paliw, bo możliwość szybkiego zysku i zarobienia pieniędzy bywa bardziej kusząca niż ewentualne słone kary za naruszanie ustalonych cen. Zwłaszcza, że kierowcy bardzo rzadko informują o potencjalnych naruszeniach.
- Nikt nie śledzi tego co publikuje ministerstwo z dnia na dzień więc w sumie nawet nie wiem jaka cena obowiązuje dzisiaj. Łatwo byłoby mnie nabrać - konstatuje pan Jerzy, którego spotkaliśmy na jednej z podlaskich stacji paliw nie należącej do największych sieciówek jak Orlen czy Circle.
W poniedziałek na stacjach widać anomalię cenową, którą warto wykorzystać przed podwyżkami. Na Circle K zwykła benzyna 95 oraz uszlachetniona milesPlus kosztowały tyle samo – 6,37 zł/l. Identycznie jest z dieslem standardowym i premium, które tankować można w cenie limitowanej do 6,82 zł/l. Podobną okazję zastać można na stacjach BP z paliwem Ultimate (6,82 zł/l). Taka okazja potrwa tylko do końca poniedziałku. Od wtorku nowe obwieszczenie zlikwiduje te promocje, a paliwa premium wrócą do wyższych cen.
Analitycy nie pozostawiają złudzeń: przestrzeń do obniżek się kończy. Winna jest sytuacja geopolityczna. Konflikt na Bliskim Wschodzie i trwająca od dwóch miesięcy blokada cieśniny Ormuz powodują, że na rynkach światowych brakuje surowca, a baryłka ropy Brent kosztuje powyżej 100 dolarów. Chociaż Europa negocjuje z Iranem, Teheran zapowiedział opłaty za usługi specjalistyczne. Analitycy banku PKO BP oraz Departament Energii USA prognozują, że w 2026 roku średnia cena ropy Brent utrzyma się na poziomie około 95 dolarów za baryłkę. Fakt, że na polskich stacjach nie ma paliw z Bliskiego Wschodu nie powoduje, że u nas będzie taniej: mniej paliwa na ogólnoświatowych rynkach powoduje wzrost cen ropy także z innych źródeł niż Iran i Arabia Saudyjska.
Przed radykalnymi skokami cen na razie chroni nas tarcza. Minister finansów Andrzej Domański przedłużył program „Ceny Paliw Niżej” do 31 maja. Dzięki temu kierowcy korzystają z obniżonego VAT (z 23 do 8 proc.) oraz niższej akcyzy, zmniejszonej o 29 gr na litrze benzyny i 28 gr na oleju napędowego. To generuje koszty – według Rady Fiskalnej utrzymanie obniżonych stawek przez miesiąc to koszt rzędu 1,25 mld zł. Dalsze trwanie programu do końca roku pogłębiłoby deficyt o 0,37 proc. PKB. Mimo to, aż 80 proc. Polaków domaga się cen maksymalnych do końca 2026 roku.
Z tym może być jednak problem. Dlaczego? Po pierwsze Komisja Europejska ma problem ze stawką VAT na paliwa niższą niż 8 procent. Polski program "Ceny Paliwa Niżej" jest niezgodny z unijną dyrektywą VAT, która określiła minimalny poziom podatku na paliwa na 15 procent. Bruksela z zasady jest przeciwna odstępstwom, ale - jak na razie - nie wszczęła postępowania przeciw Polsce tak jak zrobiła wobec Słowacji i Węgier. Warszawa informowała UE o swoich zamiarach i nie wprowadziła ograniczeń w tańszym tankowaniu dla kierowców spoza swojego kraju. Tyle, że wyrozumiałość Brukseli skończyć się ma z końcem czerwca, bo wprowadzenie dłuższego obowiązywania niższej stawki byłoby rażącym naruszeniem unijnych regulacji.
Jest i druga kwestia: program kosztuje miesięcznie ok 1,25 miliardów złotych. Bezterminowa niższa stawka VAT na paliwa i obniżona akcyza to mniejsze wpływy do budżetu. Według wyliczeń Rady Fiskalnej przedłużenie programu do końca 2026 oznaczać będzie wzrost deficytu o 0,37 PKB i zmusi do nowelizacja budżetu.
Czy zatem na wakacje będziemy już mieli wyższe stawki paliwa i wyjazd na wakacje uderzy nas dodatkowo po kieszeni? Nikt nie zna odpowiedzi na to pytanie, ale pewne jest od wtorku za paliwa zapłacimy więcej. Na razie kilka groszy za litr. Ale kto wie co będzie za tydzień?
Przemysław Sarosiek
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze