Reklama

Ciche pożegnanie z Białymstokiem. Miłosz Piekutowski zamienia Jagiellonię na Ligue1

Odejście Miłosza Piekutowskiego z Jagiellonii to jeden z najbardziej zaskakujących i zagadkowych transferów młodego pokolenia w podlaskiej piłce. Miłosz Piekutowski, 20-letni bramkarz rodem z Wysokiego Mazowieckiego, podpisał trzyletni kontrakt z francuskim RC Strasbourg. Informację o sfinalizowaniu umowy podał Szymon Janczyk z portalu Weszlo.com. Utalentowany golkiper przenosi się nad Ren jako wolny zawodnik, ponieważ jego umowa z Jagiellonią wygasa 30 czerwca 2026 roku. Pozornie sportowo jest to gigantyczny awans: podróż z polskiej ekstraklasy do Ligue One wygląda efektownie. Kiedy jednak zajrzeć za kulisy rozstania Miłosza z Dumą Podlasia to nie sposób nie dostrzec kontrowersji.

Szkoła przetrwania na Podkarpaciu

Miłosz to wychowanek Jagiellonii. Urodzony w Wysokiem Mazowieckiem golkiper terminował w Akademii Piłkarskiej Jagiellonii. W roku 2023 został dołączony do szerokiej kadry seniorskiej. Zanim Piekutowski w ogóle dostał szansę w pierwszym zespole Jagiellonii, musiał przejść przez twardą szkołę męskiej piłki. W styczniu 2025 roku sztab szkoleniowy z Białegostoku uznał, że zamiast gry w trzecioligowych rezerwach, 18-letniemu wówczas zawodnikowi przyda się ogranie na zapleczu Ekstraklasy. Bramkarz trafił na rundę wiosenną do Stali Stalowa Wola. Choć dla samej drużyny z Podkarpacia był to niezwykle trudny okres, naznaczony dotkliwymi porażkami (m.in. po 0:5 z Wisłą Kraków i Zniczem Pruszków), to właśnie tam młody golkiper okrzepł fizycznie i mentalnie. Co ciekawe, to wypożyczenie przyniosło Stali niespodziewany zastrzyk gotówki – dzięki przepisom UEFA o ekwiwalencie za wyszkolenie, na konto klubu ze Stalowej Woli wpłynie teraz około 45 tysięcy euro. A jak wypadł Piekutowski w Stalówce? Zbierał pochwały nie tylko od kibiców, ale jego dobrą formę zauważyli eksperci, którzy w sezonie 2024/25 wymieniali go wśród najlepszych bramkarzy młodego pokolenia grających na zapleczu ekstraklasy. 

Szansa, nadzieje, obietnice 

Po powrocie z wypożyczenia przed Piekutowskim otworzyła się wielka szansa. Powtarzające się pogłoski o tym, że Sławomir Abramowicz, pierwszy bramkarz Jagi, jest na celowniku kilku dobrych europejskich klubów i informacje płynące z Jurowieckiej, że klub gotów jest wypuścić swojego młodego golkipera pod warunkiem dobrego odstępnego budziły nadzieję wśród zwolenników talentu Miłosza. To właśnie z tych źródeł i otoczenia młodego golkipera wypłynęła plotka, że Piekutowski miał otrzymać obietnicę, że po zimowej przerwie przejmie miejsce w bramce po planowanej sprzedaży Sławomira Abramowicza. Plotce towarzyszyła i druga: jeżeli Abramowicz jednak pozostanie to Piekutowski ma realne szanse na wygranie z nim rywalizacji. Nikt w Jagiellonii nie komentował tych pogłosek. Nieoficjalnie dowiedziałem się, że na pozycję numer jeden z drużynie Abramowicz pracował długo ale nikt nie dawał mu gwarancji, że to miejsce mu się należy. Piekutowski mógłby wygrać tą rywalizację, ale warunkiem była cierpliwość, systematyczna praca i konsekwencja. Talentu nikt mu nie odmawiał, bo kiedy Abramowicz doznał kontuzji to Duma Podlasia nie skorzystała z opcji "transfer medyczny", a trener Adrian Siemieniec zaufał mu wystawiając go w ważnych spotkaniach jako podstawowego golkipera. Piekutowski zaliczył 6 spotkań w roli podstawowego bramkarza (4 w ekstraklasie, 2 w Lidze Konferencji). Miłosz mógł mieć pewność gry w żółto-czerwonych także w pucharze Polski, bo Siemieniec w tych rozgrywkach dawał szanse zawodnikom spoza podstawowej jedenastki. 

Reklama

- Gdybyśmy nawet awansowali do finału Pucharu Polski to wszyscy wiedzieliśmy, że wtedy na Narodowym grałby Miłosz, a nie Sławek - mówi nieoficjalnie jeden z członków sztabu trenerskiego Jagi. 

Kiedy zimą transfer Abramowicza jednak nie wypalił (interesowały się nim kluby z Francji i Danii) i pozostał ob w Białymstoku to Piekutowski musiał zadowolić się rolą zmiennika i walką o minuty. I wtedy okazało się, że Piekutowski nie będzie rywalizować ze starszym kolegą, bo... zachorował. Klub nie wyjaśniał na jaką to długotrwałą chorobę zapadł młody bramkarz, a on sam również nie komentował przyczyn zwolnienia lekarskiego. 

Reklama

- Miłosz Piekutowski jest na L4 i nie bierze udziału w treningach - brzmiał oficjalny komunikat klubu. 

Piekutowskiego zabrakło na zimowym zgrupowaniu ale pierwsze informacje o jego problemach ze zdrowiem miały dotyczyć pobytu w szpitalu. Piekutowski wiosną sporadycznie pojawiał się na trybunach jako widz, ale im bliżej było końca sezonu tym częściej pojawiały się pogłoski o zgrzytach na linii zawodnik-klub. W Jagiellonii konsekwentnie nikt nie chciał komentować tych wiadomości, sam Miłosz również milczał. 

Reklama

Wreszcie w połowie kwietnia pojawiła się informacja, że 20-latek podjął stanowczą decyzję o nieprzedłużaniu kontraktu wygasającego z końcem sezonu. Mówić na ten temat nie chciał też jego agent Mariusz Piekarski. Były tylko przebąkiwania, że Miłosz nie chciał czekać na odejście Abramowicza i czuł, że po jesieni jest w tak dobrej formie, że potrzebuje regularnej gry w lidze. 

Bohater ze Strasbourga i półroczna choroba

Piekutowski w sezonie 2025/26 rozegrał w barwach Jagiellonii łącznie osiem spotkań. W Ekstraklasie błysnął genialnym występem przeciwko Pogoni Szczecin, ratując drużynę przed porażką i zapewniając wygraną 2:1. Kluczowy dla jego przyszłości okazał się jednak październikowy mecz Ligi Konferencji... właśnie przeciwko RC Strasbourg. Żółto-czerwoni zremisowali na wyjeździe 1:1, a młody Polak dwoił się i troił w bramce. Zachwycony jego postawą był ówczesny trener Francuzów, Liam Rosenior, który nazwał go bohaterem.

Reklama

Po tym meczu Francuzi wyrażali zainteresowanie wychowankiem Jagiellonii, ale konkretnych propozycji transferowych nie było. Portal Transfermarkt.pl wyceniał Piekutowskiego wówczas na około miliona euro i nie jest to kwota odstręczająca kluby z czołowych europejskich lig. Do transferu ostatecznie nie doszło, a Piekutowski wylądował na trwającym pół roku zwolnieniu. Na Elewatorskiej nie widziano go od wielu tygodni, a swoje rzeczy z klubu zostały dyskretnie zabrane. Miłosz nie pojawił się nawet na oficjalnym świętowaniu zdobycia przez Jagiellonię brązowego medalu po ostatnim meczu ligowym. 

Milion na pożegnanie i niejasne perspektywy

Jako że Piekutowski odchodzi za granicę z kartą na ręku, Jagiellonia nie zarobi na samej kwocie odstępnego za zawodnika wycenianego obecnie przez Transfermarkt na 600 tysięcy euro. Duma Podlasia nie zostanie jednak z niczym. Do kasy białostockiego klubu wpłynie ekwiwalent za wyszkolenie wychowanka w wysokości ponad 400 tysięcy euro (ok. 1,7 mln złotych). To spora rekompensata za zawodnika, który w dorosłej kadrze rozegrał zaledwie kilkaset minut, a przez ostatnie pół roku nie trenował z seniorskim teamem. Z drugiej strony Duma Podlasia wiązała z Piekutowskim spore nadzieje. W końcu nie wstawia się na ważne mecze gracza, kiedy nie dostrzega się jego niebagatelnego potencjału, prawda? 

Reklama

Jak spuentować tą historię? Przenosiny do jednej z pięciu najlepszych lig w Europie dla młodego Polaka z Jagiellonii to wielkie wydarzenie dla lokalnego futbolu. To też spore wyróżnienie dla żółto-czerwonych, ale okoliczności tej przeprowadzki nie pozwalają tylko na szczerą radość. Eksperci i dziennikarze piszący na co dzień o futbolu dodatkowo tonują nastroje. Tomasz Kupisz na kanale Meczyki zauważył, że dla 20-latka najważniejsza w tym wieku powinna być regularna gra, o którą w Strasbourgu będzie piekielnie trudno. Z powodu małego doświadczenia Piekutowski najpewniej rozpocznie przygodę we Francji jako głęboki rezerwowy. Bardzo prawdopodobny jest też scenariusz, że Racing zdecyduje się na szybkie wypożyczenie Polaka do innego, mniejszego klubu, aby ten mógł kontynuować naukę rzemiosła na zachodnich boiskach. Zwłaszcza, że trener, którego zachwycił (Liam Rosenior) awansował do Chelsea Londyn, dla którego Strasbourg jest bardziej zapleczem i filią niż strategicznym projektem. Z pewnością w Alzacji pozostali ludzie, którzy doskonale pamiętają postawę Miłosza i wierzą w jego potencjał. Wątpię jednak czy ta wiara wystarczy, aby Piekutowski zajął z marszu miejsce w bramce drużyny z ekstraklasy Ligue1. 

Czy Piekutowski jak przyczajony tygrys na ławce rezerwowych będzie czekał na swoją szansę w Strasbourgu? Czy nie potrafiąc cierpliwie wyczekiwać i wierząc w swoje niepospolite umiejętności będzie chciał grać w mniej utytułowanym klubie na wypożyczeniu? Będziemy z zainteresowaniem śledzić losy młodego golkipera i czekać na wieści.

Reklama

A Wy jak oceniacie decyzję Miłosza Piekutowskiego o porzuceniu Jagiellonii na rzecz ligi francuskiej? Czy młody bramkarz poradzi sobie w wielkiej piłce poza granicami Polski?

Przemysław Sarosiek

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 21/06/2026 08:33
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo ddb24.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości