Reklama

Głosy po meczu Jagiellonii z Koroną. Siemieniec nic by nie zmieniał. Szczęście czy konsekwencja Dumy Podlasia (WIDEO)

Inauguracyjna wygrana Jagiellonii w meczu z Koroną Kielce odniesiona była w dramatycznych okolicznościach, a sukcesie zadecydowało ostatnie pół godziny. Wtedy właśnie trener Adrian Siemieniec dokonał zmian wprowadzając rezerwowych, których wejście dodało dynamiki gospodarzom. Pojawienie się na boisku Rodrigo Conceição, Nika Preleca i Sergio Lozano ożywiło grę żółto-czerwonych i - koniec końców - to właśnie akcja z udziałem tej trójki zapewniła Jagiellonii zwycięskiego gola w 89 minucie. A jak to oceniali po meczu?

Satysfakcja i wdzięczność Adriana Siemieńca

Zwycięska inauguracja sezonu przy Słonecznej przyniosła mnóstwo emocji, a pomeczowe wypowiedzi szkoleniowca żółto-czerwonych Adriana Siemieńca doskonale oddają wagę tego sukcesu. Trener Jagiellonii Białystok zaczął od podziękowań skierowanych do kibiców, którzy tłumnie wypełnili trybuny białostockiego obiektu.

– Bardzo mnie cieszy pełen stadion, życzyłbym sobie takiej sytuacji na każdym domowym meczu. Widać było, że kibice byli głodni pierwszego spotkania, była fantastyczna atmosfera przez 90 minut, kibice nas wspierali, dziękuję im za to. Dziękuję też drużynie, gratuluję jej zwycięstwa. Bardzo dobrze było rozpocząć sezon w taki sposób, wygraliśmy trudne pierwsze spotkanie, co pomoże lepiej przygotować się do kolejnych wyzwań i zbudować pewność siebie – przyznał po spotkaniu opiekun gospodarzy.

Reklama

Defensywna solidność fundamentem sukcesu

Analizując przebieg boiskowych wydarzeń, Adrian Siemieniec zwrócił szczególną uwagę na postawę formacji obronnej, która stanowiła najsilniejszy punkt białostockiej ekipy. Choć gra w ataku wymaga jeszcze sporo pracy i dopracowania automatyzmów, żelazna konsekwencja na własnej połowie pozwoliła przetrwać trudniejsze momenty spotkania i poczekać na decydujący cios w samej końcówce.

Utrzymujemy jakość w działaniach w bronieniu. To jest fundament, który trzeba kontynuować, utrzymywać ten poziom, bo to punkt wyjścia. Trochę mamy do pracy i poprawy, jeśli chodzi o grę do przodu. Oczekiwalibyśmy sobie więcej sytuacji, ale czułem, że zespół w trakcie meczu rósł, nabierał pewności. Na początku to tempo nie było takie, jak powinno. Było też parę złych decyzji i zagrań, które nie dawały płynności – obiektywnie ocenił szkoleniowiec.

Reklama

Opiekun Jagiellonii dodał również:

– Trudno nam się wchodziło w to spotkanie, ale szczególnie po zmianach mecz zmieniał się na naszą korzyść, było więcej intensywności i jakości, więcej akcji pod bramką przeciwnika. Byliśmy konsekwentni z tyłu, jeśli chodzi o koncentrację i zabezpieczenie bramki, ale też z czasem byliśmy coraz bardziej konsekwentni w ataku, by kruszyć ten mur Korony.

Moc rezerwowych i idealne decyzje taktyczne

Ogromny wpływ na końcowy rezultat miały roszady dokonane w drugiej połowie. Każdy ze zmienników przyniósł na murawę powiew świeżości, co ostatecznie przełożyło się na zwycięską akcję przeprowadzoną przez rezerwowych. Szkoleniowiec Białostoczan podkreślił, że długa ławka i wysoka jakość zawodników wchodzących w trakcie meczu będą kluczowym atutem zespołu w długim i wymagającym sezonie.

Reklama

– Nawet gdyby ktoś mi powiedział scenariusz tego meczu, kto jak wystąpił, to i tak bym podjął jeszcze raz te same decyzje. W taki sposób widziałem to przed meczem i poprowadziłbym to dokładnie tak samo. Cieszę się, że każda zmiana wniosła ożywienie. Nawet Rallis i Jeremy, którzy weszli na krótko, mieli fajne momenty w utrzymaniu piłki czy wywalczeniu faulu. Każda zmiana przyniosła coś dobrego i o to chodzi. To jest siła zespołu – zaznaczył Siemieniec.

Szkoleniowiec odniósł się także do postawy zdobywcy bramki:

Reklama

– Mecz do pewnego momentu był remisowy, ale zadecydował jeden moment w końcówce. Cieszę się, że Nik strzelił gola, gratuluję mu, bo dla napastnika w nowym klubie, w debiucie, to jest bardzo istotne. Wierzę, że będzie to kontynuował.

Radość bohatera i pewność bramkarza

Absolutnym bohaterem niedzielnego popołudnia został nowo sprowadzony napastnik Nik Prelec, który strzałem z bliskiej odległości zapewnił Jagiellonii komplet punktów. Słoweński snajper podkreślał nie tylko wagę strzelonej bramki, ale przede wszystkim doskonałą atmosferę panującą w białostockiej szatni, która pomaga nowym zawodnikom w błyskawicznej adaptacji.

Reklama

– Jestem bardzo szczęśliwy, że to tak się potoczyło. To dla mnie najlepsza możliwa forma debiutu, ale najważniejsze, że drużyna wygrała i zdobyliśmy trzy punkty. Im szybciej strzelisz gola, tym lepiej. To daje trochę spokoju. Drużyna jest świetna, wszyscy są bardzo pozytywnie nastawieni i od początku starają się mi pomóc. Wszyscy próbujemy sobie pomagać, panuje rodzinna atmosfera i to jest najważniejsze – wyznał z entuzjazmem Prelec.

W podobnym tonie wypowiadał się golkiper Jagiellonii, Sławomir Abramowicz, który zachował czyste konto i mocno chwalił grę obronną całego zespołu:

Reklama

– Wygraliśmy pierwszy mecz, zachowując czyste konto. To nie było łatwe spotkanie. Bardzo ważne było to, żeby dobrze wejść w sezon. Myślę, że to, co zrobiliśmy na obozie, było dobrym prognostykiem. Zarówno my, jak i Korona dobrze funkcjonowaliśmy w bloku defensywnym, ale ostatecznie najważniejszy jest wynik. Moim zdaniem wszystkie zmiany można uznać za bardzo udane.

Rozgoryczenie w obozie Korony 

Zdecydowanie odmienne nastroje panowały w obozie gości. Trener Korony, Jacek Zieliński, nie ukrywał rozczarowania i złość z powodu utraty punktów w samej końcówce starcia, choć docenił spryt i doświadczenie mistrzowskiej formacji gospodarzy.

Reklama

– Nie ma co ukrywać, jesteśmy smutni, źli, bo mecz remisowy zakończył się naszą porażką. Taka jest prawda, nikt nie zasłużył na wygraną, ale Jaga była na tyle cwana, że tę piłkę nam wepchnęła do bramki. Szkoda tego momentu, bo inaczej byśmy wracali z punktem, a tak podróż będzie mało przyjemna. Rozpoczynać porażką nigdy nie jest fajnie – podsumował opiekun kielczan.

Szkoleniowiec odniósł się też do samej bramki:

– Zabrakło nam koncentracji i konsekwencji w końcówce, przede wszystkim w bramkowej akcji. Dośrodkowanie z bocznego sektora boiska, jeden strzał zablokowany, drugi na wślizgu niezbyt udany, ale piłka trafiła do napastnika. Te ostatnie minuty są najtrudniejsze.

Reklama

Niedosyt gości

Podobne odczucia towarzyszyły graczom z Kielc, którzy uważają, że wyjeżdżają z Białegostoku bez punktów głównie przez brak szczęścia i chwile gapiostwa. Obrońca Korony Ariel Mosór oraz pomocnik Dawid Błanik podkreślali, że z przebiegu meczu sprawiedliwym wynikiem byłby remis.

– Szkoda, bo przegraliśmy w końcówce wyrównany mecz, w którym obie drużyny miały swoje okazje. Jagiellonia wykorzystała swoją i nie wywozimy żadnych punktów. To był trochę cymbergaj przy bramce, bo piłka odbijała się od stopy zawodnika Jagiellonii i mieli szczęście – mówił Ariel Mosór.

Reklama

Z kolei Dawid Błanik dodał:

– Bardzo boli ta stracona bramka w ostatnich minutach. Początek meczu pokazał, że przyjechaliśmy tu po trzy punkty. Do 30.-40. minuty Jagiellonia nam praktycznie nie zagroziła. Wynik pokazuje, że kto strzelił tę jedną bramkę, ten wygrał i niestety była to Jagiellonia.

Jak oceniacie pomeczowe wypowiedzi i postawę Żółto-Czerwonych na inaugurację? Czy Waszym zdaniem Nik Prelec powinien wyjść w pierwszym składzie w kolejnym meczu? Dajcie znać w komentarzach!

Przemysław Sarosiek

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości