To był ciekawy weekend w podlaskiej IV lidze. Faworyzowany Pionier Brańsk stracił punkty z Turem Bielsk Podlaski. Cenne zwycięstwo odnieśli gracze MOSP Białystok, którzy pokonali Krypniankę Krypno. W hicie kolejki Turośnianka Turośń Kościelna zremisowała z Turem Bielsk Podlaski, a Olimpia Zambrów wygrała w Wasilkowie z Czarnymi. W niedzielę istny festiwal bramek widzowie obejrzeli w Śniadowie.
To był prawdziwy rollercoaster emocji w Supraślu. Piłkarze KS Michałowo wyjechali z Supraśla z poczuciem ogromnego niedosytu, choć początek spotkania zwiastował ich absolutną dominację. Już w 4 minucie Łukasz Roszkowski bezlitośnie wykorzystał błąd defensywy gospodarzy i wyprowadził gości na prowadzenie. Zanim Supraślanka zdążyła się otrząsnąć, było już 0:2 – w 11 minucie pięknym strzałem pod poprzeczkę popisał się Kacper Szadłowski.
Gospodarze ruszyli jednak do odrabiania strat. Kontaktowego gola zdobył Krystian Maciejuk, a tuż przed przerwą do wyrównania doprowadził Jakub Faszczewski, trafiając „do szatni”. Pierwsza połowa zakończyła się w cieniu kontrowersji – sędzia ukarał obrońcę Supraślanki jedynie żółtą kartką za faul na wychodzącym na czystą pozycję Roszkowskim, co wzbudziło spore pretensje w ekipie gości. Po zmianie stron gra się wyrównała, a obie drużyny szukały rozstrzygnięcia. Gdy wydawało się, że mecz zakończy się podziałem punktów, w doliczonym czasie gry Michałowo popełniło błąd w polu karnym. Jedenastkę na wagę trzech punktów pewnie wykorzystał Maciejuk, zapewniając Supraślance pierwsze wiosenne zwycięstwo. KS Michałowo wraca bez punktów, ale już w sobotę powalczy o przełamanie u siebie w starciu z Czarnymi Czarna Białostocka. Ekipa z Supraśla zagra w Białymstoku na Świętokrzyskiej zagra z MOSP Białystok.
Supraślanka Supraśl - KS Michałowo 3:2 (2:2). Bramki: Krystian Maciejuk 20, Jakub Łaszczewski 45, 90+5-karny - Łukasz Roszkowski 4, Kacper Szadłowski 11. Żółte kartki: Bartosz Jurczak, Mikita Tsishkin, Jakub Łaszczewski (Supraślanka), Jakub Kondrusiewicz, Jakub Podbielski (Michałowo). Sędziował: Daniel Niemyjski.
Supraślanka: Konrad Rakus - Gabor Żukowski, Dominik Kozłowski (79 Jakub Jarmołowicz), Szymon Kuczyński, Mariusz Łapiński, Jakub Łaszczewski, Michał Gibulski, Krystian Maciejuk, Mikita Tsishkin, Dmytro Bergin (62 Damian Bieliński), Hubert Stypułkowski.
Michałowo: Jakub Kondrusiewicz - Łukasz Wojciechowski (81 Jakub Podbielski), Przemysław Panek, Michał Kosikowski, Jan Zysik - Kacper Ciołko (55 Karol Chrzanowski), Damian Grabowski, Wiktor Szepietowski, Franciszek Klimowicz (74 Mateusz Bohdziel) - Kacper Szadłowski (88 Albert Staszyński), Łukasz Roszkowski.
Warmia Grajewo tej wiosny rozjeżdża rywali jak walec. W ostatni weekend Wilczki odniosły drugie zwycięstwo z rzędu, deklasując na własnym boisku Orła Kolno aż 7:2. Kibice w Grajewie nie zdążyli jeszcze zająć miejsc, a już w 3 minucie Priestley Boateng otworzył wynik spotkania. Kwadrans później było 2:0 po strzale Wiktora Gęgotka, a chwilę później pechowy samobój Szymona Ożarowskiego sprawił, że na tablicy widniało już 3:0. Przed przerwą czwarty cios zadał Filip Kułak, praktycznie zamykając emocje w tym meczu.
Po przerwie Warmia nie zwalniała tempa – Szymon Żabiuk szybko podwyższył na 5:0. W 65 minucie honoru gości zaczął bronić Karol Domurat, który w ciągu zaledwie dwóch minut ustrzelił dublet, dając Orłowi chwilę oddechu. Końcówka należała jednak do gospodarzy. Mateusz Grabarz i Dawid Kalinowski w doliczonym czasie gry ustalili wynik na miażdżące 7:2. Warto odnotować, że w ekipie z Kolna w 80. minucie zadebiutował młody wychowanek Kacper Danowski. Warmia potwierdza kapitalną formę i zgarnia zasłużony komplet punktów, pokazując, że w tej rundzie będzie niezwykle groźna dla każdego rywala!
Warmia Grajewo - Orzeł Kolno 7:2 (4:0). Bramki: Priestley Boateng 3, Wiktor Gęgotek 18, Szymon Ożarowski 22-samobój, Filip Kułak 38, Szymon Żabiuk 46, Mateusz Grabarz 86, Dawid Kalinowski 90+5 - Karol Domurat 65, 66. Żółte kartki: Szymon Turczewski, Edison (Warmia), Tomasz Filipkowski, Krystian Dzięgielewski (Orzeł). Sędziował: Robert Dąbrowski.
Warmia: Kacper Radziszewski – Szymon Turczewski, Edison, Jan Ostrowski – Wiktor Gęgotek (77 Mateusz Grabarz), Rafał Kalinowski (90 Dominik Cylwik), Szymon Żabiuk (55 Bartosz Sawicki), Filip Kułak – Dawid Kalinowski, Priestley Boateng (60 Jacek Karpiński), Mikołaj Siemieniuk (55 Bartosz Bukowski).
Orzeł: Mikołaj Nadolny - Damian Mingielewicz, Szymon Ożarowski, Marcin Trzciński, Krystian Dzięgielewski (85 Artur Dąbkowski), Karol Domurat, Karol Kuczyński (80 Kacper Danowski), Filip Pilch (89 Mateusz Banach), Michał Tarnowski, Tomasz Filipkowski (88 Antoni Zabielski), Oliwier Zadroga (65 Krystian Sulewski).
Piłkarze Ruchu Wysokie Mazowieckie w efektownym stylu rozpoczęli rundę wiosenną, odprawiając z kwitkiem beniaminka z Augustowa 4:0. Choć Sparta przez pierwsze pół godziny stawiała dzielny opór, jej opór pękł w 32 minucie, gdy drogę do bramki znalazł Oskar Mazgoła. Po zmianie stron podopieczni Kamila Jackiewicza całkowicie przejęli kontrolę nad boiskowymi wydarzeniami. W 54 minucie prowadzenie podwyższył Adrian Romanowski, a Ruch ze spokojem kontrolował przebieg gry. Prawdziwy nokaut przyszedł jednak w samej końcówce meczu. Najpierw w 86 minucie swoje ogromne doświadczenie potwierdził grający trener Kamil Jackiewicz, a kropkę nad „i” postawił w 89 minucie Łukasz Grzybowski, ustalając wynik na 4:0.
Dziesiąta wygrana Ruchu dała mu 7 lokatę i mając dwa zaległe mecze w zapasie, pozwala realnie spoglądać w stronę ligowego podium. Teraz czas na wielkie emocje – w następnej kolejce Ruch wybiera się do Zambrowa na „małe derby regionu” z liderującą Olimpią!
Ruch Wysokie Mazowieckie - Sparta Augustów 7:0 (1:0). Bramki: Oskar Mazguła 32, Adrian Romanowski 54, Kamil Jackiewicz 86, Łukasz Grzybowski 89. Żółte kartki: Adrian Romanowski, Oskar Mazgoła, Łukasz Grzybowski (Ruch), Ernest Poźniak (Sparta). Sędziował: Sebastian Dąbrowski.
Ruch: Kamil Stanisławski - Łukasz Grzybowski, Mikalai Kharytonau, Rafał Kiczuk, Aleksander Kuźma, Kamil Jackiewicz, Oskar Mazgoła (75 Jakub Demiańczuk), Jakub Mikołajczyk, Maciej Ostrowski, Przemysław Puchalski (65 Kamil Gryko), Adrian Romanowski (60 Juliusz Wyszyński).
Sparta: Vladyslaw Krymskyi (75 Paweł Sawicki) - Ernest Poźniak, Jacinto Nevarez, Sebastian Sienkiewicz, Bryan Mulewski (60 Piotr Chmielewski), Daniel Kruza, Fedir Maslov (60 Paweł Sobolewski), Stanislav Kochan, Darec Funke, Sobolewski Patryk, Szymon Tuttas (65 Bartosz Waluś).
Faworyzowany Pionier Brańsk przyjechał do Moniek po pewne punkty, to Promień udowodnił, że na własnym terenie potrafi być śmiertelnie groźny dla ligowej czołówki. Mimo ogromnej przewagi gości w pierwszej połowie, spotkanie zakończyło się triumfem gospodarzy 2:1.
Prawdziwym bohaterem meczu został 17-letni golkiper Promienia, Jakub Rembeliński. Młody bramkarz „zamurował” bramkę, broniąc w sytuacjach niemal beznadziejnych. Do przerwy kibice goli nie oglądali, choć goście głośno reklamowali ewidentny ich zdaniem rzut karny. Po zmianie stron do głosu doszli miejscowi. W 49 minucie Maciej Odyjewski uprzedził obronę i bramkarza, zdobywając gola na 1:0 (nie bez pomocy… specyficznego odskoku piłki od murawy).
Kilkanaście minut później Kacper Głódź po efektownej indywidualnej akcji podwyższył na 2:0. Pionier stać było jedynie na kontaktowe trafienie Karola Stysia w doliczonym czasie gry. I choć po meczu z obozu gości płynęły głosy o „ping-pongu na dziurawym stole” i niesprawiedliwym wyniku, to mońccy fani świętują bezcenne zwycięstwo nad wyżej notowanym rywalem.
Promień Mońki - Pionier Brańsk 2:1 (0:0). Bramki: Maciej Odyjewski 53, Kacper Głódź 59 - Karol Styś 90+3. Czerwone kartki: Jakub Wróblewski, Przemysław Masłowski (Pionier). Żółte kartki: Kacper Głódź, Patryk Poliński (Promień), Kamil Żur (Pionier). Sędziował: Marcin Adamski.
Promień: Jakub Rembeliński - Patryk Ołów, Damian Purta, Szymon Magnuszewski, Kacper Głódź (88 Dawid Wiszowaty), Maciej Odyjewski (80 Krzysztof Burzyński), Jakub Chojnowski, Jesse, Dawid Stachelek, Stanisław Siemieńczuk, Patryk Poliński.
Pionier: Marcin Mirończuk - Tymoteusz Kulik (75 Grzegorz Górski), Piotr Kosiński, Paweł Zabrocki, Mikołaj Zajkowski (65 Karol Styś), Mateusz Jambrzycki, Andrzej Kosiński, Damian Miłosiewicz, Paweł Zawadzki (80 Wojciech Łuczaj), Eryk Kajewski (65 Kamil Żur), Karol Kosiński.
To była sensacja, której niewielu się spodziewało! MOSP Białystok, po miesiącach niemocy i trudnej walce o każdy ligowy punkt, w końcu znalazł receptę na zwycięstwo. W wyjazdowym starciu z Krypnianką Krypno białostoczanie pokazali charakter, notując dopiero drugą wygraną w całym sezonie i pierwszą w rundzie wiosennej.
Spotkanie rozgrywano na sztucznym boisku Stadionu Miejskiego od początku było niezwykle zacięte, ale to goście zachowali zimną krew w kluczowych momentach. Przełom nastąpił tuż przed przerwą – gdy kibice powoli szykowali się do zejścia na trybuny, Mateusz Targoński precyzyjnym strzałem zdobył gola „do szatni”, uciszając miejscową publiczność i dając swojej drużynie ogromny komfort psychiczny.
W drugiej połowie Krypnianka desperacko szukała wyrównania, jednak defensywa MOSP-u tego dnia była nie do przejścia. Scenariusz z pierwszej części powtórzył się w samej końcówce meczu. W doliczonym czasie gry, gdy gospodarze postawili wszystko na jedną kartę, Kacper Harasimczuk dopełnił formalności i ustalił wynik na 2:0. Te niezwykle cenne trzy punkty mogą być dla młodych białostoczan momentem zwrotnym w walce o poprawę ligowego bytu!
Krypnianka Krypno - MOSP Białystok 0:2 (0:1). Bramki: Matesz Targoński 43, Kacper Harasimczuk 90+4. Żółte kartki: Kacper Laskowski (Krypnianka), Mateusz Sokolewicz (MOSP). Sędziował: Jarosław Rogoza.
Krypnianka: Kacper Laskowski - Paweł Citkowski, Łukasz Jabłoński (75 Krzysztof Osypiuk), Karol Janik (57 Damian Wasilewski), Kacper Karwowski (50 Sebastian Godlewski), Filip Kaźmierczyk (55 Mateusz Butkiewicz), Marcin Krysztopik, Kamil Lisiewicz (80 Miłosz Szulżuk), Michał Osypiuk, Daniel Siemieniuk, Piotr Snarski.
MOSP: Mateusz Sokolewicz - Patryk Mozolewski, Konrad Pawluczuk, Mateusz Targoński, Daniel Grygoruk, Kacper Harasimczuk, Krzysztof Sacharewicz, Tymoteusz Kazberuk, Paweł Baranowski, Mateusz Bućko, Kornel Sobczak.
Zapowiadany jako hit kolejki pojedynek Turośnianki Turośń Kościelna z Turem Bielsk Podlaski zakończył się podziałem punktów. Mecz trzymał w napięciu do ostatnich minut, ale finalnie obie ekipy musiały zadowolić się wynikiem 1:1. Dla gospodarzy to już trzeci remis z rzędu, z kolei Tur przerwał swoją serię dwóch zwycięstw.
Lepiej w mecz weszli miejscowi, którzy od początku imponowali energią. W 16 minucie objęli prowadzenie – po precyzyjnej wrzutce z rzutu wolnego Maciej Kubeł uderzeniem głową posłał piłkę do siatki. Tur zaczął przejmować inicjatywę dopiero po pół godzinie gry, jednak przed przerwą świetną interwencją po strzale Danilewicza popisał się Nos.
Po zmianie stron obraz gry uległ zmianie. W 52 minucie Jakub Witkowski otrzymał podanie od Niemczynowicza, wbiegł w pole karne i z ostrego kąta pokonał Dołkina, zdobywając swojego debiutanckiego gola w barwach Tura. Goście mieli okazje na wygraną, m.in. dwukrotnie za sprawą Niemczynowicza, jednak piłka po jego strzałach mijała cel lub była wybijana przez obrońców z linii bramkowej. Na pojedyncze kontry Turośnianki czujnie reagował Nos i ostatecznie spotkanie zakończyło się sprawiedliwym remisem.
Turośnianka Turośń Kościelna - Tur Bielsk Podlaski 1:1 (1:0). Bramki: Maciej Kubeł 16 - Jakub Witkowski 52. Sędziował: Marcin Czech (Wasilków).
Turośnianka: Karol Dołkin - Maciej Kubeł, Grzegorz Kulikowski, Damian Danilewicz (83 Michał Zawadzki), Michał Klejno, Szymon Hołowacz, Dawid Hinz (50 Cezary Kuciński), Igor Niemancewicz (70 Szymon Gołębiewski), Jakub Bołtuć (70 Kacper Łupiński), Błażej Żero, Kacper Sadowski (60 Aleksander Borkowski).
Tur: Michał Nos - Krystian Kulikowski, Daniił Padzialinski, Mateusz Maliszewski, Maksymilian Tchórzewski - Jakub Witkowski, Olaf Wysocki, Paweł Popik (90 Paweł Łochnicki), Olaf Klimczuk (62 Dawid Nowakowski) - Patryk Niemczynowicz, Patryk Stypułkowski.
Kibice zgromadzeni w Śniadowie nie mogli narzekać na nudę, choć końcowy rezultat pozostawia u gospodarzy spory niedosyt. W starciu pełnym zwrotów akcji KS Śniadowo uległ Hetmanowi Tykocin 3:4, mimo że statystyki strzałów (23:10) wyraźnie wskazywały na przewagę miejscowych.
Pierwsza połowa w wykonaniu Śniadowa była „do zapomnienia”. Hetman już po 32 minutach prowadził dwoma bramkami po trafieniach Karola Chilmona oraz Wojciecha Moczulskiego. Nadzieję w serca fanów wlał jeszcze przed przerwą Patryk Sokołowski, zdobywając gola kontaktowego. Po zmianie stron oglądaliśmy zupełnie inną drużynę gospodarzy – waleczną i zdeterminowaną. Niestety, brak skuteczności pod bramką gości zemścił się szybko.
Najpierw swoją drugą bramkę zdobył Karol Chilmon, a choć chwilę później na 2:3 trafił Igor Cychol, decydujący cios zadał w 86 minucie Dawid Chilmon. W doliczonym czasie gry Sokołowski skompletował dublet, ustalając wynik na 3:4. Mimo walki do ostatniego gwizdka, punkty pojechały do Tykocina.
KS Śniadowo - Hetman Skłodowscy Tykocin 3:4 (1:2). Bramki: Patryk Sokołowski 40, 90+2, Igor Cychol 54 - Karol Chilmon 30, 47, Wojciech Moczulski 32. Żółte kartki: Krzysztof Kopańczyk, Maciej Wykowski, Karol Choiński, Daniel Kopeć (Śniadowo), Jakub Gałaszewski, Karol Obidziński, Adam Nowakowski (Hetman). Sędziował: Bartosz Tyszka.
Śniadowo: Ivan Tsimashou - Maciej Wykowski (46, Sebastian Kadłubowski, Kamil Dobrowolski, Krystian Kadłubowski (60 Maksymilian Ostrowski) - Jakub Piasecki, Karol Choiński (46, Patryk Sokołowski, Tomasz Brzozowski, Igor Cychol - Filip Cudakiewicz.
Hetman: Kosma Kurz - Dawid Chilmon, Karol Chilmon, Karol Czajkowski, Jakub Gałaszewski, Damian Grabarz, Kamil Huczko, Wojciech Moczulski (60 Adam Nowakowski), Karol Obidziński, Mateusz Sawicki (65 Oliwier Kułakowski), Maciej Szot (60 Patryk Sawicki).
Olimpia Zambrów kontynuuje swój marsz w stronę III ligi. W niedzielę wieczorem w Wasilkowie - tam grają Czarni jako gospodarze - nie pozostawili złudzeń ekipie Czarnych Czarna Białostocka. Choć wynik spotkania sugeruje pełną dominację faworyta, mecz mógł potoczyć się zupełnie inaczej, gdyby gospodarze wykorzystali „setkę” na samym początku starcia. Niewykorzystana okazja zemściła się jednak błyskawicznie, a lider z Zambrowa bezlitośnie punktował błędy rywali.
Bohaterami widowiska zostali Lawrence Kofi Mensah oraz Michał Steć, którzy dwukrotnie wpisywali się na listę strzelców. Swoje trafienie dołożył również Wojciech Mastalerz, pieczętując wysoką i pewną wygraną swojej drużyny. Olimpia kontrolowała przebieg spotkania, grając skutecznie i dojrzale, co pozwoliło im umocnić się na szczycie ligowej tabeli.
W końcówce meczu Olimpia miała szansę zdobycie jeszcze jednej bramki, jednak w 79 minucie Patryk Malinowski spudłował z rzutu karnego. Ostatecznie spotkanie zakończyło się zdecydowanym zwycięstwem gości, którzy udowodnili, że są obecnie głównym kandydatem do awansu. Gospodarze mimo ambicji musieli uznać wyższość lepiej dysponowanego przeciwnika.
Czarni Czarna Białostocka - Olimpia Zambrów 0:5 (0:2). Bramki: Kofi Mensah 23, 60, Michał Steć 34, 70, Wojciech Malarz 85. Żółta kartka: Miłosz Hołowacz (Czarni). Sędziował: Błażej Kujawa.
Czarni: Filip Suchocki - Mateusz Szuchnicki, Bartosz Gliński, Maciej Stolarewski (86 Dawid Turel), Jakub Wynimko, Jakub Gołdowski, Miłosz Hołowacz (55 Kamil Perkowski), Cezary Łuczak (87 Michał Frankowski), Dawid Drozdowski, Michał Siwicki, Rafał Kałłaur (75 Sebastian Stepańczenko).
Olimpia: Paweł Rutkowski - Cristoforo Bracelli (84 Wojciech Mastalerz), Mateusz Malec, Patryk Malinowski (80 Adam Łazarski), Krystian Mantur, Lawrence Kofi Mensah, Tomasz Piekut, Junior Radziński (60 Kamil Mosionek), Paweł Rutkowski, Michał Steć (80 Adam Puławski), Łukasz Trąbka (67 Sebastian Dąbrowski), Armin Wasiluk.


Przemysław Sarosiek
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze