Rząd wraca do kontrowersyjnego pomysłu, który może wywrócić do góry nogami życie milionów właścicieli czworonogów. Krajowy Rejestr Oznakowanych Psów i Kotów (KROPiK) ma być lekiem na bezdomność zwierząt, ale dla wielu mieszkańców naszego regionu brzmi jak kolejny skok na kasę i biurokratyczna pętla. Na Podlasiu, gdzie pies w każdym gospodarstwie to norma, a koty są naturalnymi sprzymierzeńcami rolników w walce ze szkodnikami, nowe przepisy mogą wywołać prawdziwą burzę. Za projektem szczególnie mocno lobbuje Polskie Stronnictwo Ludowe.
Największe kontrowersje budzi fakt, że rząd chce wydać blisko 150 mln zł na budowę bazy danych od zera, ignorując prywatne rejestry, które z powodzeniem działają w Polsce od ponad 20 lat. Zamiast zintegrować istniejące systemy, Ministerstwo Rolnictwa stawia na kosztowny monopol. Co gorsza, pieniądze na ten cel mają pochodzić z puli przeznaczonej dla rolników. W regionie takim jak nasze, gdzie każda złotówka na modernizację gospodarstw czy wsparcie produkcji jest na wagę złota, zabieranie funduszy z rolniczego budżetu na budowę cyfrowego rejestru kotów budzi uzasadniony opór.
Dla odpowiedzialnych właścicieli z Białegostoku, Łomży czy Suwałk, którzy już dawno zaczipowali swoje zwierzaki, KROPiK to finansowy policzek. Nowy system nie przewiduje przepisania danych z obecnych baz. Oznacza to, że miliony osób będą musiały ponownie zapłacić za wpis do państwowego rejestru. To klasyczny przykład sytuacji, w której państwo karze obywatela za praworządność – najpierw płacisz jako wzorowy opiekun, a potem płacisz drugi raz, bo urzędnicy wymyślili nowy formularz.
Nowe przepisy dają potężne narzędzia kontrolne. Funkcjonariusze Policji, Straży Miejskiej, a nawet wójtowie i burmistrzowie podlaskich gmin będą mogli sprawdzać, czy nasz pies lub kot figuruje w systemie. Jeśli liczba zwierząt w gospodarstwie nie będzie zgadzać się z państwową deklaracją, właścicielowi grozi grzywna. Dla mieszkańców wsi, gdzie zwierzęta często przemieszczają się swobodnie między podwórkami, a opieka nad nimi ma charakter wspólnotowy, takie „liczenie ogonów” może stać się zarzewiem niekończących się konfliktów z władzą.
Za projektem stoi Ministerstwo Rolnictwa i politycy Polskiego Stronnictwa Ludowego, a systemem ma zarządzać Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa (ARiMR). Eksperci nie gryzą się w język: stworzenie gigantycznej bazy to okazja do wykreowania setek nowych etatów. Padają oskarżenia, że KROPiK to nic innego jak budowanie „spadochronów” dla partyjnych działaczy PSL, którzy chcą zapewnić sobie miejsca pracy w państwowej agencji. Tymczasem realne problemy, jak koszmarne warunki w niektórych schroniskach-mordowniach, pozostają nierozwiązane, bo ustawa nie nakłada obowiązku skuteczniejszych kontroli bytowych.
Projekt nie przewiduje systemowego wsparcia dla najuboższych. Na Podlasiu, gdzie wiele starszych osób na wsiach opiekuje się przybłędami z dobroci serca, nowe obowiązki mogą stać się barierą nie do przejścia. Jeśli gmina nie znajdzie własnych środków na pomoc w rejestracji, starsza pani z kilkoma kotami stanie się w świetle prawa przestępcą zagrożonym grzywną. Zamiast poprawy losu zwierząt, możemy doczekać się fali porzuceń, bo ludzi po prostu nie będzie stać na biurokrację narzuconą przez Warszawę.
Przemysław Sarosiek
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze