W Sejmie właśnie ruszyły prace nad głośnym projektem zmian w ustawie o wychowaniu w trzeźwości. Proponowane przepisy zakładają wprowadzenie nocnej prohibicji oraz całkowity zakaz sprzedaży alkoholu na stacjach paliw. Choć oficjalnym celem rządu jest troska o zdrowie publiczne, eksperci z Warsaw Enterprise Institute (WEI) alarmują: w praktyce może to oznaczać wyrok śmierci dla małych, lokalnych sklepów osiedlowych i potężne wzmocnienie rynkowych gigantów. A jak to wygląda w podlaskich miastach?
Kluczem do zrozumienia problemu jest mechanizm koncesyjny. W każdym mieście, także w Białymstoku i innych podlaskich miastach, liczba punktów sprzedaży alkoholu jest ściśle limitowana przez radę miasta. Gdy limit zostanie wyczerpany, nowa placówka może powstać tylko wtedy, gdy inna zniknie z mapy. W Białymstoku i w większych miastach i miasteczkach województwa te limity są już wyczerpane albo są na wyczerpaniu.
Podobnie sytuacja wygląda w innych aglomeracjach, gdzie walka o każde wolne zezwolenie jest niezwykle zacięta. Zdaniem analityków WEI, nocna prohibicja drastycznie obniży rentowność małych sklepów całodobowych, dla których handel po 22:00 jest często jedyną przewagą nad dyskontami. Gdy takie punkty upadną, ich koncesje nie znikną, lecz zostaną natychmiast przejęte przez duże sieci handlowe, które tylko czekają na możliwość zagęszczenia swojej obecności w miastach. Już to widzimy przy licznych franczyzowych małych "Żabkach", które też stracą sens istnienia, kiedy w wielkich sieciówkach pojawią się miejsca do całodobowej sprzedaży alkoholu.
Projekt zakłada również usunięcie alkoholu ze stacji paliw. W skali kraju może to oznaczać zwolnienie nawet 7 900 koncesji jednym ruchem legislacyjnym. Eksperci zauważają jednak, że popyt na alkohol nie zniknie – zostanie po prostu przesunięty do handlu dziennego, czyli głównie do wielkich sieci handlowych.
Co istotne, statystyki Krajowego Centrum Przeciwdziałania Uzależnieniom pokazują, że spożycie alkoholu w Polsce i tak systematycznie spada – z 9,73 litra na mieszkańca w 2021 roku do 8,93 litra w 2023 roku. Jest to najniższy poziom od blisko dwóch dekad. To budzi podejrzenia, że drastyczne zakazy mają drugie dno – „wyczyszczenie” rynku z małych graczy pod hasłem walki z nałogami.
Czy wprowadzane przepisy zmniejszą zagrożenie alkoholizmem? Zabawię się w proroka: tal samo zmniejszą jak za czasów PRL przymusowa prohibicja do 13 sprawiła, że Polacy nie pili w pracy. Czyli wcale. Władze wierzyła, że zrobiła dobrze i tylko ona podzielała to przekonanie. Nie walka z alkoholizmem stoi bowiem za tymi przepisami, a kolejna chęć zrobienia dobrze supermarketom, które - cóż za przypadek - są częścią zagranicznych sieci i w Polsce zostawiają znak branżowy, ale nie podatki. W przeciwieństwie do małych sklepików płacących je uczciwie w lokalnych skarbówkach. I te wpływy z CIT stracą samorządy, które obecnie milcząco przyglądają się zmianom w przepisach.
Dla gigantów handlowych, takich jak Żabka, Biedronka czy rozwijająca się Stokrotka Express, nowe przepisy to ogromna szansa. Strategie tych firm zakładają powstanie tysięcy nowych placówek, co przy obecnych limitach koncesji jest niemal niemożliwe. Likwidacja małych sklepów nocnych i zakaz na stacjach otwierają im drogę do przejęcia rynkowych udziałów.
– Pod fasadą poprawy bezpieczeństwa dokonuje się cicha konsolidacja rynku – podkreślają analitycy WEI.
Jeśli projekt przejdzie w obecnym kształcie, lokalny handel może czekać fala upadłości, a białostoczanie będą robić zakupy wyłącznie w placówkach wielkich grup kapitałowych.
Czy popieracie wprowadzenie nocnej prohibicji w Waszym mieście? A jeżeli tak - to dlaczego?
Przemysław Sarosiek
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze