Reklama

Paliwowy wstrząs w wakacje! Grozi 10 złotych, bo ropa drożeje i wygasły tarcze

Lipiec przyniósł brutalne zderzenie z rzeczywistością dla wszystkich kierowców w Polsce. O ile osoby wyjeżdżające na urlop w drugiej połowie czerwca mogły korzystać z relatywnie niskich stawek na dystrybutorach, o tyle obecnie wypoczynek kosztuje znacznie więcej. W ciągu zaledwie kilku tygodni ceny paliw skoczyły o ponad złotówkę na litrze, drastycznie podnosząc koszty wakacyjnych podróży. Podróż z podlaskiego nad morze (około 1000 km w tą i z powrotem) to cena paliwa o około 100-150 zł więcej (w zależności od rodzaju paliwa i pojemności silnika). W przypadku wyjazdów zagranicznych, np. do Chorwacji (ok. 3200 km), doliczyć trzeba nawet 355 zł ekstra za samą różnicę w cenie paliwa – to kwota, która równa się kosztowi dodatkowej doby w hotelu.

Dlaczego na pylonach zrobiło się tak drogo?

Głównym powodem podwyżek jest wygaśnięcie rządowego programu osłonowego „Ceny Paliwa Niżej” (CPN). Z końcem czerwca minął okres obniżonej stawki VAT (który wzrósł z 8% do 23%), powróciła wyższa akcyza, a Ministerstwo Energii przestało dyktować maksymalne stawki. CPN zaczął obowiązywać w okolicach  Wielkanocy kiedy ceny paliw poszybowały do 9 zł a nawet je przekroczyły. Wtedy wpłynęło to na podwyżki w handlu i usługach. Czy sytuacja wróci teraz w czasie wakacji?     

Dodatkowo na sytuację nałożyła się eskalacja konfliktu na Bliskim Wschodzie. Sparaliżowana żegluga przez kluczową Cieśninę Ormuz wywołała gwałtowny wzrost cen baryłki ropy na światowych giełdach do poziomu około 95 dolarów. Na stacjach w całym kraju – na Podlasiu – za litr benzyny 95 czy oleju napędowego trzeba płacić już od 7,30 do ponad 7,70 zł.

Reklama

Skolim kontra Orlen i konferencja rządu

Mieszkańcy województwa podlaskiego zwracają uwagę na ciekawy fenomen cenowy. Od jesieni 2025 roku w leżącej w województwie podlaskim miejscowości Czeremcha działa stacja popularnego artysty Skolima. Okazuje się, że w dobie szalejących podwyżek można tam zatankować nawet o 50–60 groszy taniej na litrze niż na sąsiednich stacjach państwowego koncernu Orlen. Nic dziwnego, że na stację ciągną tłumy zwłaszcza, że przy okazji stacja Skolima organizuje różne akcje promocyjne. Były darmowe kiełbaski, tani grill i przekąski,  a dodatkowo często można na stacji spotkać samego Skolima.     

Sprawa stała się na tyle głośna, że padła podczas konferencji prasowej rzecznika rządu Adama Szłapki. Zapytany o te różnice polityk odparł wymijająco, że po takich doniesieniach Orlen prawdopodobnie przeanalizuje swoje stawki, jednak o ewentualnych obniżkach decydują same stacje. Rzecznik dodał, że ewentualne przywrócenie tarczy CPN kosztowałoby budżet państwa aż 1,5 mld zł miesięcznie. Nie dodał, że obecnie taka kwota miesięcznie wypływa przy tankowaniu z kieszeni polskich kierowców.  

Reklama

Głos w sprawie eksportu oleju na Ukrainę

W tle paliwowych podwyżek w kraju wybuchła również dyskusja dotycząca eksportu paliw za granicę. Dziennikarz Piotr Nisztor ujawnił, że w 2025 roku Grupa Orlen dostarczyła na Ukrainę ponad 2,43 mld litrów oleju napędowego o wartości 7,16 mld zł, z czego wyliczył średnią cenę na poziomie ok. 2,94 zł za litr netto.

Orlen stanowczo odrzucił zarzuty o uprzywilejowane traktowanie zagranicznego odbiorcy, wyjaśniając, że zestawianie hurtowych cen eksportowych netto (ustalanych według rynkowych formuł światowych bez podatków) z krajowymi cenami detalicznymi zawierającymi VAT, akcyzę i inne obciążenia fiskalne jest błędem i wprowadza opinię publiczną w błąd. Odpowiedź zamiast uspokoić sytuację tylko ją podgrzała. Komentujący zauważyli, że Orlenowi opłaca się sprzedaż na Ukrainę po niespełna 3 złote za litr ale sprzedając to samo paliwa żąda od kierowców ponad dwa razy więcej. Wiele komentarzy zwracało uwagę, że kierowców niespecjalnie interesuje zysk Orlenu ale wkurza, że pochodzi on z kieszeni polskich kierowców przy jednoczesnym pobłażliwym traktowaniu odbiorców z Ukrainy. Wyjaśnienia akurat tych kwestii ani rzecznik rządu ani sam Orlen już nie podjął       

Reklama

Ponure prognozy: Grozi nam nawet 10 zł za litr?

Eksperci rynku paliwowego, w tym specjaliści z XTB, nie mają dobrych wieści. Jeśli blokada Cieśniny Ormuz się utrzyma, surowiec na giełdach może skoczyć do 120 dolarów za baryłkę. W połączeniu z osłabionym kursem złotego i wyższymi marżami na trasach, cena oleju napędowego w Polsce może niebawem przekroczyć 8 zł, a w czarnym scenariuszu sięgnąć nawet nienotowanej dotąd granicy 10 zł za litr.

Odczuliście już wyższe ceny na stacjach paliw przed wyjazdem na urlop? Czy Waszym zdaniem rząd powinien przywrócić tarczę antyinflacyjną CPN? Czy Ukraina powinna płacić więcej za sprzedawane dla niej paliwa?  Podzielcie się swoimi opiniami w komentarzach!

Reklama

Przemysław Sarosiek

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 24/07/2026 10:05
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo ddb24.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości