Mecz 2. kolejki PKO BP Ekstraklasy pomiędzy Motorem Lublin a Jagiellonią Białystok dostarczył kibicom ogromnych emocji i wyśmienitego widowiska. Żółto-czerwoni po zaciętym, pełnym zwrotów akcji starciu pokonali gospodarzy 2:1, dzięki czemu dopisali do swojego konta kolejny komplet punktów. Mimo że w drugiej połowie lublinianie bardzo mocno przycisnęli i doprowadzili do wyrównania, Duma Podlasia wykazała się ogromną dojrzałością, zachowując zimną krew do samego końca. Kluczowym momentem była błyskawiczna i bezwzględna odpowiedź białostoczan po stracie gola, która pozwoliła przechylić szalę zwycięstwa na stronę Jagiellonii i wywieźć z gorącego terenu niezwykle cenne trzy punkty.
Niezwykle ważną postacią w zespole z Białegostoku był bramkarz Sławomir Abramowicz, który kilkukrotnie ratował drużynę z opresji i zatrzymywał groźne ataki gospodarzy. Młody golkiper nie ukrywał jednak po meczu pewnego niedosytu z powodu straconej bramki, wskazując na konieczność wyciągnięcia wniosków na przyszłość:
– Punktowo to na pewno idealny start. Zdecydowanie liczy się wynik. Kolejny raz zdobywamy komplet punktów na trudnym terenie. Liga jest bardzo wyrównana i myślę, że z każdym sezonem ciężko mówić o słabszych czy lepszych drużynach. Dzisiaj Motor też bardzo wysoko powiesił poprzeczkę i stwarzał sobie bardzo dużo sytuacji. Więc nie wiem, czy nasze zwycięstwo, patrząc czysto statystycznie, jest sprawiedliwym wynikiem, ale oczywiście to nie jest teraz nasz problem. Cieszymy się ze zdobytych trzech punktów. Trochę dzisiaj się napociłem, ale też cieszę się, że mogłem dołożyć swoją cegiełkę do zwycięstwa.
Golkiper żółto-czerwonych zwrócił również uwagę na charakter drużyny, która po raz kolejny potrafiła przetrwać najtrudniejsze momenty i błyskawicznie zareagować na boiskowe wydarzenia:
– Cały czas powtarzamy ten slogan, aby wierzyć do końca i walczyć do ostatniej minuty. Dzisiaj to pokazaliśmy. Mimo cięższego momentu, tak naprawdę myślę, że cała druga połowa charakteryzowała się częstszym posiadaniem piłki przez Motor i stwarzaniem sobie sytuacji. My to przetrwaliśmy. W końcu straciliśmy bramkę, ale też musimy to przeanalizować, bo mam wrażenie, że na dalszym słupku była sytuacja jeden na jeden. Nasza reakcja to jednak było coś najlepszego w dzisiejszym meczu, szybkie odrobienie strat, zdobycie bramki i ostatecznie radość z trzech punktów.
Młody bramkarz Jagiellonii mocno przeżył moment straty gola, gdyż zachowanie czystego konta jest dla każdego golkipera sprawą priorytetową. Podkreślił jednak, że najważniejsze jest końcowe zwycięstwo zespołu i umiejętność adaptacji do trudnych warunków, jakie stawia wymagający rywal:
– To taki mały minus dzisiaj dla mnie, bo jednak starałem się zachować to czyste konto za wszelką cenę i myślę, że dla bramkarza to jest najbardziej bolesne, kiedy przy tylu sytuacjach, kiedy pomogłeś, przy bramce już mało mogłeś zrobić i jednak trochę mi to siedzi w głowie. Często jest tak, że masz jakiś plan na mecz, ale warunki, specyfika przeciwnika i po prostu boiskowa rzeczywistość determinują to, jak się gra. W takich sytuacjach musimy po prostu dostosować się do warunków. Pomimo naszego planu jesteśmy jednak mądrą drużyną z dużym doświadczeniem i czasami takie mecze trzeba, mówiąc brzydko, przepchnąć.
Szkoleniowiec Jagiellonii Białystok, Adrian Siemieniec, nie krył satysfakcji z postawy swoich podopiecznych. Docenił zarówno poziom widowiska, jak i niezwykłą determinację zespołu, która pozwoliła rozstrzygnąć spotkanie na korzyść mistrzów Polski w najtrudniejszym momencie:
– Rozpocznę od tego, że Superpiątek był naprawdę super. Zarówno dla kibiców przed telewizorami, jak i na stadionie. Uważam, że był to bardzo ciekawy mecz, żywy, intensywny, w którym dużo się działo. Z perspektywy kibica to był ciekawy wieczór, fajna reklama Ekstraklasy. Dlatego chciałbym pogratulować tego meczu również przeciwnikowi, bo zawiesił nam wysoko poprzeczkę. Bardzo dziękuję kibicom za ich wsparcie, gratuluję drużynie za to zwycięstwo i poświęcenie, które pokazaliśmy na koniec, jak również wiarę do końca w korzystny wynik, bo po bramce na 1:1 przewaga mentalna była po stronie gospodarzy.
Trener żółto-czerwonych przeanalizował również poszczególne fazy meczu, zwracając uwagę na to, jak ważne dla budowania nowej drużyny są takie wywalczone w bólach zwycięstwa:
– Bardzo dobra pierwsza połowa. Początek drugiej połowy - kontynuowaliśmy dobrą grę, ale potem widać było, że Motor przycisnął. Jako trener czułem, że muszę z boku pomóc zmianami, żeby odzyskać kontrolę. Cieszę się z tego, bo liga jest trudna, każdy mecz jest na wysokiej intensywności, spotkania są wyrównane, o każde punkty trzeba się napracować, je wyszarpać, nie tylko jakością, ale też determinacją. Mamy komplet punktów, cieszymy się, że czynimy to strzelając gole w końcówce. Cieszę się, że walczymy do końca, na tym buduje się zespoły, a przecież mamy wielu nowych zawodników i takie momenty scalają zespół.
Prowadzący Motor Lublin Mariusz Misiura, mimo sporego rozczarowania brakiem chociażby jednego punktu, z dużą klasą wypowiedział się na temat postawy białostockiego zespołu oraz postawy Sławomira Abramowicza między słupkami:
– Bardzo szanuję tego bramkarza. Uważam, że bronił dobrze również w zeszłym sezonie. Graliśmy jednak z bardzo dobrym zespołem, czołowym, regularnie będącym na podium i arenie międzynarodowej. Zobaczcie, jak długo Adrian pracuje z tą drużyną, jak wiele doświadczył, ile okienek na modyfikację pomysłów. Jesteśmy na początku budowy, uwierzcie, że jestem bardzo niezadowolony z wyniku, ale z tego, jak izgledaliśmy na tle przeciwnika, jestem zadowolony. Gratuluję jednak Adrianowi i dyrektorowi Kucharskiemu zwycięstwa, trzymam kciuki w meczu europejskich pucharów.
Szkoleniowiec gospodarzy żałował przede wszystkim braku boiskowego cwaniactwa i konsekwencji w końcówce, gdy jego zespół po zdobyciu bramki wyrównującej dał się zaskoczyć zabójczej kontrze Jagiellonii:
– I patrząc, jak eksplodował stadion po wyrównaniu, to wydaje mi się, że zabrakło nam dobrej oceny sytuacji, spokoju, wyrachowania, żeby szanować ten punkt i poszukać jakiejś okazji na 2:1. Poszliśmy z wiatrem i zaatakowaliśmy pole karne, odkrywając środek boiska, nadzialiśmy się na bardzo dobry kontratak, zakończony świetnym uderzeniem, po którym przegrywamy to spotkanie. Tutaj każdy mały błąd dużo kosztuje. Kiedyś takie 3 sekundy pozostawały bez konsekwencji, dzisiaj dla takich piłkarzy, jakich ma Jagiellonia, jest to bramka.
Misiura wskazał też, że Motor jest na początku budowy nowego projektu nie kryjąc zazdrości wobec Adriana Siemieńca, który ma już za sobą wiele okienek transferowych i trzy lata pracy z jedną ekipą, gdzie ciągle buduje nową kadrę mając poczucie kontynuacji. Wskazał, że Motorowi brakuje takiej właśnie ciągłości.
Wygrana w Lublinie potwierdza, że Jagiellonia Białystok posiada nie tylko wysokie umiejętności czysto piłkarskie, ale przede wszystkim niezwykły charakter i mentalność zwycięzców. Komplet punktów po dwóch kolejkach daje zespołowi Adriana Siemieńca świetną pozycję wyjściową przed kolejnymi wyzwaniami w lidze oraz w europejskich pucharach. Drużyna udowadnia, że potrafi wygrywać mecze w różnym stylu – zarówno dominując na boisku, jak i przetrzymując napór rywala w trudniejszych momentach.
Jak oceniacie występ żółto-czerwonych w Lublinie? Czy Sławomir Abramowicz wyrasta na kluczową postać Jagiellonii w tym sezonie? Zapraszamy do dyskusji w komentarzach! A może jest nią już Kajetan Szmyt, Nik Prelec lub Sergio Lozano?
Przemysław Sarosiek
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze