Ministerstwo Edukacji Narodowej stoi przed największym wyzwaniem wizerunkowym i organizacyjnym tej kadencji. Choć ogólnopolskie sondaże z kwietnia 2026 roku sugerują, że większość Polaków chce zajęć o zdrowiu, to rzeczywistość w podlaskich szkołach brutalnie weryfikuje ministerialne plany. W województwie podlaskim, gdzie frekwencja na nowym przedmiocie szoruje po dnie, zapowiedź Barbary Nowackiej o wprowadzeniu obowiązkowej edukacji zdrowotnej od września br. wywołała falę oburzenia wśród rodziców i związkowców. Czytając opinie w mediach społecznościowych przeciwko są też uczniowie.
Z najnowszego badania Opinia24, przeprowadzonego na zlecenie RMF FM w kwietniu 2026 roku, wyłania się obraz społeczeństwa mocno podzielonego ideologicznie. 56% Polaków deklaruje poparcie dla wprowadzenia obowiązkowej edukacji zdrowotnej, przy czym 30% badanych to zdecydowani zwolennicy. Profil zwolennika jest jasny: to osoba z wyższym wykształceniem, najczęściej sympatyk Koalicji Obywatelskiej, Lewicy lub Partii Razem.
Jednak medal ma drugą stronę. Przeciwnikami inicjatywy są najczęściej osoby w wieku 30–39 lat oraz wyborcy ugrupowań prawicowych (PiS, Konfederacja). Co istotne, aż 19% respondentów wciąż nie ma zdania. Ten brak zdecydowania w sondażach zamienia się w konkretny opór, gdy spojrzymy na dane z placówek oświatowych. Mimo że MEN chwali się blisko milionem uczniów uczestniczących w zajęciach w skali kraju, to procentowy udział uprawnionych w liceach (10%) czy technikach (zaledwie 7,7%) wskazuje na systemową porażkę projektu w jego obecnej, dobrowolnej formie.
Województwo podlaskie stało się jednym z bastionów oporu przeciwko nowemu przedmiotowi. Podczas gdy w Gorzowie Wielkopolskim frekwencja przekracza 35%, w naszym regionie średnia wynosi zaledwie 21,5%. O tym co się dzieje w tej sprawie pisaliśmy jesienią TUTAJ.
Jeszcze gorzej sytuacja wygląda w poszczególnych miastach. Prawdziwym symbolem odrzucenia ministerialnej oferty stała się Łomża – tam z udziału w zajęciach zrezygnowało aż 95% uczniów. Na lekcje uczęszcza tam zaledwie 292 osoby z ponad 5,5 tysiąca uprawnionych. O
Podobnie sytuacja wygląda w Suwałkach, gdzie rezygnację złożyło ponad 73% uczniów, a w szkołach ponadpodstawowych odsetek ten sięga niemal 90%. W Białymstoku, choć statystyki są nieco lepsze, zainteresowanie wciąż pozostaje niskie – w liceach na udział zdecydowało się mniej niż 10% młodzieży. W mniejszych miejscowościach, takich jak Czarna Białostocka czy Łapy, grupy w ogóle nie powstały z powodu całkowitego braku chętnych.
Rodzice z Podlasia, z którymi rozmawialiśmy, nie kryją irytacji planami uczynienia przedmiotu obowiązkowym. Dla wielu z nich edukacja zdrowotna pod płaszczem profilaktyki przemyca treści światopoglądowe, na które nie ma ich zgody.
– Nie zmieniłam zdania i uważam, że to skandal, że minister wie lepiej od rodziców, czego uczyć dzieci w tak drażliwej sprawie – mówi pani Maria z Białegostoku, matka dwójki dzieci. – Jeśli przedmiot będzie na ocenę, to nauczyciel będzie musiał realizować program ustalony w Warszawie, a dzieci będą zmuszane do nauki treści, które my, rodzice, jako społeczeństwo Podlasia, odrzuciliśmy w głosowaniu nogami. Czuję się zlekceważona. Wolałabym, żeby moje dziecko wiedziało, jak wypełnić PIT lub jak założyć działalność gospodarczą, zamiast słuchać o tożsamościach płciowych, które stoją w kontrze do biologii.
Rodzice podkreślają również problem przeciążenia planów lekcji. Uczniowie spędzają w szkołach po 35 godzin tygodniowo. Dodawanie kolejnej godziny obowiązkowych zajęć, które dublują treści z biologii, etyki czy WF-u, postrzegane jest jako zbędny balast.
Głos rodziców podzielają środowiska nauczycielskie. Agnieszka Rzeszewska, przewodnicząca regionalnej sekcji oświaty NSZZ „Solidarność”, przypomina, że związek wielokrotnie zgłaszał uwagi do programu, które zostały zignorowane przez resort.
– Jesienią była klęska minister Barbary Nowackiej. Skierowaliśmy wiele poprawek, pod petycjami podpisały się dziesiątki tysięcy osób, ale minister nie chciała słuchać – komentuje Rzeszewska. – W programie, obok treści pozytywnych, zawarto elementy kontrowersyjne: seksualizację młodzieży, teorie o tożsamości płciowej czy tezy o chorobach psychicznych wynikających ze zmian klimatu. To są treści lewicowo-ideologiczne, które budzą sprzeciw nie tylko duchownych, ale przede wszystkim opiekunów prawnych dzieci.
Nauczyciele zauważają również, że 90% potrzebnej wiedzy przekazywano dotąd na zajęciach Wychowania do Życia w Rodzinie (WDŻ), które funkcjonowały od ćwierćwiecza. Zastąpienie sprawdzonego formatu nowym, obowiązkowym tworem, budzi obawy o chaos organizacyjny i dalszą polaryzację środowiska szkolnego.
Decyzja o wprowadzeniu edukacji zdrowotnej jako przedmiotu obowiązkowego od nowego roku szkolnego wydaje się być przesądzona, mimo fatalnych wyników pilotażu na ścianie wschodniej. Resort edukacji stoi na stanowisku, że wiedza o zdrowiu psychicznym i profilaktyce jest niezbędna, jednak pominięcie modułu seksualnego w wersji nieobowiązkowej nie uspokoiło nastrojów na Podlasiu.
Dla mieszkańców regionu kluczowym problemem pozostaje fakt, że przedmiot, który został masowo odrzucony jako propozycja dobrowolna, teraz zostanie narzucony odgórnie. Czy obowiązek i ocena na świadectwie sprawią, że uczniowie faktycznie wyniosą z tych lekcji pożyteczną wiedzę? Na razie w podlaskich szkołach dominuje poczucie naruszania autonomii rodziny. Jak podsumowuje pani Maria:
„Może pora skończyć eksperymenty ideologiczne i zacząć uczyć tego, co naprawdę przydaje się w dorosłym życiu”.
Ostateczną decyzję ministerstwa poznamy już niebawem, ale jedno jest pewne – podlaskie szkoły będą uważnie patrzeć na ręce autorom nowej podstawy programowej.
Przemysław Sarosiek
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze