Sezon wizyt duszpasterskich w Białymstoku ruszył na dobre, a wraz z nim powróciły dyskusje o tym, jak powinna wyglądać tradycyjna „kolęda”. W tym roku niektóre białostockie parafie postanowiły uciąć wszelkie niedomówienia, publikując szczegółowe, a momentami kontrowersyjne instrukcje dla wiernych. Głośnym echem odbiły się zwłaszcza komunikaty z parafii pw. św. Wojciecha oraz Bazyliki mniejszej św. Rocha. O niektórych zaleceniach napisały ironicznie ogólnopolskie portale.
Duchowni z białostockiej parafii św. Wojciecha w komunikacie przedstawionym w mediach społecznościowych postawili sprawę jasno. Napisali, że kolęda to nie jest zwykłe spotkanie towarzyskie, lecz akt publicznego wyznania wiary. W opublikowanych zaleceniach czytamy, że domownicy powinni czekać na kapłana w strojach wizytowych. Co więcej, parafia kategorycznie odniosła się do kwestii domowego obuwia.
„O ile jest to możliwe, niech będą obecni w domu wszyscy domownicy, oczywiście w stroju wizytowym i w obuwiu, a nie w kapciach. Jeśli domownicy przyjmują na boso kapłana, jest to wyraz najwyższej pogardy – grzmi komunikat parafii.
Reklama
Księża apelują również, by nie pozwalać młodzieży na wychodzenie w tym czasie na basen czy naukę języków, podkreślając, że wizyta zdarza się tylko raz w roku.
Częstym problemem, na który wskazują duszpasterze, jest brak podstawowych przedmiotów religijnych. Parafia św. Wojciecha przypomina, że księża nie będą już nosić ze sobą wody święconej ani kropideł. Na stole przykrytym białym obrusem obowiązkowo powinny znaleźć się: krzyż, dwie świece, kropidło oraz miseczka z wodą święconą. Wspominają też, że na stole powinna się też znaleźć Biblia. Duchowni wytykają rodzinom notoryczne pożyczanie tych przedmiotów od sąsiadów tuż przed wejściem księdza.
Z kolei w Bazylice św. Rocha z kolei przypomniano o tradycji wychodzenia po kapłana. Mieszkańcy domów jednorodzinnych powinni osobiście otwierać drzwi, a po zakończonej wizycie – odprowadzić duchownego do sąsiada. Ma to być wyraz szacunku dla duszpasterza i podtrzymanie lokalnej tradycji.
Ważnym punktem wytycznych jest obecność zwierząt domowych. Parafia św. Wojciecha sugeruje, by psy były zamknięte w osobnych pomieszczeniach.
Pies, który dotyka łapami komży księdza, nie jest wyrazem powitania, lecz wyrazem niedbalstwa ze strony gospodarzy – czytamy w komunikacie.
Reklama
Jeśli chodzi o ofiary, parafia św. Rocha jasno precyzuje ich przeznaczenie. Środki składane podczas kolędy dzielą się na dobrowolne ofiary na remont kościoła (zapisywane w kartotece) oraz tzw. „kolędę”, która jest własnością kapłana. Wierni proszeni są o jasne określenie celu składanej kwoty. Choć zwyczajowo do koperty wkłada się od 50 do 200 zł, duchowni przypominają, że ofiara powinna być uzależniona od zamożności rodziny.
Dla wielu najbardziej kontrowersyjny okazał się fragment dotyczący rezygnacji z wizyty. Według komunikatu parafii św. Wojciecha, odmówienie przyjęcia kapłana jest traktowane jako brak identyfikacji z Kościołem. Może to skutkować problemami w przyszłości, ponieważ – jak zaznaczono – jest to „wyrażenie zgody na odmówienie też jakiejkolwiek posługi duszpasterskiej”. Duchowni przypominają, że przyjęcie księdza po kolędzie jest odnotowywane w kartotece parafialnej, która z kolei sprawdzana jest, gdy wierni w swojej parafii chcą odebrać jakiś dokument lub załatwić sprawę posługi religijnej.
Wedle deklaracji duchownych zalecenia te mają na celu uniknięcie nieporozumień, jednak wśród internautów i mieszkańców Białegostoku wywołały burzliwą debatę na temat granic między tradycją a wymogami, jakie Kościół stawia współczesnym wiernym.
A co Wy sądzicie na ten temat?
Przemysław Sarosiek
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze