Reklama

Schrony: Podlaskie powoli budzi się z letargu obrony cywilnej, a Białystok liczy na Miłosierdzie Boskie?

Białystok od lat dumnie nosi miano Miasta Miłosierdzia nadanego dzięki kultowi św. Faustyny i błogosławionego ks. Sopoćki. I choć duchowe wsparcie jest cenne, w dobie rosnącego napięcia geopolitycznego, patrzenie z nadzieją wyłącznie w niebo może nie wystarczyć. Żyjemy w specyficznym miejscu – tuż przy granicy z nieprzyjazną Białorusią, niedaleko od Królewca i w cieniu toczącej się na Ukrainie krwawej wojny. Tymczasem statystyki dotyczące bezpieczeństwa cywilnego w naszym regionie budzą grozę i gniew. Nadal brak dobrych wieści dla poczucia spokoju mieszkańców, choć są miasta, w których to ulega poprawie. Niestety nie w stolicy województwa.

Raport NIK jak zimny prysznic

Warto przypomnieć miażdżący raport Najwyższej Izby Kontroli z 2023 roku. Obraz, jaki się z niego wyłaniał, był katastrofalny: Polska jako państwo nie posiadała spójnego systemu obrony cywilnej, a liczba schronów była śmiesznie mała w stosunku do populacji. Białystok był niechlubnym przykładem jak źle wygląda sytuacja i wśród wielkich miast znajdował się wśród punktów, gdzie z bezpieczeństwem mieszkańców jest najgorzej w kraju. O tym co się dzieje pisaliśmy TUTAJ 

Obecnie w stolicy Podlasia mamy 182 budowle ochronne, które mogą pomieścić około 18 tysięcy osób. Brzmi solidnie? Tylko do momentu, gdy uświadomimy sobie, że to zaledwie 6,5% mieszkańców. Pozostałe 93,5% białostoczan w razie realnego zagrożenia z powietrza musiałoby liczyć na wspomniane wyżej miłosierdzie lub własną inwencję w piwnicach bloków z wielkiej płyty, które ze schronami mają wspólne tylko to, że znajdują się pod ziemią.

Reklama

Suwałki dają przykład, Białystok "modernizuje"

Podczas gdy Białystok dopiero zleca ekspertyzy techniczne dla 22 obiektów (co i tak jest postępem po latach zaniedbań), inne miasta w regionie zaczynają działać bardziej nieszablonowo. Ciekawy sygnał płynie z Suwałk. Prezydent Czesław Renkiewicz ogłosił, że stara, nieczynna pływalnia przy ul. Wojska Polskiego zostanie zamieniona w schron dla 500 osób.

Inwestycja warta kilkanaście milionów złotych (planowana na 2028 rok) to przykład budownictwa dualnego: na co dzień będą tam trenować kluby sportów walki, a w podpiwniczeniu powstanie nowoczesny magazyn obrony cywilnej i miejsce schronienia. Suwałki, leżące w samym sercu newralgicznego Przesmyku Suwalskiego, nie mają złudzeń – tam bezpieczeństwo musi być namacalne, a nie tylko teoretyczne. Suwałki planują też remont schronu pod byłą strażą pożarną na osiedlu Północ.

Reklama

W Białymstoku jaskółką zmian jest nowo powstający żłobek przy ul. Kawaleryjskiej, który jako jedna z nielicznych nowych inwestycji publicznych, jest projektowany z uwzględnieniem ukryć kategorii I. Problem w tym, że według nieoficjalnych informacji w ramach szukania oszczędności magistrat zdecydował się znacznie ograniczyć zakres tych zabezpieczeń. Jak bardzo? Tego jeszcze nie wiadomo - zwróciliśmy się z pytaniem do władz miasta, ale na razie odpowiedzi brak. 

Pozytywne przykłady z Polski: Chorzów i Kalisz

Na tle kraju widać, że idą potężne pieniądze, choć wciąż kropla w morzu potrzeb. W Chorzowie powstanie pierwszy od dekad tak duży schron przy szpitalu specjalistycznym, który pomieści 900 osób i będzie wyposażony w agregaty oraz infrastrukturę dla pacjentów leżących. Kalisz z kolei otrzymał 8 mln zł na stworzenie punktu ewakuacyjnego i magazynu ochrony ludności.

Reklama

Rząd w 2025 roku planuje przekazać samorządom na obronę cywilną około 5 mld zł (z łącznej puli 16,7 mld zł). Dla Białegostoku wyliczono dotację w wysokości ponad 6 mln zł na lata 2025–2026. Czy to dużo? Za te pieniądze miasto kupi agregaty, stacje uzdatniania wody i koparko-ładowarki. To niezbędny sprzęt, ale za 6 milionów nie zbudujemy sieci nowoczesnych schronów dla 300 tysięcy mieszkańców. To raczej „zestaw przetrwania” niż tarcza ochronna.

Gdzie się schronić? Aplikacja kontra rzeczywistość

Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji uruchomiło serwis i aplikację gdziesieschronic.pl. To nowoczesne narzędzie, które działa offline i pozwala za pomocą kompasu trafić do najbliższego bezpiecznego punktu. W bazie jest 70 tysięcy miejsc w całym kraju.

Reklama

Problem polega jednak na czymś innym: braku powszechnej wiedzy i planów ewakuacji. Większość białostoczan nie ma pojęcia, gdzie jest ich najbliższy schron (często to po prostu piwnica w sąsiedniej szkole), ani co mają zrobić, gdy zawyją syreny. Nie ma ogólnodostępnych planów ewakuacji dzielnic, a ćwiczenia z obrony cywilnej dla cywilów są rzadkością większą niż białe kruki. Dodatkowo wiele z tych punktów jest niedostępna, bo... klucze do nich mają zarządcy obiektu, którzy często są poza adresem, gdzie się one znajdują. Część punktów schronienia to lokale prywatne, które również nie zawsze byłyby dostępne dla wszystkich chętnych. A planów działań na rzecz szybkiego udostępnienia tych obiektów i zmiany sytuacji brak. 

Czas na realną odporność

Podlasie, ze względu na swoje położenie, nie może pozwolić sobie na bycie „skansenem bezpieczeństwa”. Sytuacja powoli się zmienia – fundusze płyną, przeglądy trwają, a nowe budynki muszą spełniać normy ochronne. Jednak dopóki schronienie znajdzie tylko co piętnasty z nas, dopóty system będzie dziurawy.

Reklama

Władze miasta muszą zrozumieć, że w strefie przygranicznej obrona cywilna to nie jest „dodatek” do budżetu, ale fundament istnienia miasta. Miłosierdzie jest piękną cnotą, ale w starciu z nowoczesnymi zagrożeniami, lepiej mieć solidny beton nad głową i sprawny agregat w piwnicy. Problem w tym, że na tle działań choćby z Chorzowa, Kalisza czy Suwałk to Białystok - jak wiele innych miejscowości w naszym regionie - nie próbuje zmieniać sytuacji nawet w ograniczonym zakresie.

Nie dość, że podlaskie w 2025 roku z rządu otrzymało wsparcie finansowe wskazujące, że stolica uważa iż w podlaskim nie ma szczególnych zagrożeń, a groźniej jest np. na Dolnym Śląsku czy w Małopolsce (pisaliśmy o tym TUTAJ) to jeszcze brakuje szybkich zmian w tym zakresie. Kupowane są - potrzebne, ale przecież nie w ramach środków na obronność - wozy strażackie, mobilne punkty uzdatniania wody itp., ale nie są budowane miejsca pozwalające zapewnić bezpieczeństwo podczas zagrożenia. Nie, nie chodzi tu o bombardowanie, ale nawet w przypadku nalotów dronów czy balonów podlasianie ani nie mają gdzie się schronić, ani nie wiedzą jak to zrobić! A takie zdarzenia mieliśmy często w 2025. A i w 2026 roku się zdarzania.

Reklama

Na domiar złego brak jest zabezpieczeń nawet na wypadek mniej spektakularnych zagrożeń jak choćby ostrzał karabinowy lub z broni maszynowej. Domy, mieszkania, budynki publiczne nie mają żadnych pomieszczeń, gdzie można się schronić i doczekać nadejścia pomocy służb mundurowych. W Białymstoku w zasadzie nie ma żadnego dostępnego safe roomu.

Tak zwany "bezpieczny pokój" (safe room/panic room) to miejsce chroniące przed ostrzałem. To wzmocnione pomieszczenie, zazwyczaj zlokalizowane wewnątrz domu (budynku) zaprojektowane w celu zapewnienia schronienia podczas ataków. Kluczowe elementy to ściany zabezpieczające przed działaniem strzelającego i solidne drzwi antywłamaniowe zamykane od wewnątrz, brak okien oraz niezależna wentylacja. Oferuje ochronę przed bronią palną, odłamkami i terroryzmem.  Takie pomieszczanie powinny być obowiązkowe w placówkach edukacyjnych, szpitalach, budynkach publicznych. Z wiedzy redakcji - poza miejscem, gdzie działają służby mundurowe (Policja, Straż Graniczna, wojsko, WOT) takich punktów w podlaskiem nie ma prawie wcale. 

Reklama

Przemysław Sarosiek

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 29/01/2026 06:58
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo ddb24.pl




Reklama