Jagiellonia Białystok powróciła na fotel wicelidera PKO BP Ekstraklasy po efektownym zwycięstwie 3:0 nad Arką Gdynia. Tyle, że poza przełamaniem żółto-czerwonych i rekordem Jesusa Imaza wypłynęła sprawa tajemniczej absencji Bartłomieja Wdowika. Podstawowy dotąd żołnierz Adriana Siemieńca drugi mecz z rzędu przesiedział w całości na ławce rezerwowych. Trener zapytany o to odparł dość tajemniczo czym rzucił nowe światło na sytuację jednego z kluczowych ogniw „Dumy Podlasia”. Czy w walce o mistrzostwo Polski i europejskie puchary w Jadze górę bierze twarda, finansowa matematyka?
Sytuacja Bartłomieja Wdowika jest... dziwna. 25-letni lewy obrońca w sezonie 2025/26 był dotąd nie do zastąpienia. Rozegrał aż 41 spotkań we wszystkich rozgrywkach, będąc motorem napędowym akcji ofensywnych i „królem stałych fragmentów gry”. Miał lepsze i gorsze występy, ale Adrian Siemieniec stawiał na niego bardzo konsekwentnie. W ostatnich dwóch kluczowych starciach – z Koroną Kielce oraz Arką Gdynia – nie pojawił się na boisku nawet na minutę.
Brak Wdowika w wyjściowej jedenastce, a nawet w roli zmiennika wywołał falę spekulacji. Kibice i dziennikarze zaczęli zastanawiać się, czy za nagłą absencją stoi uraz czy może spadek formy. Szybko jednak okazało się, że piłkarz jest w pełni sił, co potwierdziło jego nazwisko w kadrze meczowej. W mediach społecznościowych zaczęła krążyć teoria, że powodem odsunięcia zawodnika od gry nie są kwestie czysto piłkarskie, lecz skomplikowane zapisy w umowie jego wypożyczenia z portugalskiego SC Braga.
Kulminacyjnym momentem spekulacji była pomeczowa konferencja prasowa w Gdyni. Adrian Siemieniec, zazwyczaj ważący słowa i unikający kontrowersji stanął przed pytaniem, na które nie dało się odpowiedzieć prosto . Gdy dziennikarze wprost zapytali o klauzulę zmuszającą klub do wykupu Wdowika po rozegraniu określonej liczby minut, trener Jagiellonii odpowiedział w sposób, który wielu uznało za nieoficjalne potwierdzenie tych domysłów.
– Dobre pytanie, szach-mat. Nie mogę powiedzieć „nie”, bo bym skłamał w tym momencie, ale też nie chcę odpowiedzieć tylko „tak”, bo musiałbym podać szczegóły. Myślę, że odniesiemy się do tego. Może ja jako trener, kiedy będzie sposobność, może przed następnym meczem albo po następnym meczu, albo w tygodniu jako klub. Nie mogę powiedzieć, że nie ma w tym ziarenka prawdy, ale jak to wygląda od strony szczegółów, nie jestem w tym momencie gotowy na oficjalną komunikację. To musi być nasze wspólne stanowisko, ale odniesiemy się do tego, mogę obiecać – przyznał Adrian Siemieniec.
Wypowiedź obiegła media i wywołała spekulacje o treść zasad wypożyczenia zawodnika z SC Braga. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że są w niej zapisy ograniczające liczbę minut, w których zawodnik może wystąpić w Jagiellonii bez dodatkowych finansowych konsekwencji dla białostockiego klubu. A klub ciągle bardzo uważnie wydaje pieniądze na transfery utrzymując status miejsca, gdzie każde euro (lub złotówkę) przed wydaniem ogląda się z kilku stron.
O co dokładnie chodzi w sporze o minuty Wdowika? Historia transferowa obrońcy jest kręta. Latem 2024 roku, po historycznym mistrzostwie Jagiellonii, Wdowik został sprzedany do SC Braga za nieco ponad 1,5 miliona euro. W Portugalii nie zdołał się przebić, co skutkowało wypożyczeniem do niemieckiego Hannoveru 96. Po roku spędzonym na zapleczu Bundesligi, zawodnik zdecydował się na powrót do Białegostoku, gdzie jesienią 2025 roku znów stał się wiodącą postacią. Zawodnik bardzo chciał wrócić w miejsce, gdzie przeżywał swoje najlepsze chwile, a Jagiellonia przed pucharowymi grami potrzebowała zawodnika, którego plusy i minusy były jej znane. Dlatego Braga i Jaga dogadały się dość szybko.
Zapisy w umowach wypożyczeń często zawierają tzw. „obligatoryjny wykup”. Według nieoficjalnych informacji tak było i tym razem: znalazły się tam limity minut, które miały zobowiązywać Jagę do zapłaty za transfer Wdowika dużej kwoty. Nieoficjalnie mowa o kwocie w okolicach 1,5 miliona euro. Dla Jagi byłaby de facto zwrot kwoty, za którą go sprzedała do Bragi. I ta klauzula weszłaby w życie jeśli Wdowik przekroczy ustalony limit czasowy na boisku. Dla klubu z Podlasia, mimo ambicji sportowych, wydatek rzędu 6-7 milionów złotych na jednego zawodnika w jednym oknie transferowym to ogromne obciążenie budżetowe, które wymaga starannej analizy finansowej. To co latem 2025 było akceptowalne, wiosną 2026 nie jest już tak oczywiste.
Bo w Jagiellonii sprawa minut Wdowika nie jest zaskoczeniem. Rozmowy między klubami toczą się od wielu miesięcy, a na Jurowieckiej od dość dawna wiedziano o tym, że limit minut kiedyś zostanie przekroczony. Tyle, że Wdowik z różnych powodów (kontuzje, wahania formy innych graczy, potrzeby taktyczne) był niezbędny na boisku i korzystano z jego usług do granic możliwości.
Warto jednak zauważyć, że Siemieniec stawia coraz odważniej na innego obrońcę: to Guilherme Montóia. Dwudziestodwulatek z Portugalii poczyna sobie wiosną naprawdę dobrze i jest związany z Jagiellonią na stałe. Jest więc realną alternatywą na boku obrony, a sztab szkoleniowy nabrał do niego zaufania. Nie można więc powiedzieć, że Jagiellonia ma nóż na gardle i musi przyjąć twarde warunki Bragi. A przeciągające się rozmowy dowodzą, że klub z Portugalii nie jest skłonny do ustępstw ani w zakresie zwiększenia limitu minut ani do zmniejszenia odstępnego. I to wydaje się być przyczyną pata.
Nie jest tajemnicą, że Braga nie ma pomysłu, jak skorzystać z usług obrońcy po zakończeniu kontraktu, więc w Portugalii nikt nie zamierza go siłą zatrzymywać ani stwarzać problemów. Brak pozytywnej reakcji Bragi i przedłużające się rozmowy mogą być taktyką negocjacyjną ze strony tego klubu próbująca zmusić żółto-czerwonych i ich dyrektora Łukasza Masłowskiego do ustępstw i zapłacenia dużej kwoty odstępnego. Pytaniem otwartym jest czy więc Wdowik wart jest kwoty 1,5 mln euro (na tyle wycenia go portal transfermakt). No i czy Duma Podlasia nie ma już planów innych transferów, na które chce przeznaczyć pieniądze mając świadomość, że Wdowik po powrocie do Bragi może być do odzyskania za znacznie mniejsze pieniądze. Zwłaszcza, że - jak pisałem - Braga nie ma planów wobec tego gracza.
Czy na grze Wdowika w tym sezonie postawiono już krzyżyk? Nie jest to oczywiste: Braga jest alarmowana przez agenta piłkarza (Mariusz Piekarski), że wartość zawodnika nie wystawianego spadnie znacząco. Limit minut Wdowika w Jagiellonii dopuszczonych w kontrakcie ponoć też jeszcze nie wynosi zero. Tyle, że jeżeli Braga chce wytransferować Bartka w najbliższym okienku (niezależnie od tego czy do Jagiellonii czy też gdzie indziej) to działacze z Portugalii mają świadomość, że Wdowik powinien grać regularnie. Inaczej padną ofiarą własnej chytrości. Jagiellonia z pewnością chce mieć możliwość korzystania z Wdowika, ale nie kosztem zablokowania przyszłych transferów. Zwłaszcza, że nie musi... Wszak Montoia radzi sobie więcej niż przyzwoicie.
Bartłomiej Wdowik w Białymstoku ma status gracza szczególnego. To tutaj przeżywał swoje najpiękniejsze chwile. Kibice pamiętają jego precyzyjne rzuty wolne, które miały wpływ na wywalczenie tytułu mistrzowskiego w 2024 roku. Wdowikowi wyjazd nie przyniósł tego czego oczekiwał i nie ukrywał w wywiadach, że powrót do Jagiellonii w 2025 roku traktuje jako szansę na odzyskanie radości z gry i powrót do reprezentacyjnej formy.
Początek Wdowiak w Jagiellonii nie zachwycał: wielu graczy krytykowało jego postawę w pierwszych spotkaniach. Pisano, że jest cieniem samego siebie sprzed lat. Cieszył się jednak zaufaniem Siemieńca, który włożył wiele serca i cierpliwości w odbudowę jego formy. Regularna gra zaprocentowała: Wdowik znów zaczął błyszczeć. Nie odzyskał wprawdzie jeszcze swojej formy z mistrzowskiego sezonu, ale w defensywie stał się jednym z najsolidniejszych postaci w kadrze Siemieńca. Jego obecna sytuacja jest więc o tyle trudna, że zawodnik jest dobrej formie, a jego absencja wynika z czynników pozasportowych. Sam piłkarz wielokrotnie podkreślał, że w Białymstoku czuje się jak w domu i to tutaj chce walczyć o najwyższe cele. A Jagiellonia ma tego świadomość i również znajdzie miejsce dla tego gracza u siebie. Tyle, że nie za wszelką cenę i to trzeba zrozumieć. Jaga dlatego zasłużenie ma opinię klubu mądrze zarządzającego finansami, który wyszedł z problemów sprzed kilku lat dlatego, że mądrze gospodaruje kasą.
Opisana sytuacja wymusiła na Adrianie Siemieńcu dużo większe roszady w defensywie, które – przynajmniej w meczu z Arką – przyniosły zamierzony skutek. Do składu wrócił Yuki Kobayashi (za Andy Pelmarda), który od połowy marca rzadko podnosił się z ławki rezerwowych. Japończyk regularnie grał w rezerwach, gdzie prezentował się bardzo solidnie. Trener bronił swojej decyzji, wskazując na potrzebę powrotu do „fundamentów gry” i budowania akcji od tyłu, w czym japoński stoper czuje się znakomicie. Tak jak pisaliśmy dobrze poczyna sobie Montoia.
Jagiellonia w Gdyni wygrała 3:0, ale statystyka goli oczekiwanych (xG) Arki wyniosła aż 2,89. To pokazuje nie tylko potencjał ofensywny ekipy z Pomorza, ale i to, że defensywa „Dumy Podlasia” nie jest aż takim monolitem jak wskazuje wynik. Jaga miała sporo szczęścia i genialnego w tym meczu Sławomira Abramowicza. No i jeszcze jedna kwestia: brak Wdowika na lewej stronie obrony to nie tylko strata w defensywie, ale także brak jednego z głównych kreatorów w fazie ataku. Z drugiej strony - czy nieobecność Wdowika w defensywie zostawiła takie dziury, że Arka mogła przez nie strzelać? I czy na Górnika to wystarczy?
Przed Jagiellonią Białystok absolutnie kluczowe pięć kolejek. Walka o mistrzostwo Polski z Lechem Poznań oraz innymi pretendentami wchodzi w decydującą fazę. Stawka jest gigantyczna – nie tylko historyczny triumf, ale także prawo gry w eliminacjach Ligi Mistrzów lub innych europejskich pucharów, co wiąże się z ogromnymi wpływami do klubowej kasy.
Patrząc neutralnie na zaistniałą sytuację, można wyobrazić sobie Jagiellonię w tych najważniejszych meczach sezonu bez Bartłomieja Wdowika, choć to zawodnik, który nie tylko jednym uderzeniem z rzutu wolnego może rozstrzygnąć losy spotkania, ale daje gwarancję solidności defensywy i dyscypliny w szykach obronnych. Druga strona medalu to fakt, że droga na skróty (wykup za proponowaną cenę od Bragi) jest zupełnie niezgodna ze długofalową strategią Jagiellonii. Trzeba pamiętać, że niezła sytuacja finansowa Jagi to efekt odpowiedzialnego wydawania pieniędzy przez osoby zarządzające finansami. Nic dziwnego, że klub ostrożnie podchodzi to takich zobowiązań jak obowiązkowy wykup zawodnika za 1,5 miliona. Zwłaszcza, że żółto-czerwoni mają świadomość, że ściągnięcie Wdowika na dłużej, byłoby możliwe w wersji bardziej ekonomicznie przystępnej niż w tej chwili.
Czy Jagiellonia znajdzie sposób, by obejść limity czasowe lub wynegocjować nowe warunki z Bragą? Odpowiedź na to pytanie poznamy niebawem. Nie wszystko jednak zależy od żółto-czerwonych. Na razie Adrian Siemieniec będzie musiał lawirować między koniecznością wygrywania kolejnych spotkań i ograniczeniami kontraktowymi i dokładnie liczyć topniejący limit minut Wdowika. Na szczęście Jaga ma możliwości manewru.
Przemysław Sarosiek
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze