Reklama

Uczestnicy: To nie sam marsz był straszny. Najgorsze było potem

Marsz Równości, który przed ponad tygodniem przeszedł ulicami Białegostoku jeszcze przez pewien czas pozostanie przedmiotem dyskusji i publikacji medialnych. Z dwóch powodów: po pierwsze, dość mocnego sprzeciwu mieszkańców miasta wobec haseł głoszonych przez przedstawicieli społeczności LGBT+, po drugie, za sprawą chuligańskich zachowań kontrmanifestantów, którzy nie poprzestali na wyzwiskach, posuwając się do blokad pochodu, rzucania jajkami, kamieniami, butelkami czy ataku na funkcjonariuszy policji. Rozmawialiśmy z kilkoma osobami, które brały udział w paradzie. To białostoczanie i nie homoseksualiści. Stwierdzili, że same agresywne zachowania w stosunku do uczestników marszu nie były tak straszne, jak kolejne dni. Pojawiły się pytania: czy spotkam tych ludzi na ulicy, czy zaatakują, czy poznają mnie i będą chcieli sprowokować konfrontację.

Na wstępie chcemy wyraźnie zaznaczyć, że nie występujemy jako adwokaci którejkolwiek ze stron. Rolą mediów jest nie tylko komentowanie rzeczywistości, ale przede wszystkim przedstawianie punktów widzenia różnych środowisk. W tym tych, z którymi redakcja wcale nie musi się utożsamiać. Taka jest, a przynajmniej powinna być, misja dziennikarska, reporterska, opinii publicznej.

W niedzielę, 28 lipca, w Białymstoku na placu przed Teatrem Dramatycznym im. Aleksandra Węgierki odbyła się demonstracja pod hasłem "Polska przeciw przemocy". To pokłosie wydarzeń sprzed tygodnia, w którym udział wzięli w dużej mierze osoby z innych polskich miast, jak też liderzy trzech lewicowych partii: Wiosny, Razem, SLD. Było spokojnie, bez incydentów. Atmosfera iście piknikowa, kilkusetosobowy tłum. Naprzeciwko pikieta w obronie dzieci nienarodzonych - tam tylko kilkunastu uczestników, z głośników słychać modlitwy.

Reklama

Porozmawialiśmy z ludźmi, białostoczanami, którzy 20 lipca szli w Marszu Równości. Pytaliśmy o odczucia, przemyślenia, ocenę, ale i motywy, dla których wzięli udział w tamtej manifestacji i dlaczego przyszli na zgromadzenie pod teatrem. Podczas tego ostatniego podkreślali spokojną, właściwie sielską atmosferę, zwracali uwagę na uśmiechniętych wokół ludzi. Policja - owszem - była, nawet w sporej liczbie, ale funkcjonariusze trzymali się z boku, stali na ulicach i ścieżkach wokół manifestacji, mało kiedy można było zobaczyć ich w tłumie.

Najgorsze było to, co działo się po sobotnim Marszu Równości, już w niedzielę, kiedy pojechałem odwiedzić syna na obozie harcerskim nad jeziorem. Bałem się, co się stanie, jeśli spotkam tych ludzi (kontrmanifestantów - red.) na plaży. Kiedy zaczną na mnie krzyczeć i powiedzą, że mam "spadać". Zastanawiałem się, co mam zrobić. Czy uciekać przed nimi? Ale gdzie - do lasu? Czy może bić się z nimi? - opowiada Wojciech Koronkiewicz, były radny miejski, obecnie rzecznik prasowy Wiosny w województwie podlaskim, działacz społeczny, także autor publikacji w naszym portalu. - To samo miałem też w poniedziałek. Poszedłem do sklepu i się bałem. Patrzyłem na ludzi, którzy stali w kolejce i nikt nie krzyczał, a ja ciągle się bałem. I wiem, że podobne odczucia mieli też inni. Dzwoniła koleżanka i mówiła, że nie może spać, że boi się wychodzić na ulicę. Te pierwsze dni po marszu były naprawdę straszne, ale powoli dochodzimy do siebie.

Reklama

Koronkiewicz tłumaczy, że gdy padła informacja o przyjeździe do Białegostoku trzech tenorów: Zandberga, Biedronia i Czarzastego, to wiele osób, z którymi szedł w marszu mówiło, że nie chce tego. Stwierdził nawet, że nie interesuje go to, czy wszyscy trzej przyjechali.

- Potem powiedzieliśmy sobie, że dobrze, że musimy się spotykać, nie dajmy się zastraszyć - kontynuuje Wojciech Koronkiewicz.

Zapytany, dlaczego przyszedł na plac pod Dramatycznym, odpowiada bez wahania.

Żeby pokazać, że już się nie boję. Że to wszystko już przerobiłem w sobie. Jeśli ktoś chce tu widzieć politykę, to niech to będzie polityka. Ja tu po prostu widzę swoich znajomych - stwierdza.

Reklama

Przeprowadziliśmy również rozmowy, bez nagrywania, z osobami związanymi m.in. ze stowarzyszeniem Tęczowy Białystok. Ci podkreślali, że sporo ich znajomych nie może dojść do siebie po tym, co działo się w sobotę 20 lipca. Mowa o agresji, jakiej doświadczyli. Dlaczego niektórzy nie poszli później na policję, wydaje się jasne. Podczas postępowania przygotowawczego nie trzeba spotykać sprawcy napaści, ale już po postawieniu mu zarzutów, podejrzany może brać udział w przesłuchaniu świadków, a na sali sądowej spotkanie jest nieuniknione. Faktycznie nie ma co się dziwić, że poszczególne osoby nie chcą takich konfrontacji. Tym bardziej, że oskarżony zapewne skończyłby na wyroku w zawieszeniu. A spotkać go można w ciemnej ulicy.

To spotkanie na placu przed teatrem, tydzień po Marszu Równości - mówi Grzegorz Janoszka, działacz partii Razem - jest po to, żeby wyrazić solidarność z osobami, które były na tym marszu, które ucierpiały od przemocy werbalnej, fizycznej.

Reklama

Janoszka przyznaje, że oberwało się jego znajomym. Przynajmniej kilkanaście osób z tego grona zostało w jakiś sposób poszkodowanych.

Ze strony bandytów, podszywających się pod kibiców. Trzeba powiedzieć to wprost: to nie kibice Jagiellonii, a zwykli bandyci - nie owija w bawełnę.

Komentując wczorajszy wiec wyjaśnia, że zorganizowany był on po to, by wyrazić solidarność. Ale też po to - jeśli chodzi o partie polityczne - by osoby środowiska LGBT+ zauważyły, że mają swoją reprezentację polityczną. Jego zdaniem w "pisowsko - peowskim duopolu" nie ma reprezentacji dla osób LGBT+, ich sojuszników i sojuszniczek. Tą reprezentacją ma być lewica.

Reklama

(Piotr Walczak)

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    gość 2019-07-29 13:08:02

    Bidulek.... moze by tak przestał skakać z płatka na płatek. Czerwona zaraza

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Gość - niezalogowany 2019-07-29 14:00:23

    Co to za farmazony, kłamstwo goni kłamstwo. Białostoczanin.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Gość - niezalogowany 2019-07-29 14:09:31

    Po bełkotliwychn i nienawistnych tekstach redaktor Agnieszki (o trudnym nazwisku...), rozsądny głos na DDB. Z jednym zastrzeżenuem: tu nie moźna " nie opowiedzieć się po żadnej ze stron". Albo się jest po stronie bitych i atakowany albo po stronie bandytów. Innej drogi nie ma.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo ddb24.pl




Reklama