Reklama

W styczniu marszałek obiecał 6 milionów. Połowa marca: puste obietnice, puste konta, brak wypłat z klubów

Mamy już połowę marca, a podlaskie kluby żyją na kredyt. O ile część podpisała już umowy (i otrzymała) środki z samorządów gmin i powiatów to w samorządzie wojewódzkim konkurs na dotacje zostaje ciągle nie rozstrzygnięty. Zaczął się w połowie stycznia, zakończył 6 lutego, a do podziału było prawie 6 milionów. I nadal nie znane są jego rezultaty. Tymczasem wicemarszałek Marek Malinowski odpowiedzialny w zarządzie województwa podlaskiego za sport głównie lansuje się na zdjęciach ze sportowcami, szczerzy w uśmiechu i wygłasza drętwe przemówienia na uroczystościach. A podległe mu departamenty na próżno czekają na jego decyzję w sprawie rozstrzygnięć konkursu.

Nie dość, że późno to nic nie wiadomo

W poprzednich latach konkursy sportowe rozstrzygano w styczniu, a czasem w lutym. Wprawdzie uroczyste podpisywanie umów i uruchamiania środków odbywało się nawet w kwietniu, ale wszyscy zainteresowani wiedzieli na jakie środki mogą liczyć. W tym roku jest inaczej: wiele klubów uczestniczących w sportach zimowych zakończyło już sezon. Inne - w sportach halowych - powoli kończą rozgrywki lub szykują się do fazy play-off. A na kontach pusto, choć samorządy powiatowe i gminne podzieliły już dotacje, podpisały umowy, a nierzadko przelały nawet pieniądze dla klubów na zadania. 

- To nie tak, że nasze istnienie zależy od przelewów z urzędu marszałkowskiego, ale brak wiedzy ile i kiedy dostaniemy dotacji jest paraliżujący. Bo  jak planować cokolwiek i terminowo regulować rachunki jak nie wiadomo na ile możemy liczyć? Od kilku tygodni codziennie zaglądamy na stronę urzędu, na pocztę mailową i do witkaca (program do wnioskowania o dotacja). I nic! Dzwonimy do departamentu odpowiedzialnego za sport, i słyszymy nieoficjalnie, że konkurs nierozstrzygnięty i ciągle czekają na decyzję marszałka Malinowskiego. A pieniądze z samorządu województwa to ponad jedna trzecia naszego budżetu - mówili nam anonimowo działacze z  podlaskich klubów. 

Reklama

Dlaczego mówią anonimowo? Bo to nie jest tajemnica, że wicemarszałek Malinowski jest mocno drażliwy na swoim punkcie. Ten były polityk PiS (wybrany z list tej partii do Sejmiku już miesiąc po wyborach wsparł koalicję Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego w zamian za stanowisko wicemarszałka w zarządzie województwa) jest bardzo łasy na pochwały i ma tzw. "parcie na szkło". Chętnie pozuje do zdjęć ze sportowcami i często daje się fotografować na zawodach sportowych. Każdy klub, który chce otrzymać wsparcie wręcza mu pamiątkową koszulkę, dyplom, puchar lub jakiś gadżet klubowy próbując zyskać jego aprobatę. Malinowski bywa do tego stopnia drażliwy na swoim punkcie, że w przeszłości miał pretensje do podległych urzędników, że nie lajkują jego postów. Plotki głoszą, że słyszeli je też niektórzy działacze sportowi. Poza tym Malinowski znany jest też z wyjątkowo nudnych i drętwych przemówień o wszystkim i o niczym, w których głównie wychwala sam siebie. Za kadencji rządów PiS odpowiadał za służbę zdrowia, sport i turystykę. W obecnym za drogi, WORD-y i znów za sport i turystykę.    

Pieniądze z marszałkowa - ważna pozycja 

Pieniądze z samorządu są dla klubów ważną pozycją. Dla wielu podlaskich zespołów grających na szczeblu centralnym stanowią ponad połowę budżetu, a niekiedy nawet więcej. Środki, które klub wydaje na transport, wynajem hal, opłaty dla sędziów, stypendia sportowe dla zawodników, pensje trenerów i pracowników klubu, sprzęt sportowy i inne koszty organizacji zawodów (lub startu w nich) zanim do klubu trafią dotacje, pokrywane są z pieniędzy pochodzących z innych źródeł (sponsorzy, składki rodziców sportowców). Organizacje sportowe starają się też pieniądze z różnych konkursów organizowanych przez resort sportu i rozmaite fundacje ale te przyznawane są one zazwyczaj na jakiś turniej "ekstra" lub specjalne zajęcia. Normalne rozgrywki i treningi są opłacane w lwiej części ze środków pochodzących od samorządów więc świadomość ile otrzymają kluby są podstawą przy konstruowaniu budżetu. 

Reklama

- Płatności części faktur za wynajem obiektów sportowych, ochronę, transmisje z meczów czy przewóz na zawody udało się przesunąć na później, ale przecież nie da się tego robić w nieskończoność. Co roku wiemy, że pieniądze z samorządów przyjdą późno i bierzemy to pod uwagę, ale prawie cały kwartał to trochę długo. Musimy regulować opłaty kontraktowe dla sportowców, płacić podatki i jakoś funkcjonować. Opłaty od sponsorów i reklamodawców nie wystarczają. Chwała Bogu, że nasz sponsor zgodził się zapłacić z góry wsparcie przewidziane na pół roku, bo bym końca z końcem nie związał. Nie sypiam po nocach, bo nie wiem kiedy i co dostaniemy - mówi smętnie prezes innego dużego podlaskiego klubu w sportach zespołowych.

Nerwowość w środowisku sportowym wzrasta, bo mamy już połowę marca za pasem, a wszystkie podlaskie kluby sportowe wciąż żyją na kredyt. Choć Zarząd Województwa w styczniu szumnie ogłosił przekazanie niemal 6 milionów złotych na upowszechnianie kultury fizycznej, kasa świeci pustkami. Sporty zimowe zdążyły zakończyć sezon bez złotówki wsparcia, ligi halowe są na finiszu, a prezesi klubów rwią włosy z głów. Tymczasem wicemarszałek Marek Malinowski, odpowiedzialny za ten stan rzeczy, zdaje się bardziej zajęty „lajkami” na Facebooku niż realną pracą.

Reklama

21 lutego umowy podpisano z dwoma największymi klubami sportowymi: Jagiellonią Białystok i Ślepskiem Suwałki, które dostały po milionie złotych. Na zdjęciach z tej uroczystości byli trzej członkowie zarządu (z Malinowskim trzymającym wielki czek), posłowie PO (Niedźwiecki i Truskolaski), działacze sportowi. Tyle, że cała reszta czeka na decyzje i uchwałę zarządu.  

- Wicemarszałek Malinowski, odpowiedzialny za sport w regionie, zdaje się bardziej zainteresowany budowaniem własnego wizerunku w mediach społecznościowych nić tym, żeby zająć się tematem. W urzędzie marszałkowskim usłyszałem, że ma ksywę "Dojutrek", bo decyzje w sprawach odkłada ciągle na później - to głos innego działacza sportowego odwiedzającego często Urząd Marszałkowski. 

Reklama

Sezon skończony, portfele puste

Jeszcze przed 2025 rokiem standardem był podział środków w styczniu lub najpóźniej w lutym. Pozwalało to prezesom klubów (dotacje też dostawały dziesiątki małych klubów z województwa grających w III i IV lidze oraz w ligach wojewódzkich i okręgowych). One nadal nie wiedzą czy - i w jakiej wysokości - mogą liczyć na pomoc. A dla nich wiadomość o tych dotacja bywa jeszcze bardziej kluczowa niż dla profesjonalnych drużyn z lig ogólnopolskich. Plotkuje się, że na tyle ważna, że rok temu poparcie marszałka Łukasza Prokoryma dla jednego z działaczy piłkarskich miała kluczowe znaczenie w wyborach w lokalnym związku piłkarskim. 

Reklama

- Nieoficjalnie słyszeliśmy, że jeżeli wesprzemy kontrkandydata to z dotacji albo będą nici albo będzie ona dużo mniejsza. Nic dziwnego, że w wyborach ostatecznie wystartował jeden kandydat - ten poparty przez marszałka. Rywal nie zebrał wystarczającego poparcia do zgłoszenia na prezesa  - mówi jeden z działaczy klubu piłkarskiego. 

Biurokratyczne bagno i problemy finansowe

Opóźnienia w przekazywaniu środków to nie tylko problem techniczny. To przede wszystkim brak odpowiedzialności za regionalną kulturę fizyczną. Kluby, zamiast skupiać się na treningach, walczą o przetrwanie, szukając alternatywnych źródeł finansowania, by opłacić autokary. Kluby od wielu lat dobijały się o wcześniejsze decyzje w sprawie podziału dotacji na sport i w poprzedniej kadencji kilkakrotnie ich głos przebijał się do decydentów. W obecnej kadencji już kolejny rok termin podziału dotacji jest przesuwany niemal na koniec pierwszego kwartału. 

Reklama

Ogłoszenie konkursu na 6 milionów złotych i wydłużenie weryfikacji prostych przecież wniosków na wiele tygodni to klasyczny przykład biurokracji, która zabija pasję. Bo choć wydatki na sport w budżecie województwa to kilkanaście milionów złotych, ale co z tego, skoro pieniądze te nie pracują wtedy, gdy są najbardziej potrzebne? Wicemarszałek Malinowski musi zrozumieć, że sportu nie uprawia się na Facebooku. Działacze z małych miast i miasteczek nie zapłacą za paliwo do busów "polubieniami" pod postem marszałka. Jeśli środki nie zostaną natychmiast odblokowane, podlaski sport czekają  kłopoty, za którą pełną odpowiedzialność poniesie Marek Malinowski. Tak przynajmniej twierdzą niemal wszyscy nasi rozmówcy. 

Dla wielu dyscyplin pieniądze, które wpłyną np. w kwietniu mogą być przysłowiową „musztardą po obiedzie”. Sportowcy uprawiający sporty zimowe już dawno schowali sprzęt do magazynów. Zespoły siatkarskie, koszykarskie czy piłki ręcznej kończą właśnie fazy zasadnicze i przygotowują się do play-offów. Cały ten wysiłek – dojazdy na mecze, wynagrodzenia sędziów, wynajem hal – odbywał się na kredyt i z prywatnych kieszeni sponsorów i pokrywany z oszczędności. 

Reklama

Środowisko sportowe nie gryzie się w język: to Malinowski jest wskazywany jako główny winowajca paraliżu decyzyjnego.

– Pan wicemarszałek uwielbia lansować się na naszych imprezach, ogrzewać w blasku sukcesów naszych dzieciaków i pokazywać, jak to rzekomo wspiera sport. Narzeka na poprzedni zarząd i podkreśla jak teraz jest  świetnie. Ale kiedy trzeba dopilnować terminów i zakończyć konkurs nie dzieje się nic – mówi nam anonimowo prezes innego podlaskiego klubu.

A jak to jest gdzie indziej? 

W innych województwach konkursy zostały już rozstrzygnięte. W Wielkopolsce konkurs rozstrzygnięto już w styczniu, a pieniądze są już dawno na kontach klubów. Podobnie jest na Dolnym Śląsku, w Małopolsce i na Mazowszu. Na Lubelszczyźnie trwa obecnie kompletowanie dokumentów do podpisania umów i dopinanie szczegółów. W Białymstoku, Łomży i w Suwałkach dotacje są już dawno podzielone i część środków została już przekazania na pokrycie rachunków przygotowań do sezonu lub udziału w rozgrywkach. 

Reklama

A w województwie podlaskiem? Wicemarszałek dokonał rozdziału departamentu odpowiedzialnego za środki na sport (dotąd łączył on sprawy turystyki i sportu)  na dwie odrębne komórki. W tej sportowej nie ma dyrektora (jego obowiązki pełni urzędnik od lat odpowiedzialny za współpracę z klubami sportowymi). A w  centrum tego organizacyjnego chaosu stoi wicemarszałek Marek Malinowski. Każdy, kto śledzi media społecznościowe polityka, może odnieść wrażenie, że sport w regionie kwitnie. Profil wicemarszałka kipi od zdjęć z pucharami, uścisków dłoni ze sportowcami i „promowania kultury fizycznej” podczas uroczystych gali. Problem w tym, że za szerokim uśmiechem do obiektywu nie idą żadne konkretne działania administracyjne.

Przemysław Sarosiek 

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 13/03/2026 16:01
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo ddb24.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości