Szalone widowisko w Częstoprzy Limanowskiego zakończyło się wielkim zwycięstwem Jagiellonii Białystok. Po zaciętym boju i prawdziwym festiwalu strzeleckim mistrzowie Polski rozbili Raków Częstochowa aż 5:2. Na pomeczowej konferencji prasowej trener Adrian Siemieniec tonował jednak nastroje, wskazując na mankamenty w defensywie. Swój punkt widzenia przedstawili również bohaterowie spotkania oraz wyraźnie podłamany opiekun gospodarzy, Dawid Kroczek.
Szkoleniowiec Żółto-Czerwonych Adrian Siemieniec rozpoczynał konferencję z dużym szacunkiem dla rywala, wyrazami wdzięczności dla kibiców oraz chłodną analizą boiskowych wydarzeń.
— Gratulacje dla drużyny za zwycięstwo i podziękowania dla kibiców, którzy nie wiem, czy zdążyli w ogóle pojechać do domu, czy jechali prosto z Gruzji na kolejny mecz. Bardzo dziękuję im za obecność i doping. Bardzo cieszymy się z tego zwycięstwa, zależało nam na tym. Rozmawialiśmy sobie z drużyną, że przystępujemy do tego spotkania po przegranym poprzednim meczu w lidze z Widzewem, który był dosyć dawno. Bardzo nam zależało na wygranej, jako że przez dwie kolejki pauzowaliśmy i chcieliśmy rozpocząć od trzech punktów ten powrót do rozgrywek Ekstraklasy.
Szkoleniowiec zwrócił uwagę na niewykorzystane okazje z pierwszej połowy oraz kluczową rolę zawodników wchodzących z ławki rezerwowych.
— Wiedzieliśmy, że to będzie trudne spotkanie i takie też było. Jeżeli chodzi o pierwszą połowę i jej zakończenie, to mieliśmy sytuacje, w których mogliśmy zachować się lepiej. Stworzyliśmy tych sytuacji strzeleckich tyle, żeby mieć jeszcze lepszy wynik do przerwy. Co mnie bardzo cieszy, to to, że dostaliśmy fajny impuls od zawodników, którzy wchodzili z ławki. To jest bardzo istotne, szczególnie gdy mamy dużo tych spotkań, gramy co chwilę i ten czas na regenerację jest krótki. Bardzo ważna jest szerokość składu i piłkarze ze sobą rywalizowali, podnosząc jakość, gdy pojawiają się na boisku.
Mimo wysokiej wygranej trener Jagiellonii nie był w pełni usatysfakcjonowany z postawy formacji obronnej.
— Na strzelenie pięciu bramek nie możemy narzekać, ale straciliśmy dwa gole. Nie chciałbym, żebyśmy byli drużyną, która musi strzelić trzy gole, że wygrać mecz. To jest coś, o czym będziemy musieli porozmawiać, by doprowadzać do większej kontroli. Zespół z takim obyciem i doświadczeniem, które zbieramy na arenie międzynarodowej, musi lepiej kontrolować spotkanie. Zaczęliśmy od 0:1, musieliśmy odrabiać wynik, wyszliśmy na prowadzenie i je straciliśmy. Nie można powiedzieć, że mieliśmy wtedy kontrolę nad spotkaniem.
Przed Jagiellonią maraton spotkań na krajowym i europejskim podwórku. Trener Siemieniec zapytany o terminarz LE odniósł się głównie do kwestii szerokiej kadry, zamykającego się okienka transferowego oraz stanu zdrowia kluczowych graczy.
— Nasze skupienie było na tym, by przygotować zespół do tego meczu. Teraz na pewno mamy troszeczkę więcej czasu do czwartakowego spotkania i będziemy musieli przeanalizować ten terminarz, który jest przed nami. To stawia wyzwania logistyczne. Grania jest bardzo dużo, kadra musi być mocna i szeroka, żeby była przygotowana na kartki, wykluczenia, jakieś urazy, żebyśmy mogli skutecznie rywalizować co trzy dni.
Trener wyjawił również powody absencji w jedenastce meczowej oraz zmian poszczególnych piłkarzy, w tym Jesusa Imaza.
— Zmiana Jesusa wynikała ze względów zdrowotnych. Jesi zgłosił delikatne "podpięcie" pod koniec pierwszej połowy, chciał dokończyć ją, byśmy nie wykorzystywali okienka na zmiany, a w przerwie meczu było wiadomo, że zejdzie z boiska. Wstępne diagnozy nie są straszne, ale będziemy jeszcze sprawdzać. Jesus jest doświadczonym zawodnikiem i myślę, że wie, jak zarządzać swoim organizmem. To też powinna być kwestia kilku dni i w Poznaniu będzie do mojej dyspozycji.
W obozie białostoczan panowała ogromna radość, zmieszana z dumą z wykonanej pracy po dalekiej podróży z europejskich pucharów. Guilherme Montoia podkreślał wagę szerokiego składu.
— Jestem bardzo szczęśliwy z gola, a jeszcze szczęśliwszy z pracy, jaką wykonała drużyna. Byliśmy zmęczeni, bo graliśmy w czwartek i trochę cierpieliśmy w tym meczu, ale wiedzieliśmy, jak to robić. Wiedzieliśmy, jak utrzymać wynik, a potem w odpowiednich momentach przyspieszaliśmy grę i to przynosiło efekty. Wygraliśmy dzisiaj nie tylko w 11, ale zmiennicy też dali bardzo dużo. Wszyscy, którzy grali, byli bardzo ważni w osiągnięciu tego zwycięstwa.
Portugalczyk zaznaczył, że zespół dojrzał do rywalizacji na kilku frontach.
— Myślę, że przede wszystkim byliśmy bardzo inteligentni pod kątem zorganizowania sobie spotkania. Nie podłamaliśmy się po golu na 2:2 i jestem bardzo, bardzo, bardzo dumny z drużyny, bo wiem, że nie było to łatwe biorąc pod uwagę podróż z Gruzji. Byliśmy tydzień poza domem, ale teraz jesteśmy bardzo szczęśliwi. Teraz gramy czwartek-niedziela, ale to jest coś, czego chcemy. Chcemy grać w Europie. Daliśmy dobry sygnał i oby tak dalej.
Duży wkład w końcowy sukces mieli Nik Prelec oraz Ousmane Sow, którzy znakomicie odnaleźli się w ofensywnych schematach drużyny. Słoweński napastnik zaliczył gola oraz asystę przy trafieniu Sowa.
— To był bardzo trudny mecz. Jeśli popatrzymy na wynik, można powiedzieć, że było łatwo, ale po pierwszej połowie, kiedy nie wykorzystaliśmy swoich okazji, wiedzieliśmy, że będzie to trudne zadanie, szczególnie jeśli rywale trafią na 2:2 i to się stało. Wtedy było trochę problemów, ale na końcu udało nam się zasłużenie wygrać ten mecz. Szczerze mówiąc, myślałem, że ktoś jest za mną, dlatego podałem w pierwszym kontakcie. Nie wiedziałem, że jestem sam. Jestem szczęśliwy, że Ousmane strzelił swojego pierwszego gola - mówił Prelec.
Swojej radości nie ukrywał również sam Sow, dla którego Częstochowa po raz kolejny okazała się szczęśliwym terenem.
— Bardzo się cieszę zarówno ze zwycięstwa jak i z reakcji drużyny. Zagraliśmy bardzo dobrze. Strzelenie trzeciego gola było kluczowym momentem tego meczu, a teraz pora skupić się na kolejnym spotkaniu. Rozwijam się, bo w tym zespole jest wielu bardzo dobrych zawodników. Jest tu naprawdę świetna drużyna. Lubię tu grać i jestem bardzo szczęśliwy. Każdy mecz będzie dla nas trudny, ale chcemy grać w swoim stylu.
Zdecydowanie gorsze nastroje panowały w obozie gospodarzy. Trener Dawid Kroczek w gorzkich słowach podsumował defensywne błędy swojego zespołu, nie ukrywając, że drużyna znajduje się w trudnym położeniu.
— Komentarz jest zbędny. Każdy widział, jak to wyglądało i jak się skończyło. Do momentu, w którym strzeliliśmy bramkę 2:2, ten mecz był otwarty i mógł pójść w dwie strony. Finalnie jednak, jeśli popełniamy tyle błędów, jak ręka w polu karnym czy nieblokowanie dośrodkowania, w połączeniu z brakiem szczęścia do decyzji podejmowanych, to nie jesteśmy w stanie tego meczu wygrać. Czujemy po prostu bezradność, to jest najlepsze słowo, które opisuje dany moment, który mamy w zespole.
Szkoleniowiec Rakowa odniósł się również do postawy linii obrony i kontrowersji sędziowskich związanych z rzutami karnymi.
— To, jak dzisiaj wyglądaliśmy, jeśli chodzi o obronę, to jest bardzo niski poziom. Trzeba to nazwać po imieniu. Jagiellonia w pierwszej części spotkania powinna strzelić trzy bramki. Jeśli chodzi o grę w obronie, to było bardzo słabo. Nie wiem, jak się odnosić do interpretacji przepisów dotyczących ręki. Gramy w czwartek z Hajdukiem, piłka trafia w rękę obrońcy i karnego nie ma. Dzisiaj dostajemy dwa w bardzo podobnych momentach. Interpretacja tych momentów jest niejasna i w stu procentach się zgodzę, że to był punkt zwrotny.
Zwycięstwo pod Jasną Górą pokazało wielką siłę rażenia Jagiellonii Białystok. Mimo widocznego zmęczenia i defensywnych pomyłek, podopieczni Adriana Siemieńca potrafili zdominować rywala w kluczowych momentach meczu. Dla Rakowa jest to jasny sygnał, że przebudowana linia obrony wymaga natychmiastowych poprawek, a zespół potrzebuje impulsu, by wyjść z obecnego dołka. Jagiellonia z kolei z wielkim optymizmem i kompletem punktów może przygotowywać się do kolejnego wymagającego starcia z Lechem Poznań.
Jak oceniacie występ Jagiellonii w Częstochowie? Czy ofensywna moc rekompensuje błędy w obronie, a zespół jest gotowy na starcie z Lechem? Zapraszamy do dyskusji w komentarzach poniżej!
Przemysław Sarosiek
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze