Wiadomości, Budżet obywatelski coraz mniej obywatelski coraz bardziej instytucjonalny - zdjęcie, fotografia

- Nie o to chodziło w budżecie obywatelskim – mówi naszej redakcji radny Paweł Myszkowski. Już to jedno krótkie zdanie powinno dać do myślenia wszystkim, że formuła obywatelskości w budżecie obywatelskim gdzieś po drodze się zgubiła. Działo się to od lat. Najwyższa więc pora, aby błędy naprawić i żeby faktycznie obywatele Białegostoku mieli szansę na realizację swoich pomysłów.

Już nawet kilka lat temu część radnych, ale i członków zespołu do spraw budżetu obywatelskiego, zwracała uwagę, że traci on na swojej obywatelskości. Z puli środków, z których miały być realizowane projekty zgłoszone przez mieszkańców, zaczęły korzystać coraz częściej instytucje publiczne. To przede wszystkim szkoły i przedszkola, które zrealizowały sobie boiska, place zabaw, remonty szatni oraz całą masę innych rzeczy, na które pieniądze powinny się znaleźć w zwykłym budżecie.

Nasza redakcja, krótko po ogłoszeniu wyników tegorocznej edycji, zwracała uwagę, że głosowanie, a nawet składanie projektów do budżetu obywatelskiego, mija się z sensem. Część projektów bowiem odpada już na wstępnej weryfikacji, inne odpadają już po głosowaniu, a jeszcze inne, mimo dużej liczby głosów, nie są w ogóle realizowane. To powoduje, że część osób, które faktycznie mają pomysły i chciałyby konkretnych inwestycji w przestrzeni publicznej lub w zieleń, rezygnuje ze starań i w ogóle nie podchodzi do składania projektów. Ale jest jeszcze coś, co drażni chyba najbardziej od lat.

- W naszej szkole były rodzicom rozdawane karteczki z zaznaczonym już konkretnym projektem. Wystarczyło tylko wpisać pesel i podpisać. Część rodziców podpisywała to w szkole, innym dzieci przynosiły do domu. Powiem szczerze, że podpisałam, bo też zależy mi, żeby syn miał lepsze warunki do ćwiczeń na lekcjach w-fu. Ale to nie jest sprawiedliwe. Inni nie mają szans. Jak w szkole uczy się przykładowo nawet 500 dzieci, to zebrać 500 podpisów w głosowaniu to żaden problem. Jak szkoły są większe, to tych głosów w 2-3 dni można zebrać nawet kilka tysięcy. Rodzice, dziadkowie, starsze rodzeństwo i już jest ze 3 tysiące. Napisałam do was, bo trochę sumienie mnie ruszyło, że przez taką działalność, mogą nie przejść naprawdę wartościowe projekty, może bardziej potrzebne. Myślę, że trzeba to nagłośnić – napisała do nas czytelniczka, która nie życzyła sobie ujawniania danych.

- Myślę, że nie o to chodziło w budżecie obywatelskim. Trzeba zmienić zasady w taki sposób, aby szkoły lub przedszkola miały być może swoją pulę środków, o którą powalczą, ale przede wszystkim trzeba dać indywidualnym projektom szanse powodzenia. W starciu ze zorganizowaną społecznością, wiele z nich może zwyczajnie przepaść. Do kolejnej edycji jest jeszcze dużo czasu, aby to wszystko jakoś przeanalizować i wybrać optymalny wariant, który zadowoli wszystkich – mówi naszej redakcji radny Paweł Myszkowski.

W ostatniej, zakończonej już edycji budżetu obywatelskiego, z którego projekty będą realizowane w przyszłym roku, to właśnie szkoły i przedszkola, zgłosiły ich najwięcej. Na wszystkie 32 projekty, 23 było zwycięskich, które będą realizowane w białostockich placówkach oświatowych. A tylko 9 projektów pochodziło z inicjatyw poza szkolnych – choć możliwe, że i też nie w każdym przypadku. Zwycięskie projekty to między innymi remont szatni, sal gimnastycznych, boisk i oczywiście nieśmiertelne budowy placów zabaw. Czyli coś, co powinno być realizowane z normalnego budżetu miasta. Do tego tematu będziemy wracać.

(Agnieszka Siewiereniuk – Maciorowska/ Foto: bialystok.pl)

Budżet obywatelski coraz mniej obywatelski a coraz bardziej instytucjonalny komentarze opinie

Dodajesz jako: |

Ogłoszenia PREMIUM

Chcesz coś sprzedać lub kupić, oferujesz usługi, szukasz pracownika lub pracy?

Dodaj swoje drobne ogłoszenie w naszym serwisie. Zapraszamy!

Dodaj ogłoszenie
Reklama
 Reklama