To wprawdzie było zapowiadane, ale nikt do końca nie wierzył, że PKS Nova zdecyduje się na wizerunkowe samobójstwo. Prezes PKS Zbigniew Wojno i Łukasz Prokorym, marszałek województwa podlaskiego przeszli do historii jako ludzie, którzy jako pierwsi publicznie przyznali, że kasa jest ważniejsza niż mieszkańcy. I fakt, że Wojno zapłacił za to posadą niewiele zmienia. Decyzja o zawieszeniu połączeń pozostała na stole. Co najwyżej nowy szef Adam Byglewski (w spółce formalnie samoistny prokurent, a więc nie prezes) będzie mógł wystąpić w roli bohatera i wycofać się z tego wizerunkowego samobójstwa!
Tak zwane "ekonomiczne podejście" doprowadziło do likwidacji 100 połączeń i w zasadzie do pozbawienia możliwości dotarcie transportem publicznym mieszkańców mniejszych miejscowości. Prezes Wojno na konferencji, gdzie ogłoszono jego odejście potwierdził, że jego decyzja była przemyślana i ją podtrzymuje.
- ... doszliśmy do sytuacji ostatecznej. Tak jak powiedziałam wcześniej, była to ostateczna decyzja, którą dzisiaj bym też podjął z tego względu, że uważam, że w dobrze interesie spółki, pracowników jest to, by zadbać o jej przyszłość. Jeżeli byśmy tej decyzji nie podjęli, to znowu by trzeba było dołożyć. Dołożyć proszę państwa z publicznych pieniędzy. Trzeba było znowu dorzucić pieniądze, które się pojawiły - mówił Wojno na konferencji.
Reklama
Zapomniał ewidentnie przy tym, że środki, które musiałyby włożyć gminy w dziurawy jak sito budżet PKS Nova, też są publiczne. Tyle, że pochodzą z budżetów samorządów gminnych.
Tak czy inaczej: spółka PKS Nova, należąca do samorządu województwa, zlikwidowała z dniem 1 stycznia blisko 100 połączeń autobusowych. Noworoczne cięcia uderzyły w pasażerów z niemal każdego zakątka regionu, pogłębiając problem wykluczenia komunikacyjnego. Co ciekawe PKS Nova zrobił to, bo w 2025 roku osiągnął rekordowe dno finansowe: w październiku straty wynosiły rekordowe 8 milionów złotych, a z końcem roku miały sięgnąć jeszcze więcej. A musiało się tak stać, bo spółka przegrała prawie wszystkie przetargi (w których miała jakąś konkurencję) na przewóz dzieci do szkół oraz rozwożenie mieszkańców w gminach.
- To była niewiarygodna klęska. Straciliśmy ponad pół rynku. Wszystko przez zbyt wysokie stawki - relacjonowali nam pracownicy PKS.
Prezes Zbigniew Wojno wyjaśniał, że nie można było złożyć niższych stawek, bo koszty pracy w spółce są bardzo wysokie, a nie wolno - zgodnie z prawem - przedstawiać oferty niższej niż koszty. Mógł mieć rację - koszty w PKS są istotnie wysokie. Rzecz w tym, że działania prezesa (np. zatrudnienia za dobre wynagrodzenie kolejnych osób w kadrze zarządzającej) wcale nie zmniejszały tego stanu rzeczy. Więcej: Wojno uparł się nie tracić na przejazdach autobusowych, choć jego poprzednicy starali się szukać innych źródeł pokrywania strat na tej części linii, które były nierentowne. On zażądał różnicy od samorządów, do których jeździły autobusy. Pomysł pozornie niegłupi. Tyle, że odmówił zarazem wyjaśnienia skąd pochodzą tak wysokie koszty oraz jaki wpływ mają na to m. in. zmiany, które wprowadził. A arogancją i zawoalowanymi pogróżkami tylko wkurzył samorządowców. Wiem to od samych zainteresowanych: co najmniej 7 wójtów i burmistrzów mówiło mi o tym wyrażając się w sposób mało dyplomatyczny, co świadczyło o poziomie emocji jakie żywili wobec szefa spółki.
Podsumowując: przyczyną drastycznych cięć jest trudna sytuacja finansowa przewoźnika. Prezes spółki, Zbigniew Wojno, argumentuje, że wiele linii stało się nierentownych, a wpływy ze sprzedaży biletów nie pokrywały kosztów eksploatacji. PKS Nova twierdzi, że od miesięcy ostrzegała lokalne samorządy o konieczności dofinansowania deficytowych tras, jednak – jak podaje przewoźnik – „praktycznie nie było żadnego odzewu”. Odzewem miało być wystąpienie samorządów do Funduszu Rozwoju Przewozów Autobusowych (FRPA), z którego gminy mogły pokryć deficytowe przejazdy.
- Może bym i mógł, ale po pierwsze: to tylko 3 złote za wozokilometr, a stawki PKS są znacznie wyższe. Po drugie: dla linii prowadzącej przez kilka gmin wszystkie musiałby w tym uczestniczyć, bo gmina może płacić tylko za transport na swoim terenie i dla swoich mieszkańców. Po trzecie: o dotację może wystąpić również województwo oraz powiaty. Te pierwsze olało temat, choć to ono odpowiada za transport o charakterze wojewódzkim, a starostów nikt do rozmów nie zaprosił - powiedział jeden z samorządowców z dużego podlaskiego miasteczka.
Reklama
– Nie jest możliwe, by PKS Nova, jako spółka prawa handlowego, ponosiła straty związane z funkcjonowaniem linii, których gminy i powiaty nie chcą wspierać – czytamy w oficjalnym komunikacie spółki.
Największe cięcia dotknęły trasy łączące Białystok z okolicznymi miejscowościami. Z rozkładu zniknęły liczne kursy do Łap, Michałowa, Gródka, Czarnej Białostockiej oraz Dąbrowy Białostockiej. Mocno ucierpiała również Suwalszczyzna – zawieszono prestiżowe połączenie Suwałki–Gdańsk, a także kluczowe kursy na trasach Suwałki–Sejny oraz Suwałki–Białystok. Jeszcze w ubiegłym roku z połączeń autobusowych ogołocono powiat wysokomazowiecki i zambrowski, gdzie było najwięcej gmin podchodzących krytycznie do prezesa Wojny i jego sposobu prowadzenia negocjacji. To stamtąd najczęściej padały pytania o szczegółowe wyliczanie kosztów. Tych linii nie ma w likwidowanej setce. Gdyby je dołączyć połączeń, które zostały zlikwidowane byłoby więcej. I teraz ciekawostka: porównując liczbę rejsów sprzed roku i obecnie to widać, że zmalała liczba połączeń tam, gdzie są sprzedawane bazy PKS-u czyli w Wysokim Mazowieckim i Zambrowie. Przypadek?
Decyzja przewoźnika wywołała natychmiastową reakcję polityczną. Były marszałek województwa podlaskiego, szef największego klubu w Sejmiku i zarazem lider opozycji Artur Kosicki (PiS) nazwał likwidację kursów „noworocznym prezentem od Zarządu Województwa”, oskarżając władze o odcinanie mieszkańców od świata. Trudno się z nim nie zgodzić. W sumie wszystkie media poza marginalnym portalem podlaskie.tv napisały krytycznie o decyzji stawiając diagnozę, że obserwujemy komunikacyjne wykluczenie mieszkańców podlaskiego. Winą - otwarcie lub pośrednio - obarczano PKS Nova. Wśród winowajców znalazł się też zarząd województwa podlaskiego Łukasz Prokorym.
Odmienne zdanie ma właśnie Prokorym, Wojno i wspomniany portal. Ich zdaniem winne są gminy. Dlaczego nie województwo, które również mogło i powinno złożyć ofertę i wzorem poprzednich władz negocjować z samorządowcami - tego nie wiadomo. Nie wspominają, że podczas listopadowego spotkania samorządowców z prezes PKS Nova, na które zapraszał marszałek Prokorym nie pojawił się nikt z zarządu. Był natomiast Piotr Łapszo, doracja marszałka ds. samorządów i - a jakże - członek Platformy Obywatelskiej. To raczej mało znany wśród samorządowego towarzystwa (drugą kadencję jest miejskim radnym w Łapach) człowiek, który na spotkaniu nie mógł być partnerem do rozmów z burmistrzami i wójtami. Nic dziwnego, że prawie połowa z nich uznała to za niepoważne traktowanie i z rozmów z województwem zrezygnowała. Łapszo obecnie dodatkowo dolał oliwy do ognia publicznym oskarżaniem samorządowców, że to oni są winni całej sprawie. Skutki są łatwe do wyobrażenia: dla dużej części gmin Łapszo (tak jak i Wojno) stał się persona non grata, a nie osobą pomagającą marszałkowi na dogadanie się z gminnymi samorządami.
Wojewoda podlaski dysponuje środkami, które pozwalają dopłacić do 3 zł do każdego wozokilometra. Warunkiem jest jednak inicjatywa samorządów – gminy i powiaty muszą złożyć wniosek i zapewnić co najmniej 10% wkładu własnego. Do urzędu wpłynęło 58 takich wniosków (ze 118 gmin w podlaskiem), co pokazuje, że tylko niektórzy włodarze znaleźli sposób na walkę transport dla swoich mieszkańców. Dlaczego nie zrobili tego pozotali? Powody, dla których część gmin nie skorzystały z Funduszu Rozwoju Przewozów Autobusowych (FRPA) podał jeden z moich rozmówców powyżej. Generalnie chodziło o to, że prezes PKS jest dla nich kompletnie niewiarygodny - tak jak i doradca marszałka, środki są zdecydowanie za niskie i gminy muszą do tego sporo dołożyć, a samorząd województwa umył ręce, bo skoro sam nie wystąpił to nie zamierza przeznaczać 10 procent na rzecz przewozów. Zostaje też kwestia taboru: wiele pojazdów PKS Nova nie spełnia wymogów wskazanych w FRPA. No i pozostaje kwestia nie włączenia do rozmów 15 starostów z województwa podlaskiego, których nikt nie zaprosił do rozmów. Niektórzy z nich - jak starosta sokólski Piotr Rećko - jeszcze w poprzedniej kadencji zorganizował własny transport na terenie powiatu, bo wyszło mu, że nie tylko będzie taniej ale i będzie miał wpływ na rozkład. Obecnie - wójtowie, burmistrzowie i starostowie nie mają ŻADNEGO wpływu na to jak jeżdżą autobusy.
- W wakacje dowiadywaliśmy się z dnia na dzień, że zawieszono tą czy tamtą linię. Najpierw w weekendy odcięto niektóre miasta i wsie od świata mówiąc, że to na wakacje. Obecnie - od 1 stycznia - zrobiono to już na stałe. Prezes PKS obiecuje, że jest gotów do rozmów o wznowieniu rejsów, ale chodzi głównie o to, żebyśmy dali kasę. W ciemno! Czyli mamy zapłacić tyle co wyliczył na jego zarządców, pełnomocników, rzeczniczkę i dyrektorów. Bo kosztów nie doprosiliśmy się aż do tej pory. Poza tym sposób rozmów w tej sprawie - a w zasadzie ich brak i tryb likwidacji tych połączeń jest skandaliczny. Ci, którzy wystąpili do FRPA też nie są szczęśliwi. Rozmawiamy ze sobą i oni też nie wiedzą ile tak naprawdę będą musieli dopłacić. Bo, że to nie będzie te 10 procent, o których pisze ustawa to pewnik. Będzie dużo więcej - mówił anonimowo jeden z burmistrzów.
Reklama
Kiedy spytałem dlaczego anonimowo odpowiedział z gorzkim uśmiechem.
- Panie redaktorze: w marszałkowie rządzi mściwość. Jak powiem otwarcie co myślę, to nie tylko nie mam co szukać środków w konkursach na fundusze UE, ale przytną mi wszystkie możliwe dotacje i dodatkowo i podburzą opozycyjnych radnych.
Złość mieszkańców na zarząd województwa i PKS Nova była na tyle duża, że część wójtów i burmistrzów z gmin odciętych od świata przez spółkę komunikacyjną zaplanowała wystosowanie listu otwarty, w którym zaatakuje winowajców. Jeden z nich - Zbigniew Wojno - zapłacił już posadą za likwidację połączeń, wojnę z samorządowcami, która wywołała bojkot FRPA oraz faktyczne wykluczenie komunikacyjne części mieszkańców. Faktem jest też, że dla samorządowców z gmin i powiatów partnerem do rozmów o transporcie międzygminnym i międzypowiatowym jest samorządowiec z województwa. A jeżeli tenże samorządowiec wysyła prezesa spółki, doradcę lub doradcze zespoły pracowników PKS-u to jest to niepoważne i od razu skazuje projekt na klęskę. I za tą klęskę powinien zapłacić dymisją ten, kto podjął decyzję, żeby ten temat tak rozwiązać czyli marszałek Łukasz Prokorym lub ten z członków zarządu, który za sprawy transportowe odpowiada.
Odejście Wojny nie oznacza bowiem, że PKS automatycznie przywróci likwidowane linie. Oznacza jedynie, że niewiarygodnego prezesa, który - wraz z marszałkiem województwa - zraził samorządowców arogancją i pychą zastąpi konsul Adam Byglewski, który już na wstępie zadeklarował:
- Po prostu myślę, że trzeba będzie się temu przyjrzeć i zobaczyć, jak możemy się porozumieć z tymi, którzy do tej pory nie chcieli tego porozumienia - powiedział nowopowołany prokurent.
Bo akurat ten człowiek wie, że spółka PKS Nova została powołana - i była wielokrotnie dofinansowywana - przez samorząd województwa tylko dlatego, że jest specyficzną firmą, która ma zapewniać mieszańców województwa transport. To jej główny cel działania - także tam, gdzie budżet się nie spina. Zaś domaganie się finansowania nierentownych linii wkładając tam m. in. koszty własnych błędów w zarządzaniu to słaby pomysł na finansową stabilność. Zwłaszcza, że np. w Zambrowie wiele linii przejęła inna transportowa spółka komunalna - PKS Sokołów Podlaski. Pytanie dlaczego tam potrafią, a u nas nie jest zagadką na wagę przywrócenia 100 linii autobusowych. I to w czasach, kiedy jeżdżenie prywatnym autem to podpalanie planety traktowane jako ekologiczna zbrodnia!
Lista likwidowanych połączeń TUTAJ
Przemysław Sarosiek
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze opinie