Reklama

Pielęgniarki na zwolnieniach. Szpital wstrzymał przyjmowanie pacjentów

Większość pielęgniarek zatrudnionych w Uniwersyteckim Dziecięcym Szpitalu Klinicznym w Białymstoku to kobiety po 50 roku życia. W poniedziałek rano, 4 czerwca, okazało się, że spora część z nich poszła się przebadać lub zachorowała. Do dyrekcji szpitala trafiło kilkadziesiąt zwolnień lekarskich. Ta sytuacja doprowadziła do tego, że szpital musiał wstrzymać przyjmowanie pacjentów.

Nagłe zachorowania lub konieczność sprawdzenia stanu zdrowia wśród pielęgniarek nie była przypadkowa. Od blisko trzech lat domagają się one podwyżek. Dyrekcja szpitala negocjowała, ale mało skutecznie, zaś pielęgniarkom zwyczajnie puściły nerwy. Nie są w stanie zaakceptować faktu, że podwyżki wynagrodzeń objęły lekarzy, lekarzy rezydentów, a one ponownie zostały pominięte.

- To było bardzo przykre kiedy dowiedzieliśmy się, że lekarze otrzymali podwyżki, a nas zlekceważono. Ich wynagrodzenia wzrosły w tajemnicy przed nami. Usłyszeliśmy w odpowiedzi, że ich nie da się zastąpić – komentuje naszej redakcji Agnieszka Olchin, przewodnicząca Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych w Białymstoku.

Reklama

Pielęgniarki domagały się 400 złotych podwyżki miesięcznie. O takie kwoty walczą zresztą od 2015 roku. Jak dotąd nie było zrozumienia dla ich postulatów. Kobiety zaciskały zęby i jednak przychodziły do pracy. Ale mimo, że na ich miejsce chętnych za wiele nie ma, to dyrekcja szpitala wydawała się bagatelizować problem. Być może do teraz. Bo jeszcze w poniedziałek rano (4 czerwca) zaproponowano podwyżki wynagrodzeń o 103 złote. Na taką kwotę absolutnie nie chcą się zgodzić. I trudno im się dziwić, bo za takie pieniądze to ledwie da się kupić bilet miesięczny na przejazdy Białostocką Komunikacją Miejską.

- Naszą kwotą bazową było 400 złotych. Związki zawodowe ustąpiły i zgodziły się na przyjęcie podwyżki w wysokości 215 złotych. Proponowane przez dyrekcję szpitala stawki podwyżek są absolutnie nie do zaakceptowania – mówi Agnieszka Olchin.

Reklama

Protest rozpoczął się w poniedziałek rano i na razie nie wiadomo, ile dokładnie pielęgniarek przebywa na zwolnieniach lekarskich. Do dyrekcji placówki wciąż trafiają nowe zwolnienia, co uniemożliwia z kolei normalne funkcjonowanie szpitala. Wstrzymano przyjmowanie nowych pacjentów na oddziały, ale poradnie pracowały jeszcze w poniedziałek zgodnie z harmonogramem. Z tym, że ta sytuacja także może ulec zmianie, bo zwolnienia lekarskie są wystawiane na kilka dni.

Z informacji, do jakich dotarliśmy wynika, że protest będzie trwał około tygodnia, być może dłużej. Wszystko zależy od ilości zwolnień, jakie jeszcze trafią do dyrekcji szpitala oraz od rozmów, które prowadzi z dyrekcją strona związkowa. Pielęgniarki oprócz podwyżek wynagrodzeń protestują również w sprawie przenoszenia ich z oddziału na oddział. Chcą, aby szefostwo placówki wprowadziło zakaz przenoszenia ich na inny oddział niż macierzysty.

Reklama

Dyrekcja szpitala na swoich stronach internetowych zamieściła już komunikat dla pacjentów o możliwych opóźnieniach w realizacji planowych świadczeń, takich jak wcześniej planowane zabiegi, badania w znieczuleniu: tomografia komputerowa, czy rezonans magnetyczny.

(Agnieszka Siewiereniuk – Maciorowska/ Foto: UDSK)

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo ddb24.pl




Reklama