Reklama

Przeklęty fotel lidera. Jagiellonię czekają dwa tygodnie prawdy

To był wieczór pełen skrajnych emocji przy Słonecznej. Z jednej strony ogromna radość trenera Mariusza Misiury, który po raz pierwszy w karierze ograł Adriana Siemieńca, z drugiej – narastająca frustracja w obozie Jagiellonii Białystok. Po meczu, który zakończył się zwycięstwem Wisły Płock 2:1, szkoleniowcy i piłkarze sporo mówili o tym spotkaniu. Czy fotel lidera rzeczywiście jest w tym sezonie „przeklęty" dla żółto-czerwonych?

Mariusz Misiura spełnia marzenia

Trener Wisły Płock, Mariusz Misiura, wszedł na salę konferencyjną z uśmiechem, którego nie potrafił i nie chciał ukrywać. Dla niego wygrana w Białymstoku to coś więcej niż tylko trzy punkty do ligowej tabeli. To skalp zdjęty z drużyny, którą sam uważa za najlepszą w kraju.

Wygrać z najlepszą dla mnie drużyną w Polsce jest dużą rzeczą i my to zrobiliśmy. Mówiąc o najlepszej drużynie, mam na myśli nie tylko sposób gry, ale i atmosferę, wsparcie kibiców po meczu. To pokazuje, jak wielką i mądrą grupą jesteście – komplementował białostockie środowisko trener gości.

Reklama

Misiura przyznał, że pierwsza połowa w wykonaniu jego zespołu była być może najlepszą w całym sezonie. Plan był prosty, ale zabójczo skuteczny: wykorzystać fakt, że Jagiellonia atakuje dużą liczbą zawodników i szukać przestrzeni za linią ich obrony. Kluczową postacią okazał się Gallapena, który mimo trudnego początku i szybkiej kartki, zaliczył asystę na 1:1. Trener "Nafciarzy" wspomniał też o swoim osobistym marzeniu, które niedawno prezentował na kursie UEFA Pro: chciał stać na końcu i widzieć wszystkich cieszących się – piłkarzy, sztab i kibiców. W sobotę ten obrazek stał się rzeczywistością.

Adrian Siemieniec o „przeklętym” pierwszym miejscu

Zupełnie inne nastroje panowały u gospodarzy. Adrian Siemieniec nie szukał wymówek, choć nie ukrywał, że przed Jagiellonią dwa bardzo trudne tygodnie przerwy reprezentacyjnej, które upłyną w cieniu analizy bolesnej porażki. Trener Jagi celnie wypunktował grzechy główne swojej drużyny, a jednym z najciekawszych wątków była psychologia bycia liderem.

Reklama

To pierwsze miejsce w tym sezonie jest jakieś przeklęte. Co na nie wyjdziemy, to nie potrafimy wygrać meczu. Liga jest szalona, nic mnie już w tym sezonie Ekstraklasy nie zdziwi – przyznał z goryczą szkoleniowiec Jagiellonii.

Siemieniec podkreślał, że mimo objęcia prowadzenia 1:0, zespół nie kontrolował spotkania tak, jak powinien. Plan zakładał cierpliwość i wykorzystanie prowadzenia do wyciągnięcia przeciwnika, tymczasem Jagiellonia pozwoliła Wiśle na realizację ich scenariusza: niskiego bloku i zabójczych kontr.

Reklama

Jak masz 1:0 z przeciwnikiem, który skupia się na organizacji w niskim bloku, nie możesz doprowadzić do stanu 1:2 jeszcze w pierwszej połowie. Źle zarządziliśmy tym spotkaniem – dodał.

Brak determinacji pod bramką. Gdzie zniknęła Jagiellonia?

Analityczna część wypowiedzi Adriana Siemieńca skupiła się na defensywnej niemocy w kluczowych momentach. Trener Jagiellonii był wyraźnie rozczarowany sposobem, w jaki jego podopieczni tracili bramki, zwłaszcza że w obu sytuacjach mieli przewagę liczebną we własnej szesnastce.

Przy pierwszym golu mieliśmy przewagę 4 na 1 w polu karnym, ale byliśmy zbyt statyczni. Przy drugiej bramce było kilka przebitek, ale zabrakło zdecydowania. To jest problem, nad którym musimy pracować: zachowanie w polach karnych, zarówno naszym, jak i przeciwnika – diagnozował Siemieniec.

Reklama

Szkoleniowiec zwrócił również uwagę na stałe fragmenty gry, które w tym meczu kompletnie nie funkcjonowały jako broń ofensywna. Mimo wielu rzutów rożnych i wolnych, Jaga nie potrafiła stworzyć realnego zagrożenia pod bramką Wisły, co przy tak skonsolidowanej obronie rywala było kluczem do uratowania choćby punktu. Wisła Płock, tracąca najmniej goli w lidze, potwierdziła, że ich siła nie leży w indywidualnościach, ale w niesamowitej spójności całej grupy.

Szpital w Białymstoku i „cud” Afimico Pululu

Konferencja przyniosła też niepokojące informacje kadrowe. Kibice Jagiellonii z niepokojem patrzą na sytuację zdrowotną kluczowych graczy. Trener Siemieniec zdradził, że występ Afimico Pululu był niemal „cudem” i wynikał z ogromnego ryzyka podjętego w obliczu niekorzystnego wyniku.

Reklama

Afi miał uraz. To, że się pojawił, to jakiś cud. Bardzo ryzykowałem, na szczęście nie mam informacji, by coś się pogorszyło – wyjaśniał trener.

Gorzej wygląda sytuacja Andy’ego Pelmarda, który doznał kontuzji prawdopodobnie w wyniku nawarstwiającego się zmęczenia po intensywnym meczu z GKS-em. Diagnostyka trwa, a rano zapadną decyzje co do ewentualnych wyjazdów kadrowiczów.

W obozie Wisły Płock nastroje w tym temacie są zgoła inne – tam świętuje się powołanie Deniego Juricia do kadry Australii, choć sztab motoryczny już łapie się za głowę na myśl o podróży zawodnika na drugi koniec świata. Misiura podkreślał jednak, że pod nieobecność kapitana Łukasza Sekulskiego, inni potrafili wziąć odpowiedzialność na swoje barki.

Reklama

Głos z szatni: Baždar i Wdowik o braku „cwaniactwa”

Po meczu głosu udzielili również piłkarze Jagiellonii, a w ich wypowiedziach dominował samokrytycyzm. Samed Baždar, zdobywca bramki, nie potrafił ukryć zdziwienia przebiegiem spotkania, wskazując na świetną analizę Jagiellonii przez rywali.

Przeciwnik doskonale wiedział, co musi zrobić. Zostawiali przestrzeń na skrzydłach i wykonali świetną robotę. Trudno gra się przeciwko 10 zawodnikom w polu karnym, ale musimy wygrywać takie mecze, skoro gramy u siebie i prowadzimy 1:0 – mówił Bośniak.

W podobnym tonie wypowiadał się Bartłomiej Wdowik, który wprost przyznał, że drużynie zabrakło „boiskowego cwaniactwa”. Obrońca Jagi uderzył się w pierś, przyznając, że przy jednej z bramek mógł zachować się lepiej.

Reklama

Jako doświadczona drużyna, grająca w pucharach, nie możemy dawać rywalom takich argumentów. Sami stworzyliśmy sobie problem. Teraz musimy po prostu wygrać z Lechem, nie ma innego wyjścia – zapowiedział Wdowik.

Przerwa na kadrę, czyli dwa tygodnie prawdy

Mecz z Wisłą Płock zamknął pewien etap, ale otworzył czas trudnych pytań. Jagiellonia ma teraz czternaście dni na to, by zresetować głowy i wyleczyć urazy. Adrian Siemieniec zapowiedział intensywne myślenie nad rozwiązaniami – od personalnych po zmiany w mikrocyklu treningowym.

Narracja w tej lidze zmienia się z tygodnia na tydzień. Jednego dnia grasz o utrzymanie, wygrywasz mecz i zaczynasz o puchary. Musimy skupić się na pracy, bo punktowania jest ostatnio za mało – podsumował trener Jagiellonii.

Reklama

Z kolei Wisła Płock, bogatsza o 39 punktów i ogromny zastrzyk pewności siebie, zamierza „podlewać swoją jedność jak kwiatek”. Mariusz Misiura, po raz pierwszy wygrywając z Adrianem Siemieńcem, udowodnił, że jego zespół jest gotowy do walki o marzenia do ostatniej kolejki. Przed nami decydująca faza sezonu – Jagiellonia musi odczarować „przeklętego lidera”, a Wisła utrzymać tempo, które narzuciła w Białymstoku.

Czy Jagiellonia zdoła podnieść się po tej porażce w hicie z Lechem Poznań? Będziemy Was informować na bieżąco na ddb24.pl!

Reklama

Przemysław Sarosiek

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 22/03/2026 10:56
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości