Jeszcze kilka lat temu w Białymstoku każda złotówka była oglądana z dwóch stron. Dziś sytuacja Jagiellonii wygląda zupełnie inaczej. Klub, który niedawno musiał drastycznie ograniczać koszty, przeszedł imponującą drogę – od finansowej ostrożności do jednego z najlepiej poukładanych projektów w Ekstraklasie. Klub poluźnia finansowy rygor: od transferów za darmo, wypożyczeń i za symboliczne pieniądze przechodzi do kupowania graczy. Inicjatorem zmian nie jest jednak dyrektor sportowy (co byłoby naturalne), ale... większościowy właściciel.
Przełomem okazały się sukcesy sportowe. Mistrzostwo Polski nie było jednorazowym wyskokiem, lecz impulsem do dalszego rozwoju. Choć tytułu nie udało się obronić, Jagiellonia ponownie zapewniła sobie grę w europejskich pucharach, a wcześniejszy marsz aż do ćwierćfinału Ligi Konferencji znacząco wpłynął na klubowe finanse.
W sezonie 2024/2025 przychody z podstawowej działalności – bez uwzględniania wpływów transferowych – osiągnęły poziom 109 milionów złotych. To liczba, która jeszcze niedawno wydawała się w Białymstoku absolutnie nieosiągalna. Co więcej, klub zamknął rok z zyskiem netto przekraczającym 30 milionów złotych.
Duży udział w tym wyniku mieli kibice. Sprzedaż biletów przyniosła ponad 13,6 mln zł, a karnety kolejne 4,2 mln. Jak podkreślała wiceprezes klubu (w przeszłości główna księgowa) Marzena Romaniuk, frekwencja i zainteresowanie zespołem potwierdzają, że Jagiellonia skutecznie odbudowała zaufanie i pozycję wśród fanów.
Mimo tak solidnych fundamentów finansowych, Jagiellonia przez długi czas pozostawała jednym z najbardziej zachowawczych klubów transferowych w lidze. W ostatnim oknie wydatki na nowych zawodników zamknęły się w kwocie poniżej pół miliona euro, a sezon wcześniej były jeszcze mniejsze. Dla porównania – ligowi rywale potrafili w tym samym czasie inwestować wielokrotnie więcej.
Co ciekawe, w Białymstoku odwrócono klasyczny układ zależności. Jak zdradzał Wojciech Strzałkowski, to nie dyrektor sportowy prosił zarząd o środki, lecz zarząd zachęcał Łukasza Masłowskiego do większej aktywności finansowej na rynku. Dotychczasowa strategia opierała się głównie na wyszukiwaniu piłkarzy bez kontraktu lub wymagających niewielkich nakładów, często z myślą o odbudowie ich formy.
– Takie podejście było skuteczne, ale nie można w nieskończoność bazować wyłącznie na okazjach – przyznawano już jesienią 2025 roku.
Reklama
Jednocześnie klub konsekwentnie podkreślał, że priorytetem nie są szybkie i ryzykowne wydatki, lecz długofalowy rozwój. Zyski miały trafiać przede wszystkim na budowę nowoczesnego ośrodka treningowego oraz inwestycje w szkolenie młodzieży – projekt rozpisany na kilka lat, a nie na jeden sezon.
Dziś coraz wyraźniej widać, że Jagiellonia stoi przed kolejnym etapem swojej ewolucji. W ostatnich wypowiedziach dla „Super Expressu” przewodniczący Rady Nadzorczej Wojciech Strzałkowski zasugerował, że klub jest gotowy na bardziej zdecydowane ruchy transferowe z użyciem gotówki.
Jak zaznaczył, od dawna toczą się rozmowy o konieczności sięgnięcia po zawodników wymagających realnych nakładów finansowych, a nie wyłącznie tych dostępnych „za darmo”. Jednocześnie docenił pracę dyrektora sportowego i rozwój skautingu, który stał się jednym z filarów sportowego sukcesu Jagiellonii.
Dotychczasowy model – oparty na wolnych agentach i niewielkich kwotach, głównie za polskich piłkarzy – przynosił efekty, zwłaszcza dzięki dobrej współpracy Łukasza Masłowskiego z trenerem Adrianem Siemieńcem. Jednak wejście na wyższy poziom, zarówno w lidze, jak i w Europie, wymaga już modyfikacji strategii.
Sygnały płynące z władz klubu są jasne: Jagiellonia nie zamierza porzucać rozsądku finansowego, ale jest gotowa połączyć stabilność z odważniejszymi decyzjami. Jeśli zapowiedzi zostaną wcielone w życie, białostocki klub może w najbliższych oknach transferowych stać się jednym z ciekawszych graczy na rynku – tym razem nie tylko organizacyjnie, lecz także finansowo.
Radosław Dąbrowski
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze opinie