Już w nocy z soboty na niedzielę czeka nas coroczny rytuał, który jedni uwielbiają za dłuższe wieczory, a inni przeklinają za skradzioną godzinę snu. W nocy z soboty 28 marca na niedzielę 29 marca 2026 roku przechodzimy z czasu zimowego na letni. O godzinie 2.00 nad ranem przesuniemy wskazówki zegarów na 3.00. Choć większość naszych smartfonów zrobi to za nas, nasze organizmy mogą potrzebować nieco więcej czasu, by „przestawić się” na nowy tryb pracy
Przestawienie wskazówek to nie tylko kwestia logistyki, ale przede wszystkim ingerencja w nasz wewnętrzny mechanizm. Lekarze ostrzegają, że manipulacja światłem rozregulowuje funkcje, które uznajemy za oczywiste: sen, trawienie, a nawet temperaturę ciała. Nasz zegar biologiczny jest ściśle zsynchronizowany z naturalnym cyklem dnia i nocy, a nagły skok o 60 minut to dla niego mały szok. O zmianie czasu pisaliśmy TUTAJ
Skutki? Oprócz oczywistego niewyspania i gorszego nastroju, statystyki są bezlitosne. W dniach bezpośrednio po zmianie czasu odnotowuje się wzrost liczby zawałów serca oraz wypadków przy pracy. Szczególną ostrożność powinni zachować kierowcy – zmęczenie i zmiana pory największej aktywności słonecznej sprawiają, że ryzyko kolizji na drogach w ten feralny poniedziałek statystycznie rośnie. Najbardziej ucierpią osoby starsze i dzieci, dla których codzienna rutyna jest podstawą dobrego samopoczucia.
To pytanie powraca jak bumerang co pół roku. Dlaczego wciąż to robimy? Tradycja sięga 1916 roku, gdy Niemcy wprowadzili zmianę czasu, by oszczędzać energię podczas wojny. Dziś te oszczędności są marginalne, a dyskusja o zniesieniu procederu trwa w Unii Europejskiej od lat. W 2018 roku aż 85% z 4,6 miliona ankietowanych obywateli UE opowiedziało się za końcem zmian czasu.
Niestety, na drodze do jednolitości stanęła najpierw pandemia, a potem brak porozumienia między państwami co do tego, przy którym czasie pozostać na stałe. Obecne przepisy regulują sprawę do końca 2026 roku. Najnowsze propozycje eurokratów zakładają, że kraje członkowskie będą mogły podjąć ostateczną decyzję w najbliższym czasie. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, ostatnie przestawienie zegarków może nastąpić w październiku 2029 roku. Do tego czasu musimy po prostu pamiętać o pyle na tradycyjnych zegarach ściennych.
Mimo marudzenia na krótki sen, przejście na czas letni ma swoje jasne strony – i to dosłownie. Główny Urząd Miar oraz lekarze podkreślają, że zyskujemy dłuższe popołudnia z naturalnym światłem. To potężna broń w walce z tzw. fotodepresją, czyli obniżeniem nastroju wynikającym z niedoboru słońca.
Dłuższy dzień to większa szansa na aktywność fizyczną na świeżym powietrzu po pracy, co bezpośrednio przekłada się na lepszą kondycję i zdrowie. Także bezpieczeństwo na drogach w dłuższej perspektywie się poprawia, ponieważ największa aktywność transportowa przypada na godziny jasne. Zyskujemy popołudniowy czas z rodziną i szansę na zdrowszy tryb życia, co dla wielu jest warte jednej niedzielnej godziny spędzonej w łóżku mniej.
Niezależnie od tego, co mówią nasze zegarki, natura i tak wie swoje. W marcu 2026 roku zbiegło się kilka rodzajów wiosny. Mamy już za sobą wiosnę meteorologiczną (od 1 marca), a 21 marca powitaliśmy tę kalendarzową. Co ważniejsze dla mieszkańców Podlasia, nadeszła wiosna termiczna – średnia dobowa temperatura utrzymuje się powyżej 5°C. Gwałtowne ocieplenie, które przyniosło skoki temperatur o blisko 15°C, przyspieszyło cykl wegetacyjny.
Dla alergików to sygnał ostrzegawczy. Właśnie teraz wkraczamy w okres wiosny fenologicznej. Kwitnie już leszczyna, a wczesna wiosna przynosi pyłki mniszka lekarskiego i czeremchy. Zaraz po zmianie czasu czeka nas ulistnienie brzozy brodawkowej, co dla wielu oznacza sezon na katar i łzawiące oczy. Warto więc wykorzystać te dodatkowe jasne godziny na spacer, póki pełna wiosna i kwitnące kasztanowce nie zdominują miejskiego krajobrazu.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze