Reklama

Żubry u siebie z gwiazdami z Łodzi. Mission (im)possible?

Misja niemożliwa? Coraz więcej na to wskazuje. Chodzi o utrzymanie białostockich Żubrów w I lidze. Liczba okazji na walkę o ten cel dla ekipy ze stolicy województwa podlaskiego topnieje w oczach. I nie chodzi tu o szanse, bo te są naprawdę nikłe. Chodzi o to, że drużyna Kamila Piechuckiego ma coraz mniejsze możliwości choćby na przedłużenie nadziei na sukces. W sobotę o godzinie 15.00 zagrają z ŁKS Coolpack Łódź. Goście to z 6 lokaty w ligowej stawce. A Żubry? Czerwona latarnia niestety. Mimo wszystko warto poświęcić sobotnie popołudnie na ten mecz. Dlaczego? Bo dla Żubrów to jedna z ostatnich możliwości włączenia się do gry o pozostanie.

Była chemia, której już nie ma

Ekipa Kamila Piechuckiego na początku roku miała moment, kiedy walka o pozostanie w lidze - choć piekielnie trudna - miała szanse powodzenia. Białostoczanie przegrywali minimalnie i wygrali wyjazdowy mecz z Notecią Inowrocław. Ostatnie trzy mecze to jednak bardzo wyraźne porażki. Na dodatek przegrane na tyle wyraźne, że rywale od początku do samego końca meczu kontrolowali sytuację na parkiecie. Żubrom trudno odmówić ambicji i waleczności, ale efekt nowej miotły Kamila Piechuckiego ewidentnie przestał działać. Nie wiem co się dzieje w szatni, ale widać też, że chyba siadły nastroje w ekipie, bo grę białostoczan ostatnio ciężko oglądać. I nie chodzi tu o to, że przegrywają, ale czuć, że coś się dzieje z chemią w zespole. Może to spóźniony efekt żałoby po śmierci kolegi (po tragicznie zmarłym Romanie Janiku), a może przegrywana walka z własną niemocą. Bo ciężko się gra, kiedy wszyscy w lidze są wyżsi, ciężsi, silniejsi, skoczniejsi. Wtedy nawet sam na sam z koszem wydaje się wyzwaniem.

Paradoks z ŁKS-em 

Paradoksalnie mecz z ŁKS - zespołem, który celuje w awans choć w tabeli jest relatywnie nisko - może być czynnikiem, który obudzi ekipę. Zespół z Łodzi wkurzył potężnie resztę ligi, bo to z jego powodu - wbrew wszystkim pozostałym klubom - Polski Związek Koszykówki zmienił terminarz. Powód? W ekipie ŁKS jest kilku zawodników, którzy mają szansę na grę w reprezentacji Polski w czerwcowych mistrzostwach świata 3x3. Klub z Łodzi wiedział kogo kontraktuje ściągając graczy. Nie chciał jednak płacić za ryzyko więc wystąpił o zmiany w terminarzu i - wbrew pozostałej szesnastce klubów - zgodę otrzymał. W efekcie rozgrywki zakończą się 3 tygodnie wcześniej, a Żubry zagrają 3 spotkania w środku tygodnia (z meczem z Polonią Warszawa nawet 4). Złość sportowa na łodzian jest ogromna i może się udzielić także białostockiej szatni. Jest i inny powód: ŁKS pozyskał gwiazdy (bardziej emerytowane niż legendarne), ale budzące szacunek. Walka z takim rywalem mobilizuje i jeżeli w Żubrach obudzi się ten duch walki i wiara jaką prezentowały na początku 2026 roku mogą zadziwić nie tylko swoich kibiców. Tutaj jednak rolą trenera Piechuckiego jest obrócić frustrację i złość na sportową rywalizację zamiast na bezsilną agresję i pretensje. 

Reklama

Dajmy im szansę

Żubrom należy się szansa i grając przeciw ŁKS-owi taką szansę mają. Rywal jest piekielnie mocny, a sąsiedzi w tabeli uciekają im coraz bardziej. W takiej sytuacji nie zostaje nic innego jak zagrać bez kalkulacji - tak jakby ten mecz był ostatnim. Żubry grają o życie i będą grały tak już do samego końca ligi. Jeżeli znowu od początku dadzą się łodzianom stłamsić i odskoczyć to obejrzymy kolejne bezsilne szarpanie się z rzeczywistością połączone z rosnącą rezygnacją. Jeżeli jednak wreszcie poczują moc możemy być świadkami bardzo ciekawego widowiska, a może - kto wie - nawet sensacji. 

Reklama

Żubry grają w sobotę (28 lutego) o godzinie 15.00 w hali Szkoły Podstawowej nr 50 w Białymstoku przy ul. Puławskiego. Sprawdźmy jak sobie poradzą i dajmy im nasz doping. Zasługują na to! 

Przemysław Sarosiek

Przemysław Sarosiek 

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 28/02/2026 11:41
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości