Zimny prysznic, bolesna lekcja, czy po prostu słabszy dzień? Porażka Jagiellonii Białystok z Lechią Gdańsk 0:3 odbiła się szerokim echem w stolicy Podlasia. Na pomeczowej konferencji prasowej trener Adrian Siemieniec oraz kluczowi zawodnicy nie gryźli się w język, szukając przyczyn tak dotkliwej przegranej. Choć statystyki posiadania piłki mogły momentami mylić, tablica wyników była dla gości bezlitosna. Rzecz w tym, że część komentarzy po tej porażce - jest reakcją jaką kibice Realu Madryt prezentują, kiedy ich ekipa przegra mecz w lidze z outsiderem. Tymczasem Jagiellonia to ani najbogatsza, ani też nie najsilniejsza ekipa w Polsce. Dzięki dobremu zarządzaniu, odrobinie szczęścia i ciężkiej pracy wielu osób (w tym Adriana Siemieńca, Łukasza Masłowskiego, kolejnych prezesów i Wojciecha Strzałkowskiego - większościowego udziałowca) jest od lat na szczycie.
Porażka 0:3 to bolesny cios, ale sztab Jagiellonii apeluje o spokój. Według Siemieńca, kluczem do powrotu na właściwe tory jest ciężka praca, a nie dorabianie ideologii do słabszego dnia formacji ofensywnej, w tym Jesusa Imaza czy Afimico Pululu.
Niesamowite, jak wiele teorii można dorobić do porażki. Zagraliśmy słabszy mecz i przegraliśmy. Nie ma co dorabiać teorii, może jeszcze zaraz pojawią się jakieś afery. To piłka nożna, dzisiaj taki mecz nam wyszedł, a w zasadzie nie wyszedł - mówił trener z gorzkim uśmiechem.
Trener Adrian Siemieniec, mimo rozczarowania, starał się na chłodno przeanalizować przebieg spotkania. Szkoleniowiec żółto-czerwonych zwrócił uwagę przede wszystkim na brak skuteczności w kluczowych fazach meczu.
Trudno jest wygrać spotkanie na tym poziomie, jeśli w decydujących momentach brakuje nam zimnej krwi w polu karnym przeciwnika. Dzisiaj Lechia była zabójczo konkretna, a my, mimo kilku niezłych fragmentów, biliśmy głową w mur. Przyjmujemy tę porażkę z pokorą, bo wiemy, że margines błędu w Ekstraklasie jest niezwykle wąski. Musimy przeanalizować, dlaczego straciliśmy kontrolę nad tempem meczu po pierwszej straconej bramce. To był moment, w którym nasz plan zaczął się sypać, a rywal poczuł krew i wiatr w żaglach.
Również Bartłomiej Wdowik, ostoja lewej strony Jagiellonii, nie ukrywał, że zespół zawiódł w elementach, które dotąd były ich atutem.
Dzisiaj jako zespół nie stanęliśmy na wysokości zadania w fazie defensywnej, co rywal bezlitośnie wykorzystał. Musimy szybko podnieść głowy, bo wiemy, że stać nas na znacznie lepszą grę, co pokazywaliśmy w poprzednich kolejkach.
Trener gospodarze nie krył swojego zadowolenia, że ekipa Lechii zdobyła bardzo cenne 3 punkty wygrywając z wymagającym rywalem.
- Oczywiście końcowy rezultat jest fantastyczny. Pierwsze 45 minut to być może najlepsza gra, jaką widziałem w naszym wykonaniu. Byliśmy bardzo agresywni w pressingu, mieliśmy świetną strukturę w obronie, mieliśmy odpowiednio dużo składnych akcji na trudnym boisku. Wiedzieliśmy, że w drugiej połowie Jagiellonia zaatakuje nas, to zrobiła, ale broniliśmy naprawdę dobrze - mówił trener Lechii.
Curver komplementował postawę swojej defensywy, którą dotąd często krytykował. Chwalił też lidera klasyfikacji strzeleckiej Tomasa Bobcka, który przy ostatniej bramce - zamiast strzelać - podał piłkę lepiej ustawionemu partnerowi przedkładając dobro drużyny nad swoje ambicje.
- Wygraliśmy z możliwymi przyszłymi mistrzami Polski, bardzo mi się podoba, jak grają, życzę im wszystkiego dobrego w końcówce sezonu.
W Białymstoku zaczynają padać pytania o dyspozycję fizyczną zespołu. Jednak trener Siemieniec uspokaja, że jeden mecz nie definiuje całego sezonu. Kluczowe będzie teraz to, jak drużyna zareaguje przed własną publicznością. Trener Adrian Siemieniec na pomeczowej konferencji nie szukał tanich wymówek. Szkoleniowiec żółto-czerwonych otwarcie przyznał, że rywale byli tego dnia po prostu lepsi, a jego zespół nie potrafił odpowiedzieć na agresywny styl gry gospodarzy.
Mimo że sztab szkoleniowy Jagi analizował grę Lechii, rzeczywistość boiskowa zweryfikowała plany lidera z Białegostoku. Trener podkreślał, że sama wiedza o przeciwniku nie wystarczyła, by skutecznie zareagować na wydarzenia na murawie.
Widzieliśmy, jakie to spotkanie będzie, bo tak te mecze z Lechią wyglądają. Dzisiaj mimo tej wiedzy nie zawsze umiesz zareagować. A czasami myślisz, że umiesz, a rzeczywistość okazuje się inna. Trudno snuć wielkie teorie, byliśmy słabszą drużyną, Lechia wygrała zasłużenie - mówił Siemieniec.
Wśród kibiców zawrzało po występie Alexa Pozo, jednak Adrian Siemieniec stanowczo uciął dyskusje o personalnym obarczaniu winą poszczególnych graczy. Dla trenera kluczowa jest odpowiedzialność zbiorowa i zaufanie, jakie buduje do zawodników realizujących założenia taktyczne.
Sprowadzanie tej porażki do jednego piłkarza jest nie na miejscu. Dzisiaj odpowiedzialność biorę ja jako trener, ale przegrał cały zespół. Alex to zawodnik, do którego trenerzy, w tym ja, budują sobie zaufanie, bo zawsze mogą na niego liczyć.
Jagiellonia, przyjeżdżając do Gdańska, musiała mierzyć się nie tylko z umiejętnościami rywali, ale także z ich podwójną motywacją. Jako zespół z czołówki, Duma Podlasia stała się celem dla każdego przeciwnika w Ekstraklasie.
Gdy przyjeżdżasz jako lider, musisz liczyć się z bardzo dużą motywacją rywali, którzy chcą cię pokonać. Mogą bardzo wiele zyskać, niewiele stracić, a w drugą stronę jest odwrotnie i musimy wchodzić na coraz wyższy poziom - podsumował szkoleniowiec.
Jagiellonia wraca do Białegostoku z bagażem trzech bramek i bagażem doświadczeń. Czasu na wyciągnięcie wniosków będzie teraz nieco więcej, a fani liczą, że w kolejnym spotkaniu zobaczymy zespół, który od pierwszej minuty narzuca swoje warunki gry. A mimo fatalnego wyniku na murawie, sektor gości w Gdańsku tętnił życiem do ostatniego gwizdka. Kibice Jagiellonii po raz kolejny udowodnili, że są z zespołem na dobre i na złe. Teraz czas, by piłkarze zrewanżowali się im na boisku w następnej kolejce.
Przemysław Sarosiek
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze