Reklama

Czy to koniec domów z wielkiej płyty - tykająca bomby, czy twierdze na stulecie

Mieszkają w nich tysiące rodzin z naszego regionu. Osiedla z wielkiej płyty, niegdyś symbol nowoczesności PRL-u, dziś stają przed największym wyzwaniem w swojej historii. Eksperci nie mają już żadnych wątpliwości: czas "doraźnego łatania" i napraw na chwilę się zakończył. Jeśli w najbliższym czasie nie dojdzie do systemowej modernizacji bloków zbudowanych z wielkiej płyty to za kilka lat czeka nas fala awarii, której się nie już powstrzymać. Inżynierowie mają też uspokajające wieści: zadbany blok z lat 70. może przeżyć niejeden nowoczesny apartamentowiec.

Betonowe serca podlaskich miast: Od "Manhattanu" po Dziesięciny

Dla krajobrazu Białegostoku, Łomży czy Suwałk są tym, czym wieżowce dla Nowego Jorku – absolutną podstawą tkanki miejskiej. Bloki z wielkiej płyty, choć często krytykowane za estetykę dają schronienie dziesiątkom tysięcy mieszkańców województwa podlaskiego. Świetnie zlokalizowane w dużych, kompaktowych osiedlach, otoczone zielenią i tańsze o 20-25 proc. od lokali na rynku pierwotnym. Druga strona medalu to fakt, że pod warstwą styropianu i nowej elewacji kryją się problemy, które właśnie -  po 40-50 latach eksploatacji - zaczynają wychodzić na wierzch. I grożą dużymi kłopotami, wydatkami, a w ostateczności - rozbiórką. Jak wielu osób to dotyczy i czy faktycznie betonowe serca miast wymagają przeszczepów czy wystarczy tylko drobny zabieg?

O wielkiej płycie pisaliśmy w lipcu 2025 TUTAJ. W skali województwa podlaskiego budownictwo wielkopłytowe to nie margines, a dominanta. W Białymstoku to potężne osiedla takie jak Piasta, Sienkiewicza, Piaski czy Dziesięciny. To tutaj toczy się życie znacznej części mieszkańców stolicy województwa. Podobnie jest w Suwałkach – tamtejsze Osiedle Północ, pieszczotliwie zwane "Manhattanem", Osiedle Centrum czy Kamena to centra życiowe miasta. Większość z tych budynków przeszła już termomodernizację. Kolorowe tynki przykryły szarą płytę, ale to, co najważniejsze, jest niewidoczne dla oczu. Nie inaczej jest i w Łomży, gdzie budynki przy ul. Księżnej Anny i Wiejskiej wzniesione w połowie lat 80 też najlepsze lata mają już za sobą. Wszystkie wymienione osiedla wkraczają w wiek krytyczny dla instalacji wewnętrznych. O ile sama konstrukcja betonowa znosi upływ czasu zaskakująco dobrze, o tyle "wnętrzności" bloków – rury i kable – wołają o pomoc.

Reklama

Ukryty wróg w ścianach: Instalacje na granicy wytrzymałości

Największym problemem, na który wskazują eksperci portali branżowych takich jak Murator Plus są instalacje wodno-kanalizacyjne. W czasach PRL standardem były rury stalowe ocynkowane. Z zewnątrz mogą wyglądać na solidne, ale w środku toczy się proces, którego nie widzimy. Korozja i osadzający się kamień drastycznie zmniejszają przekrój rur. To dlatego ciśnienie wody w kranie spada, a woda bywa ruda. Co gorsza, rury te pękają nagle – często pod wpływem skoku ciśnienia. Scenariusz jest zazwyczaj ten sam: woda kapiąca z sufitu u sąsiada z dołu, zniszczone podłogi i kosztowny remont. Eksperci ostrzegają: sygnałem alarmowym są szumy w rurach i dziwne dźwięki w ścianach. Jeśli je słyszysz, awaria jest kwestią czasu.

Nie mniej groźny jest stan instalacji elektrycznej. W wielu mieszkaniach wciąż funkcjonują instalacje aluminiowe. Utleniające się aluminium traci przewodność i zaczyna się nagrzewać, co w skrajnych przypadkach grozi pożarem. Dzisiejsze obciążenie sieci – zmywarki, pralki, czajniki elektryczne, komputery – jest nieporównywalne do tego z lat 80., kiedy projektowano te systemy.

Reklama

Od 3 do 5 lat – tyle czasu dają nam eksperci

Analizy przytaczane przez portal KB.pl brzmią alarmująco. Specjaliści przewidują, że w ciągu najbliższych 3-5 lat mieszkańcy bloków z wielkiej płyty mogą doświadczyć masowych awarii instalacji wodnych. To "godzina zero" dla spółdzielni mieszkaniowych w Suwałkach, Łomży czy w Białymstoku.

Problem polega na tym, że przez lata uśpiono naszą czujność. Skoro nic się nie działo, uznano, że instalacje są wieczne. Tymczasem rury żeliwne i stalowe mają swoją żywotność. Systemowa wymiana pionów to operacja bolesna, wiążąca się z kuciem ścian i bałaganem, ale staje się nieunikniona. Eksperci podkreślają: koniec z łataniem dziur. Wymiana fragmentu rury w jednym mieszkaniu tylko przesuwa problem do sąsiada. Potrzebne są działania kompleksowe, obejmujące całe piony i tych nie udźwigną sami mieszkańcy wielkiej płyty. Niezbędne są działania całych spółdzielni i wsparcie państwa. 

Reklama

Gdy blok przestaje "oddychać"

Kolejnym cichym zabójcą komfortu w wielkiej płycie jest wentylacja. Oryginalnie w blokach stosowano wentylację grawitacyjną, która działała dzięki nieszczelnościom w starych, drewnianych oknach. Gdy mieszkańcy masowo wymienili okna na szczelne plastiki, a budynki ocieplono styropianem, cyrkulacja powietrza została zaburzona. Efekt? Wilgoć, zaduch i czarne wykwity grzyba w rogach pokoi. To nie tylko problem estetyczny, ale realne zagrożenie dla zdrowia, zwłaszcza dla alergików i dzieci. Modernizacja bloków musi więc obejmować nie tylko rury, ale i systemy wspomagania wentylacji (np. nawiewniki okienne), by przywrócić prawidłowy ciąg w niedrożnych często kanałach wentylacyjnych.

Przyszłość: Nawet 120 lat życia - ale pod pewnym warunkiem

Mimo tej litanii zagrożeń, nie należy spisywać wielkiej płyty na straty. Wręcz przeciwnie. Według portalu PropertyNews.pl, po przeprowadzeniu systemowej modernizacji (wymiana instalacji, wzmocnienie łączeń płyt, termomodernizacja), żywotność tych budynków szacuje się na kolejne 100, a nawet 120 lat. Konstrukcyjnie bloki te są często solidniejsze niż szybko stawiane nowe osiedla deweloperskie. Mieszkania na białostockich Piaskach czy suwalskim Centrum mają też coś, czego brakuje nowym inwestycjom: przestrzeń między budynkami i dojrzałą zieleń.

Reklama

Wnioski są jasne: wielka płyta nie zniknie z naszego krajobrazu. Jest zbyt cenna i jest jej zbyt dużo. Jednak, aby mieszkanie w niej było bezpieczne, musimy zaakceptować konieczność remontów. Dla spółdzielni i wspólnot mieszkaniowych nadchodzi czas wielkich wydatków i trudnych decyzji logistycznych. Działania wyprzedzające pozwolą rozłożyć te koszty w czasie. Ignorowanie problemu skończy się falą awarii, za które zapłacimy wszyscy – i to z nawiązką. Dlatego warto pomyśleć zanim mleko się rozleje. A biorąc pod uwagę skalę zjawiska włączyć się w to muszą zarówno samorządy jak i państwo. Inaczej wielka płyta będzie zmieniałą się w slumsy. 

Przemysław Sarosiek

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 11/02/2026 10:01
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo ddb24.pl




Reklama