- Nigdy nie montowaliśmy tam ekranów. Ustawiliśmy tylko słupy betonowe, ale pleksi nie były zamontowane – powiedziała ponad rok temu do radnych szefowa Zarządu Dróg Miejskich – Bożena Zawadzka. Na zdjęciu powyżej widać dokładnie te nigdy niewybudowane ekrany akustyczne, które oprócz tego, że nie zostały wybudowane, to się jeszcze na dodatek same rozebrały.
Cuda w Białymstoku. Objawienia Fatimskie to pikuś w porównaniu z tym, co się dzieje w naszym mieście. Ekrany akustyczne warte około 2 mln 200 tys. zmaterializowały się same i tak samo w cudowny sposób się zdematerializowały. Winnych brak. Urzędnicy twierdzą, że nic o nich nie wiedzą, a tylko źli mieszkańcy czepiają się nie wiadomo o co. No i jeszcze prokuratura.
Prokuratura na początku dość niemrawo zajmowała się sprawą „nieistniejących” ekranów akustycznych. Najpierw w ogóle odmówiła wszczęcia śledztwa, którego domagała się grupa mieszkańców. Ale sąd nakazał jej jednak zbadanie całej sprawy. W najbliższy czwartek ma się odbyć kolejna rozprawa przed sądem, w trakcie której zeznania ma złożyć ówczesny dyrektor Zarządu Dróg i Inwestycji – Janusz Ostrowski. Na poprzedniej rozprawie nie pojawił się i nie składał żadnych wyjaśnień.
- Skoro pan Ostrowski nie był uprzejmy pojawić się na rozprawie i odnieść do uwag oskarżyciela posiłkowego, to nie da się bez tego wydać rozstrzygnięcia w tej sprawie – stwierdziła sędzia i wezwała Janusza Ostrowskiego do stawiennictwa przed wymiarem sprawiedliwości.
Dlaczego urzędnicy z departamentu kierowanego wówczas przez Ostrowskiego dziś zarzekają się, że nigdy ekranów akustycznych nie było w tym miejscu? Dlatego, że po pierwsze je rozebrali bez właściwej decyzji. A to już może być przestępstwem polegającym na samowoli budowlanej. Ale po drugie, zdemontowane ekrany rozpłynęły się w powietrzu i nikt nie wie gdzie są. Część z nich ponoć odnalazła się gdzieś w mieście, z tym że jest druga część warta około 300 tysięcy, której nijak nie można zlokalizować. To w sumie i tak ciekawostka, bo jak mogły się odnaleźć ekrany, których nigdy nie było i nie były montowane? Ale to raczej zadanie nie dla sądu, tylko dla osób zajmujących się badaniem zjawisk nadprzyrodzonych.
- Decyzję, żeby ekranów nie było wydała Generalna Dyrekcja Ochrony Środowiska, która w tym zakresie zmieniła decyzję Regionalnego Dyrektora Ochrony Środowiska. Tego zresztą chcieli mieszkańcy. Na tej lokalizacji ekrany nie są potrzebne, bo poziom hałasu był badany i stwierdzono, że nie jest za głośno – wyjaśniała ponad rok temu obecna dyrektor Zarządu Dróg Bożena Zawadzka.
Pani dyrektor od dróg miejskich utrzymuje, że brak pleksi w ustawionych ekranach wcale nie świadczy o ich budowie. A to, że ekrany pojawiły się i znikły bez decyzji, nijak nie da się wyjaśnić. Bożena Zawadzka nie ma też wiedzy innej, bo zdaniem biegłych, ekrany to nie tylko pleksi, ale całość wyposażenia, na którym są zamontowane – w tym słupy betonowe. Z tym, że takie ustalenia są kompletnie nie do pojęcia w urzędzie miejskim.
Czekając na czwartkowe posiedzenie sądu, na którym być może poznamy orzeczenie w sprawie cudu ekranowego, polecamy przyjrzeć się załączonym zdjęciom. Na tym głównym widać stan w momencie „nie budowania” ekranów akustycznych na Kazimierza Wielkiego. Poniżej można otworzyć i zobaczyć jak wygląda ten sam rejon obecnie – oczywiście bez „niewybudowanych” ekranów.
(Agnieszka Siewiereniuk – Maciorowska/ Foto: JK)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze