To miało być piłkarskie święto i mimo braku bramek, Chorten Arena pękała w szwach od widzów i emocji. W sobotni wieczór, przy wypełnionych po brzegi trybunach, doszło do starcia dwóch gigantów obecnego sezonu – Jagiellonii Białystok oraz Lecha Poznań. Choć na tablicy wyników po ostatnim gwizdku widniało 0:0, poziom widowiska, intensywność i taktyczna dyscyplina obu zespołów potwierdziły, że mierzyli się ze sobą główni pretendenci do tytułu mistrzowskiego. Dla trenera Adriana Siemieńca był to wieczór szczególny – nie tylko ze względu na wagę meczu, ale i symboliczną, trzecią rocznicę objęcia sterów w Dumie Podlasia. No i także dlatego, że ogłosił przedłużenie kontraktu z Jagiellonią na rok.
Od pierwszych minut widać było, że żaden z zespołów nie zamierza rzucić wszystkich sił do bezmyślnego ataku. To był mecz z kategorii tych, w których jeden błąd może zadecydować o losach całego sezonu. Obie drużyny postawiły na ogromną konsekwencję i wzajemne neutralizowanie swoich najsilniejszych atutów. Trener Adrian Siemieniec, mimo pewnego niedosytu wynikającego z braku trzech punktów, po meczu komplementował postawę swoich zawodników oraz klasę rywala.
– Obraz meczu był bardzo wyrównany, ale dlatego, że spotkały się dwie bardzo dobre drużyny - indywidualnie i drużynowo. Mecz stał na bardzo wysokim poziomie taktycznym, była bardzo duża konsekwencja, cierpliwość w realizacji swojego planu. To był mecz do jednej sytuacji, jednego błędu, trzeba było do końca zachować koncentrację. Nie wiem, czy na pewnym etapie oba zespoły podświadomie nie chciały przegrać tego meczu i brakowało ryzyka z naszej strony – analizował na gorąco szkoleniowiec Jagiellonii.
Podobnego zdania był opiekun „Kolejorza”, Niels Frederiksen, który docenił organizację gry gospodarzy:
– To był taktyczny mecz z obu stron. Kontrolowały się, zabezpieczały się, nie było wielu okazji. Często to się zdarza w takich meczach. Myślę, że mieliśmy więcej sytuacji od rywali w pierwszej połowie, ale pod koniec to oni nas zepchnęli. Remis jest sprawiedliwy i oba zespoły mogą być usatysfakcjonowane wynikiem – przyznał trener gości.
Jednym z najgorętszych tematów wieczoru był odważny ruch kadrowy Adriana Siemieńca. Wobec problemów zdrowotnych Tarasa Romanczuka, który mecz rozpoczął na ławce, trener postawił na 17-letniego Eryka Kozłowskiego. Dla wychowanka białostockiej akademii był to debiut w wyjściowej jedenastce na poziomie Ekstraklasy – i to w meczu o tak ogromnym ciężarze gatunkowym.
– Powiedziałem Erykowi, że trzy lata temu ktoś postawił na mnie i dał mi możliwość na realizację marzenia, a dzisiaj to ja daję szansę tobie, byś te marzenia spełnił. To jest chłopak z Białegostoku, który tu się wychował od dzieciaka i kocha ten klub. On na tę szansę sobie zapracował i zasłużył. Obronił się tym występem – mówił z dumą Siemieniec, podkreślając, że stawianie na młodzież to nie przypadek, a fundament strategii Jagiellonii.
Z postawy kolegi niezwykle cieszył się Bartosz Mazurek, który sam jest symbolem skutecznego wprowadzania młodzieży do składu Jagi.
– Znamy się z Erykiem bardzo długo, graliśmy razem już w drużynach młodzieżowych. Cieszę się, że dostał taką szansę – ciężko pracował na treningach, a trener to zauważył i docenił. Nie pękł na boisku i jestem z niego dumny. To marzenie każdego chłopaka, który gra w Akademii czy w Jaga Cup. Graliśmy tu na stadionie jako dzieci, patrzyliśmy na trybuny i mieliśmy jedno marzenie – żeby kiedyś tu zagrać przy pełnych trybunach. Teraz je spełniamy – relacjonował wzruszony „Mazi”.
Sobotni mecz zbiegł się z trzecią rocznicą pracy Adriana Siemieńca w Białymstoku. Przez ten czas Jagiellonia przeszła niesamowitą metamorfozę, stając się drużyną, która trzeci rok z rzędu utrzymuje się w ścisłym TOP 3 ligi. Choć kibice i dziennikarze liczyli na oficjalne ogłoszenie przedłużenia kontraktu przez szkoleniowca, ten zachował profesjonalną powściągliwość.
– Dziś mijają trzy lata, fajna symbolika. Nie zleciało to szybko, bo mam wrażenie, że poprowadziłem Jagiellonię chyba w 146 spotkaniach. Bardzo intensywny okres, ale na głębsze podsumowania przyjdzie czas po sezonie. Jeśli chodzi o kontrakt, chciałbym, żeby państwo uszanowali moje ustalenia z klubem. Umówiliśmy się, że organizujemy osobną konferencję poświęconą temu tematowi. Chcemy w należyty sposób opowiedzieć o całej sytuacji – uciął spekulacje Siemieniec.
Bartosz Mazurek nie szczędził jednak pochwał swojemu trenerowi:
– Cieszymy się, że zostaje z nami na dłużej. Wiemy, jakim trenerem i fachowcem jest pan Adrian oraz jak wiele już tutaj osiągnął. Jest odważny, stawia na młodych, co dla nas jest kluczowe.
Mecz mógł potoczyć się inaczej, gdyby Kajetan Szmyt wykorzystał swoją „setkę”. Skrzydłowy Jagiellonii stanął oko w oko z bramkarzem Lecha, ale górą był golkiper gości. Szmyt po meczu bił się w pierś, zauważając jednocześnie respekt, jakim darzyły się oba zespoły.
– Gdybym wykorzystał swoją okazję, mecz mógłby potoczyć się inaczej. Trzeba oddać bramkarzowi, że dobrze się zachował. Obie drużyny podeszły do siebie z dużym respektem. Porażka bardzo by nas oddaliła w tabeli, więc momentami było widać, że nikt nie chce przede wszystkim stracić bramki – przyznał Szmyt.
Jagiellonia w drugiej połowie przejęła inicjatywę, szukając drogi do siatki przez Mazurka czy dobitkę Jesusa Imaza, ale Lech, prowadzony przez świetnie dysponowanego tego dnia Mateusza Skrzypczaka (wychowanka Lecha grającego w Jagiellonii – przyp. red.), skutecznie się bronił. Zdaniem Bartosza Mazurka, podział punktów jest jednak sprawiedliwym odzwierciedleniem wydarzeń boiskowych.
– Zarówno my, jak i Lech mieliśmy swoje szanse. W pierwszej połowie Lech przejął nieco inicjatywę, ale w drugiej gra się wyrównała. To ścisła czołówka naszej ligi, dlatego mecz był tak wyrównany. Remis daje nam cenny punkt, zobaczymy na koniec sezonu, dokąd nas to zaprowadzi – ocenił Mazurek.
Po sobotnim hicie sytuacja w tabeli nie uległa drastycznej zmianie. Lech Poznań zachowuje przewagę, ale Jagiellonia udowodniła, że potrafi grać jak równy z równym z liderem, nawet przy absencjach kluczowych graczy od pierwszej minuty. Trener Siemieniec podkreśla, że w tej lidze każdy mecz to walka o przetrwanie i nie ma sensu patrzeć zbyt daleko w przyszłość.
– Odległości w tabeli są tak nieduże, że jedna kolejka może wywrócić sytuację do góry nogami. Nam służy określenie, by iść od meczu do meczu. Dzisiaj jest wygrać w Ekstraklasie naprawdę trudno i trzeba nie tylko zagrać jakościowo, ale włożyć też bardzo dużo energii i poświęcenia. Ten punkt jest cennym budulcem przed kolejnym wyzwaniem w Kielcach – podsumował Adrian Siemieniec.
Na zakończenie konferencji, szkoleniowiec Jagiellonii, znany z bliskiej więzi z regionem i kibicami, skierował do wszystkich mieszkańców Białegostoku ciepłe słowa:
– Podziękowania dla kibiców za wspaniałą atmosferę i wsparcie. Dla wszystkich państwa zdrowych, wesołych i spokojnych świąt.
Przed Jagiellonią teraz krótki odpoczynek i przygotowania do piątkowego wyjazdu na mecz z Koroną Kielce. Walka o mistrzostwo wkracza w decydującą fazę, a sobotni remis z Lechem pokazał jedno – Duma Podlasia ma charakter, ma przyszłość w postaci młodych talentów i ma trenera, który dokładnie wie, dokąd prowadzi tę drużynę. Kolejny rozdział tej fascynującej historii już za kilka dni.
Przemysław Sarosiek
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze