Bez bramek, ale nie bez emocji zakończył się mecz dwóch mistrzów Polski: aktualnego Lecha Poznań i poprzedniego czyli Jagiellonii Białystok. Na Chorten Arenise żółto-czerwoni zagrali naprawdę dobre spotkanie, choć niestety grzeszyli nieskutecznością. Obie ekipy miał swoje okazje bramkowe, ale lepsze mieli białostoczanie. Najlepsze zmarnowali Kajetan Szmyt i Jesus Imaz, którzy mieli przed sobą tylko bramkarza Lecha. Goście też mieli swoje szanse, ale zdecydowanie mniej oczywiste niż gospodarzy.
Przed meczem odbyła się uroczystość, a w zasadzie ogłoszenie wiadomości w sprawie przedłużenia kontraktu Adriana Siemieńca. O szczegółach tego zdarzenia pisaliśmy TUTAJ
Odważniej i z większym animuszem zaczął mistrz Polski, który od samego początku meczu usiłował narzucać Jagiellonii swój styl gry. Agresywny pressing już pod polem karnych żółto-czerwonych powodował, że białostoczanie musieli walczyć o piłkę i możliwość jej rozegrania już na własnej połowie. Z tego właśnie powodu Duma Podlasia miała kłopoty z konstruowaniem akcji ofensywnych. Białostoczanie grali jednak bardzo uważnie pod własną bramką i nie pozwalali rywalom na groźniejsze akcje po własnych błędach. Mimo to już w 3 minucie Sławomir Abramowicz wykazał się refleksem: po strzale Patrika Walemarka z około 18 metrów wyciągnął się jak struna wybijając piłkę, która zmierzała do bramki tuż przy słupku.
Po 10 minutach optycznej przewagi Kolejarza białostoczanie złapali swój rytm gry i zaczęli atakować. Najpierw Afimico Pilulu doczekał się podania od kolegów. Nasz napastnik wytrzymał twardy atak Mateusza Skrzypczaka, ale nie zdołał oddać strzału. Chwilę później Bernardo Vital podawał w stronę Afiego, ale wyszło prawie dośrodkowanie i interweniował Mrozek.
W 11 minucie zaatakował Lech: Skrzypczak dorzucił do Pereiry, który zacentrował do Ischaka, ale napastnik Lecha nie zdołał trafić w światło bramki. Jaga zrewanżowała się składną akcją pod bramką Mrozka: Jesus Imaz podał przed pole karne do debiutującego w podstawowej jedenastce Eryka Kozłowskiego. Młodego zawodnika chyba trochę zjadła trema i będąc z piłką na linii pola karnego strzelił wysoko nad poprzeczką. A szkoda, bo nikt mu nie zasłaniał bramki Lecha.
W 33 minucie powinno być 1:0 dla Jagiellonii. Pululu pokazał, że jest nie tylko świetnym strzelcem, ale równie dobrze dogrywa do kolegów. Podał idealnie w tempo do Kajetana Szmyta. Ten wziął na plecy obrońcę i popędził na bramkę Mrozka. Golkiper wyszedł przed pole bramkowe i... wygrał sytuację sam na sam odbijając lekki strzał pomocnika Jagi. Szkoda, bo Szmyt miał czas, możliwość i w zasadzie mógł zapytać golkipera Lecha, w który róg jego bramki wpakować piłkę. Niestety... wybrał lekkie pacnięcie piłki po ziemi. Chwilę później żółto-czerwoni znowu mieli swoją szansę: z lewej strony w pole karne dośrodkował Pozo, Pululu pomysłowo zagrał do Imaza, ale Jesus posłał piłkę nad bramką.
Druga połowa zaczęła się od tego, że to Jagiellonia zaczęła wysoko atakować Lecha. Agresywny pressing na połowie rywali spowodował, że dla odmiany poznaniacy zaczęli mieć problemy z rozgrywaniem akcji. Jagiellonia zaś zaczęła grać tak jak lubi: szybko odbierając piłkę rywalom i atakując. W efekcie częściej gra toczyła się w środku boiska. W pierwszym kwadransie drugiej połowy białostoczanie mieli jednak dobrą akcję: Imaz dostał piłkę przed pole karne. Zamiast jednak podawać do lepiej ustawionego Pululu postanowił sam zakończyć akcję strzałem zza linii pola karnego i... nie trafił w bramkę.
W 59 minucie okazję miał Lech, ale po podaniu Bengtssona Ali Gholizadeh został... trafiony piłką i futbolówka przeleciała obok bramki Abramowicza.
W 60 minucie znowu doskonałą okazję mieli żółto-czerwoni, ale dwukrotnie znakomitą interwencją popisał się Mrozek. Najpierw odbił przed siebie lekki ale techniczny strzał Bartka Mazurka. Kiedy Jesus Imaz głową próbował wrzucić mu piłkę za kołnierz golkiper Lecha ekwilibrystycznie odbił piłkę nad poprzeczką. Interweniował tak ofiarnie, że potrzebna była pomoc fizjoterapeutów.
W 77 minucie Lech wyprowadził szybki kontratak, który zakończył się podaniem Hakansa do Ishaka. Szwed oddał solidny strzał, ale błysnął Abramowicz, który odbił piłkę na słupek. Zanim lechici zebrali się do dobitki nasza defensywa wybiła piłkę poza pole karne. W 79 minucie po rożnym piłka odbiła się od ręki Nahuela w jagiellońskim polu karnym. Przybył wstrzymał grę, kiedy Jagiellończycy wybili piłkę na aut, ale nawet nie podszedł do ekranu po konsultacji z VAR uznając, że nie ma czego oglądać.
W 81 minucie świetną okazją miał Jesus Imaz. Hiszpan, który dostał dobre podanie ze środka pola poślizgnął się na murawie w najgorszym możliwym momencie. Mając po swojej lewej stronie niepilnowanego Nahuela i możliwość wbiegnięcia w pole karne... poślizgnął się i padł jak długi. Piłkę przejął blokujący go Skrzypczak.
Ostatnie minuty to próby obu ekip, ale skutków bramkowych to nie dawało. Gorąco zrobiło się za to meczu. Sędzia odgwizdał koniec i zaczęło się od starcia Pululu z jednym z lechitów, a po chwili na boisku wbiegła niemal cała ławka Jagi, rezerwowi, obie ekipy, a po chwili także i goście. Sędzia pokazał kilka żółtych kartek - w tym dla Pululu oraz osób z ławek rezerwowych.
Jagiellonia Białystok - Lech Poznań 0:0. Żółte kartki: Antonio Milić (Lech), Eryk Kozłowski, Bernardo Vital (Jagiellonia). Sędziował: Jarosław Przybył. Widzów: 19 789.
Jagiellonia: Sławomir Abramowicz - Norbert Wojtuszek, Bernardo Vital, Andy Pelmard, Bartłomiej Wdowik - Alex Pozo, Eryk Kozłowski (72 Taras Romanczuk), Bartosz Mazurek, Kajetan Szmyt (72 Nahuel Leiva)- Jesus Imaz, Afimico Pululu.
Lech: Bartosz Mrozek - Joel Pereira, Mateusz Skrzypczak, Antonio Milić, Michał Gurgul -Ali Gholizadeh (84 Taofeek Ismaheel), Antoni Kozubal, Pablo Rodriguez (63 Gisli Thordarson), Patrik Walemark (63 Daniel Hakans), Leo Bengtsson (90+1 Luis Palma) - Mikael Ishak (84 Yannick Agnero).
Przemysław Sarosiek
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze