Choć w dyskusjach o ekologii najczęściej słyszymy o smogu czy plastiku, to właśnie maleńkie pszczoły są jednym z najważniejszych i najczulszych wskaźników stanu przyrody. Obchodzony 20 maja Światowy Dzień Pszczół to idealny moment, by przypomnieć, jak kruchy jest ich los i jak mocno nasze codzienne życie zależy od ich przetrwania. Słabnące populacje owadów to poważny alarm dla nas wszystkich.
Według danych Europejskiej Agencji Środowiska (EEA), aż 80 procent unijnych gatunków roślin uprawnych i dzikich kwiatów zależy bezpośrednio od pracy zapylaczy. Bez nich z naszych stołów mogłyby zniknąć jabłka, pomidory, migdały czy słoneczniki, a produkcja żywności stałaby się dramatycznie droższa i trudniejsza. Eksperci szacują ekonomiczną wartość zapylania dla rolnictwa w samej Unii Europejskiej na zawrotną kwotę od 5 do 15 miliardów euro rocznie. To bezpośrednie uderzenie w nasze bezpieczeństwo żywnościowe.
Statystyki nie napawają optymizmem. Już co trzeci gatunek zapylaczy w Europie notuje stały spadek liczebności. Co więcej, zagrożonych wyginięciem jest blisko 40 proc. gatunków muchówek, 20 proc. motyli i 9 proc. samych pszczół. Głównymi winowajcami są intensywne rolnictwo, utrata naturalnych siedlisk oraz wszechobecne pestycydy. – Pszczoły są doskonałym bioindykatorem. Kiedy ich populacje słabną, to sygnał, że coś złego dzieje się także z glebą, roślinami i wodą w danym rejonie – ostrzega Lisa Scoccimarro z Akademii Ekologicznej Amest Otwock.
Choć Unia Europejska wdraża systemy monitoringu, realna zmiana zaczyna się na naszych podwórkach i balkonach. Każdy z nas może pomóc lokalnym ekosystemom. Najprostszym sposobem jest sadzenie roślin miododajnych, takich jak lawenda, dziurawiec czy koniczyna. Kluczowa jest też rezygnacja z chemii w przydomowych ogródkach. Świadoma pielęgnacja zieleni i ochrona zapylaczy to w istocie troska o jakość życia każdego z nas, dlatego warto zacząć działać lokalnie już dziś.
PS
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze