Kierowcy planujący świąteczne wyjazdy do rodzin nie mają powodów do radości. Choć przepisy ustawy „Ceny Paliw Niżej” (CPN) już obowiązują to najnowsze obwieszczenie Ministerstwa Energii studzi optymizm. Od Wielkiej Soboty do wtorku 7 kwietnia za tankowanie zapłacimy jednak więcej niż przed świętami. Najbardziej dotkliwe podwyżki odczują właściciele samochodów z silnikami wysokoprężny. Ostatni sygnał przed świątecznym szczytem komunikacyjnym już minął. Jeśli planowaliście tankowanie „pod korek” taniej to trzeba było zrobić to wczoraj.
Najgorsze wiadomości resort energii dotkną użytkowników diesla. Zgodnie z nowymi stawkami, które weszły w życie w sobotę rano, maksymalna cena litra oleju napędowego wynosi teraz 7,87 zł. To drastyczny skok w porównaniu do piątkowej ceny maksymalnej, która wynosiła 7,64 zł. Podwyżka o blisko ćwierć złotego na litrze sprawia, że przy pełnym baku (średnio 50-60 litrów) z portfela ucieknie nam dodatkowe kilkanaście złotych.
W przypadku benzyny podwyżki są symboliczne. Litr popularnej „dziewięćdziesiątki piątki” kosztuje teraz maksymalnie 6,21 zł (wzrost o 2 gr), natomiast benzyna 98-oktanowa została wyceniona na 6,82 zł za litr (również wzrost o 2 gr). Choć program osłonowy teoretycznie ma chronić nas przed drastycznymi wahaniami, rynkowa rzeczywistość i formuła wyliczania cen nie pozostawiają złudzeń – taniej w te święta nie będzie.
Pełna treść rozporządzenia resortu w sprawie cen paliw TUTAJ
Wprowadzony przez rząd pakiet CPN opiera się na sztywnej formule: średnia cena hurtowa powiększona o akcyzę, opłatę paliwową, podatek VAT oraz stałą marżę sprzedażową w wysokości 30 groszy na litrze. Minister energii Miłosz Motyka w rozmowie z Polskim Radiem zapewnił, że program będzie kontynuowany tak długo, jak sytuacja na rynkach światowych będzie tego wymagać.
Mimo tych zapewnień, kierowcy coraz częściej pytają, dlaczego ceny rosną właśnie w okresach zwiększonego zapotrzebowania, takich jak Wielkanoc. Resort tłumaczy, że stawki maksymalne są publikowane codziennie i muszą odzwierciedlać realia giełdowe. Program CPN ma jedynie zapobiegać spekulacjom i nakładaniu przez stacje nadmiernych marż, ale nie jest w stanie całkowicie zamrozić cen w obliczu globalnych zawirowań.
Podwyżki zbiegają się w czasie z nasilającym się zjawiskiem tzw. turystyki paliwowej. Niższe niż w krajach sąsiednich ceny (mimo obecnych podwyżek) wciąż przyciągają kierowców z zagranicy. Minister Motyka przyznał, że zjawisko to jest faktem, choć obecnie skala wzrostu tankowań przez obcokrajowców wynosi jedynie kilka procent w skali kraju.
Resort analizuje możliwość wprowadzenia ograniczeń tankowania ze względu na narodowość, jednak – jak przyznaje szef ministerstwa – byłoby to trudne do zrealizowania pod kątem prawnym i logistycznym. Na razie rząd liczy na to, że obecny system wystarczy, by paliwa na stacjach nie zabrakło dla polskich obywateli ruszających w świąteczne trasy.
Warto przypomnieć, że ogłoszone stawki są cenami maksymalnymi, których pod żadnym pozorem nie wolno przekraczać. Nad przestrzeganiem przepisów czuwa Krajowa Administracja Skarbowa, która w okresie świątecznym zapowiada wzmożone kontrole. Przedsiębiorcy, którzy zaryzykują sprzedaż paliwa powyżej limitów wyznaczonych w Monitorze Polskim, muszą liczyć się z gigantycznymi konsekwencjami finansowymi – kary sięgają nawet 1 miliona złotych.
Obecne obwieszczenie obowiązuje aż do wtorku 7 kwietnia włącznie. Dopiero po świętach, w pierwszym dniu roboczym, poznamy nowe stawki, które mogą przynieść korektę. Na ten moment kierowcom pozostaje jedynie zaakceptować wyższe koszty podróży lub szukać stacji, które – walcząc o klienta – zaproponują ceny nieco niższe niż te narzucone przez ministerstwo. Jedno jest pewne: tegoroczna Wielkanoc pod względem transportowym będzie jedną z najdroższych w ostatnich latach.
AR
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze