Reklama

Z Jagiellonii na szczyt: Wielki debiut Oskara Pietuszewskiego!

Piątkowy wieczór na Stadionie Narodowy był szczególny dla kibiców Jagiellonii śledzących karierę wychowanka Jagiellonii: Oskara Pietuszewskiego Choć wynik meczu barażowego Polski i Albanii długo denerwował kibiców to uwaga fanów skupiła się na 17-latku, który jeszcze nie tak dawno biegał po boiskach przy ul. Elewatorskiej w Białymstoku. Oskar Pietuszewski, wychowanek Jagiellonii, a dziś objawienie portugalskiego FC Porto, oficjalnie wszedł do elitarnego grona reprezentantów Polski. Wszedł na początku II połowy i zadebiutował w pięknym stylu. A to każe wierzyć, że doczekaliśmy się piłkarza światowego formatu.

Historyczny wieczór w Warszawie 

Kiedy w 46. minucie spotkania przy linii bocznej pojawił się młody zawodnik z numerem 21 na plecach, a starszy kolega Kamil Grosicki poklepał go dodając otuchy, kibice wiedzieli, że dzieje się historia. Polska przegrywała 0:1, gra się nie kleiła, a Jan Urban potrzebował impulsu. Wybór padł na Pietuszewskiego.

W momencie wejścia na murawę Oskar liczył sobie dokładnie 17 lat i 310 dni. Tym samym zameldował się na szóstym miejscu w tabeli najmłodszych debiutantów w historii biało-czerwonych barw. Ale to nie liczby, a sposób, w jaki przywitały go trybuny, robił największe wrażenie. Gdy spiker odczytał jego nazwisko, Narodowy zareagował na jego wejście tak, jakby na boisko wchodził co najmniej Robert Lewandowski w szczytowej formie. Wszyscy czekali na fajerwerki Oskiego, o których od tygodni rozpisuje się prasa w Porto.

Reklama

DNA Jagiellonii Białystok. Od „Elewatorskiej” po Estádio do Dragão

Dla fanów z Podlasia to debiut szczególny. Pietuszewski nie jest produktem zachodniej akademii, który przypadkiem ma polski paszport. To chłopak ukształtowany w Białymstoku, który przez lata szlifował swój talent w barwach Jagiellonii. To tutaj uczył się dryblingu, który dziś straszy defensywy w lidze portugalskiej. Jego transfer do FC Porto był ogromnym krokiem naprzód, ale debiut w reprezentacji to pieczęć postawiona na jego talencie.

W meczu z Albanią Pietuszewski musiał odnaleźć się w nowej roli. O ile w klubie czaruje zazwyczaj na skrzydle, o tyle Jan Urban na początku desygnował go do gry jako ofensywnego pomocnika. Oskar nie pękł. Od pierwszej minuty szukał gry, wchodził w dryblingi i domagał się piłki. Nawet gdy sędzia nie podyktował karnego po jego efektownym rajdzie, młody białostoczanin nie zwiesił głowy. Jak celnie ujęli to komentatorzy: grał jak motocykl crossowy, który rwie się do jazdy tak mocno, że aż staje dęba.

Reklama

Rajdy, krew i pot. Tak rodzi się lider ofensywy

Druga połowa meczu z Albanią była pokazem determinacji młodego kadrowicza. Kiedy Polska przeszła na grę czwórką obrońców, Pietuszewski wrócił na swoją ulubioną pozycję – lewe skrzydło. To był moment, w którym zagrał na fantazji. Jego rajd z 61 minuty, gdy minął dwóch rywali i wyłożył piłkę na piąty metr mógł zakończyć się bramką. Brakowało jedynie zgrania z kolegami, z którymi się jeszcze nie rozumie.

Mecz z Albanią nie był jednak spacerem i świętowaniem. Oskar został brutalnie poturbowany przez rywali – raz dostał łokciem w twarz, innym razem został mocno trafiony w stopę. Za pierwszym razem przez kilkanaście sekund trzymał się za głowę, wyglądał na oszołomionego, ale po interwencji lekarzy wstał i... ruszył z kolejną kontrą, wymuszając żółtą kartkę na przeciwniku. To właśnie ta zadziorność, znana z podlaskich boisk, sprawiła, że zyskał serca kibiców biało-czerwonej. 

Reklama

Raport CIES: Polak wart 36 milionów euro w jednym rzędzie z gwiazdami

Równolegle z debiutem, światło dzienne ujrzał raport prestiżowego instytutu CIES Football Observatory. Liczby, które tam padają, rzucają na kolana. Pietuszewski ponad dwukrotnie wyprzedza swoim doświadczeniem rówieśników. Jego wartość rynkową oszacowano na 31,9 mln euro, a w przypadku licytacji największych gigantów kwota ta może skoczyć do 36,2 mln euro. Dla porównania – jeszcze na początku marca wyceniano go na "zaledwie" 20 milionów.

Statystycy CIES są zachwyceni. Oskar notuje 4,06 udanych dryblingów na 90 minut, co daje mu 100. percentyl – jest pod tym względem absolutnie najlepszy w Europie na swojej pozycji. Nic dziwnego, że raport zestawia go z takimi nazwiskami jak:

Reklama
  • Khvicha Kvaratskhelia (obecnie PSG) – ze względu na nieprzewidywalność,

  • Kenan Yildiz (Juventus) – za technikę użytkową,

  • Alejandro Garnacho (Chelsea) – za dynamikę i odwagę w grze 1 na 1.

Hajto o nowym Lubańskim. Szczere wyznanie Oskara

Po meczu emocji nie kryły legendy polskiej piłki. Tomasz Hajto w swoim stylu, na antenie Cafe Futbol, niemal krzyczał do mikrofonu:

– Ludzie, nakręćmy się pozytywnie! Całe trybuny poszły za Pietuszewskim, bo w końcu będziemy mieli nowego Włodka Lubańskiego. Ja nie stawiam mu żadnego pomnika, ale on musi strzelać, bo zaraz nie będzie Lewandowskiego czy Zielińskiego!

Reklama

Sam bohater wieczoru, mimo ogromnego zamieszania wokół swojej osoby, zachował chłodną głowę. W rozmowie z TVP Sport po debiucie emanował skromnością, ale i pewnością siebie:

– Bardzo się cieszę ze swojego debiutu. Spełniłem kolejne marzenie. Wejście z ławki było w trudnym momencie, stracona bramka podcięła nam skrzydła, ale cieszę się, że wygraliśmy. Miałem wejść bez kompleksów. Co do zdrowia – wszystko w porządku. To uderzenie łokciem poczułem mocno, był moment oszołomienia, ale już minęło. Jestem gotowy na Szwecję.

Reklama

Przed Oskarem i całą kadrą teraz najważniejszy test. Już we wtorek, 31 marca, Polska zagra o wszystko ze Szwecją. Z takim talentem jak będący w formie wychowanek Jagiellonii, o wynik możemy być nieco spokojniejsi.

Przemysław Sarosiek

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo ddb24.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości