To był tydzień, który Karolina Hołda zapamięta na bardzo długo. Liderka naszej pierwszoligowej drużyny tenisa stołowego wróciła z bułgarskiego Panagyurishte z tarczą, zajmując znakomite, trzecie miejsce w grze indywidualnej oraz docierając do ćwierćfinału w grze mieszanej. Białostoczanka udowodniła, że potrafi rywalizować z absolutną europejską czołówką, grając – jak sama przyznaje – na wyżynach swoich możliwości.
Rywalizację w grze pojedynczej Karolina rozpoczęła od prawdziwego pokazu siły. W fazie grupowej nie dała najmniejszych szans swoim rywalkom, odprawiając 3:0 zarówno Bułgarkę Deyę Miltanovą, jak i Mołdawiankę Anastasią Taucci. Z kompletem zwycięstw i bez straty seta awansowała do fazy pucharowej, gdzie utrzymała wysoką dyspozycję.
W 1/16 finału białostoczanka pokonała Włoszkę Candele Sanchi 3:1, a w ćwierćfinale zdemolowała kolejną reprezentantkę Italii, Francescę Seu. Mecz o wejście do strefy medalowej był popisem jednostronnej dominacji – Hołda wygrała w ekspresowym tempie 3:0, oddając rywalce w poszczególnych setach zaledwie 4 i 5 punktów. Tym samym Karolina zapewniła sobie miejsce na podium, ale apetyt na więcej był ogromny.
W meczu o finał doszło do starcia, które kibice obecni w hali śledzili z zapartym tchem. Po drugiej stronie stołu stanęła Bianca Mei-Rosu – zawodniczka zaliczana do ścisłego TOP 3 w Europie. To była prawdziwa walka na ostrzu noża. Karolina wyszła na prowadzenie 2:1 w setach i wydawało się, że sensacja jest blisko.
– Był moment, gdy naprawdę poczułam, że mogę to wygrać – u przeciwniczki widać było brak pewności. Przy stanie 2:1 i 5:3 popełniłam błąd, a później rywalka zdobyła dwa punkty po siatce – mówiła Karolina Hołda na klubowym portalu.
Ostatecznie Rumunka wytrzymała presję i odwróciła losy spotkania, wygrywając 3:2. Mimo tej minimalnej porażki, nasza zawodniczka pozostawiła po sobie fantastyczne wrażenie. Warto dodać, że w grze mieszanej, w parze z Yoanem Velichkovem, Karolina dotarła do ćwierćfinału, ulegając dopiero późniejszym triumfatorom całego turnieju.
Mimo niedosytu po półfinale, Karolina Hołda wraca do Białegostoku z ogromną dawką optymizmu. Trzecie miejsce w tak silnie obsadzonym turnieju międzynarodowym to potwierdzenie jej ogromnego potencjału i ciężkiej pracy, jaką wykonuje na treningach.
– W singlu zagrałam cały turniej na bardzo wysokim poziomie. Czuję, że weszłam na wyżyny swoich umiejętności. Trochę szkoda tego meczu o finał, ale nie ma co się oglądać – zaraz kolejne starty – mówiła zawodniczka z Białegostoku.
Sukces w Bułgarii to doskonały prognostyk przed zbliżającymi się kluczowymi rozstrzygnięciami w lidze. Białostoccy kibice mogą być dumni – mają w swoim mieście zawodniczkę, która bez kompleksów bije się o medale na arenie międzynarodowej.
PS
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze