To był wieczór pełen skrajnych emocji. Jagiellonia Białystok prowadziła z Legią Warszawa już 2:0, by ostatecznie podzielić się punktami z odwiecznym rywalem. Choć „Żółto-Czerwoni” mieli w nogach mordercze 120 minut z Florencji, trener Adrian Siemieniec nie szukał tanich usprawiedliwień. Na konferencji pomeczowej padły mocne słowa o sędziowaniu, tożsamości drużyny i poświęceniu kibiców.
Niedzielne starcie z Legią miało być wielkim świętem i przez długi czas tak właśnie wyglądało. Fantastyczna oprawa kibiców i dwubramkowe prowadzenie napawały optymizmem. Jednak bramka „do szatni” dla gości zmieniła oblicze meczu. Po końcowym gwizdku w sali konferencyjnej spotkali się szkoleniowcy obu ekip, a ich narracje – choć różne – łączyło jedno: poczucie niedosytu.
Adrian Siemieniec rozpoczął od wielkich podziękowań dla fanów, ale szybko przeszedł do chłodnej analizy spotkania. Mimo że Jagiellonia wróciła z Włoch po heroicznym boju, trener nie chciał słyszeć o zmęczeniu jako głównej przyczynie utraty punktów.
– Bardzo dziękuję drużynie za ten mecz. Trudno się ocenia bezpośrednio po takim starciu z Legią, gdzie jest odwołany rzut karny, później strzeliliśmy fantastyczne gole i masz 2:0. Pierwsza połowa była bardzo dobra, ale kluczowy moment to stracona bramka do szatni. Utrudniła nam kontrolę, a Legii dała nadzieję. Trzeba brać pod uwagę cały kontekst, co działo się w czwartek, choć nie będziemy używać tego jako wymówki. Ten mecz nam wyszedł i po heroicznym boju mogliśmy upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Nie udało się, ale dla wszystkich, co wspólnie przeżyliśmy w czwartek... niech każdy sobie sam zestawi, czy było warto i się opłaca. Jest takie powiedzenie, że nie zawsze to, co opłaca, warto i nie zawsze, co warto, to się opłaca. Piłka nożna to też emocje, radość i pasja. Takie wartości staramy się dawać kibicom.
Jednym z najbardziej kontrowersyjnych momentów meczu była sytuacja z Kajetanem Szmytem i odwołanym rzutem karnym. Trener Jagiellonii spokojnie skomentował zdarzenie zwracając uwagę na brak spójności w interpretacjach przepisów przez arbitrów w całej Ekstraklasie.
– To, jakie mam przemyślenia nt. ostatniego okresu w polskiej piłce, to nasuwa mi się sformułowanie "brak konsekwencji". Z tym wszyscy mają największy problem. Bo jeżeli jest sytuacja X w jakimś meczu i jest odgwizdana, a w kolejnym podobna już nie jest traktowana jako przewinienie, to pojawia się problem. Brakuje jasności i konsekwentnej linii. Ja już sam jestem za głupi, nie mamy specjalistycznej wiedzy i czasami zadaję proste pytanie i dostaję taki elaborat, że brzmi tak dobrze, że człowiek mówi, że tak musi być. A potem w kolejnym meczu jest inna interpretacja i sam nie wiesz. Chodzi o brak konsekwencji, a nie pojedynczą sytuację.
Jagiellonia w ostatnim czasie traci sporo bramek po rzutach wolnych i rożnych. Czy to pięta achillesowa mistrzów Polski? Adrian Siemieniec tłumaczył to filozofią gry, którą obrał zespół, choć przyznał, że praca nad tym elementem jest konieczna.
– Każdy trener ma pewną drogę i tożsamość. Pewien sposób gry, który daje dużo czegoś, ale w zamian czegoś nie daje. Musimy szukać rozwiązań, by być jak najbardziej kompleksowi, ale i akceptować, że nie wszędzie będziemy na bardzo wysokim poziomie. Dzisiaj mierzyliśmy się z rywalem grającym bezpośrednio, który wykorzystuje warunki zawodników i stałe fragmenty. To poniekąd jest ich broń i użyli ją bardzo dobrze. Ta drużyna przede wszystkim musi bronić się tym, co ma najlepsze, czyli graniem proaktywnym, ofensywnym, kontrolą poprzez pressing. Czasem mecz sprowadza się do walki i stałych fragmentów – dzisiaj momentami tak to wyglądało i było nam trudniej.
Marek Papszun, mimo wywiezienia punktu z terenu mistrza, czuł, że jego zespół mógł wygrać. Przy okazji zdradził też swoje prywatne sentymenty do stolicy Podlasia.
– Nie sądziłem, że po remisie w Białymstoku będziemy niezadowoleni. Zrobiliśmy bardzo dużo, by ten mecz wygrać. Stworzyliśmy pięć klarownych sytuacji, przeciwnik tylko dwie. Jesteśmy rozczarowani wynikiem – mówił Papszun.
Trener Legii dodał również z uśmiechem:
– Bardzo lubię przyjeżdżać do Białegostoku, moja żona tu mieszkała, ma też siostrę. Odwiedzamy Białystok i dobrze się tu czuję. Wyniki też się zgadzają, stąd też bardziej lubię to miasto.
Jednym z bohaterów meczu był Leon Flach, który w sobotę obchodził urodziny. Piłkarz zdradził, że jego bramka była... „zaplanowana” przez kolegę z zespołu.
– Jesus Imaz napisał do mnie wczoraj wiadomość z okazji moich urodzin. Powiedział, że jutro strzelę pierwszego gola. Odpowiedziałem, że to brzmi jak dobry plan – relacjonował Flach. – Oczywiście to była ładna bramka, ale szczerze mówiąc, wolałbym, żebyśmy wygrali. Zagraliśmy naprawdę dobre spotkanie, zwłaszcza biorąc pod uwagę 120 minut sprzed kilku dni. Zabrakło nam szczęścia w detalach.
Debiutujący w wyjściowym składzie Kajetan Szmyt odniósł się do swojej adaptacji w zespole oraz sytuacji, która mogła dać Jagiellonii karnego.
– Szczerze mówiąc, z boiska nie czułem, żebym zagrał piłkę ręką, dlatego wydawało mi się, że powinien być rzut karny – przyznał Szmyt. Mówiąc o swojej roli, dodał: – Czułem, że jako świeższy zawodnik mogę wziąć na siebie trochę większą odpowiedzialność. Współpraca na boisku wyglądała całkiem dobrze, choć brakowało jednostek treningowych przez grę co trzy dni. Teraz zostaje nam liga i na niej musimy się skupić. Cel jest jasny – chcemy wygrywać kolejne spotkania.
Ogólna atmosfera pomeczowa w Jagiellonii: zadowolenie z dobrego meczu i lekki niedosyt po remisie. Białostoczanie są już myślami przy meczu z Lechią Gdańsk i koncentrują się bardziej na odpoczynku i wykorzystaniu krótkiego czasu jaki mają do meczu na Pomorzu niż na analizie szalonych ostatnich kilku dni (mecz we Florencji i w Białymstoku przeciw Legii).
Przemysław Sarosiek
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze