Kryminalni z Kolna rozbili prawdopodobnie najbardziej "miękką" działalność przestępczą w regionie. 40-letnia mieszkanka powiatu wpadła w ręce policji po tym, jak zorganizowała sobie dochodowy biznes oparty na... sklepowych maskotkach. Zamiast napadów z bronią w ręku, postawiła na nożyczki, klej i odrobinę tupetu.
Sposób działania podejrzanej przypominał raczej lekcję plastyki w szkole podstawowej niż skomplikowany atak hakerski, ale system supermarketu okazał się bezbronny wobec jej kreatywności. Kobieta manipulowała albumami promocyjnymi – brakujące lub rzekomo uszkodzone kody kreskowe zastępowała wycinankami z innych, niewykorzystanych jeszcze arkuszy. Obsługę sklepu przekonywała z rozbrajającą szczerością, że stare kody są po prostu nieczytelne. Dzięki tej "papierowej inżynierii" uzyskiwała vouchery, które uprawniały ją do odbioru maskotek w cenie promocyjnej.
Zatrzymana 40-latka nie bawiła się w drobne. Jak ustalili policjanci, w wyniku swoich działań wyłudziła ponad 100 maskotek. Zdobyte w ten sposób łupy nie lądowały jednak na półkach w dziecięcym pokoju, lecz na popularnych portalach aukcyjnych, gdzie były sprzedawane w regularnych, rynkowych cenach. Supermarket oszacował swoje straty na blisko 6 tysięcy złotych. Była to prawdopodobnie najdroższa pluszowa armia, jaka kiedykolwiek przeszła przez ręce kolneńskich kryminalnych.
Choć historia o "walce o pluszaki" brzmi nieco groteskowo, konsekwencje prawne są już jak najbardziej poważne. Kobieta usłyszała trzy zarzuty dotyczące oszustw i przyznała się do zarzucanych jej czynów. Zgodnie z polskim kodeksem karnym, za to "miękkie" przestępstwo grozi jej teraz wyjątkowo twarde lądowanie – nawet do 8 lat pozbawienia wolności. Kryminalni udowodnili, że nawet jeśli Twoim łupem są urocze maskotki, prawo nie bierze jeńców, a sprawiedliwość zawsze znajdzie drogę do celu.
AR
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze